Opel manipulował przy silnikach Diesla. 95 tys. aut może wrócić do serwisów
Kolejny producent samochodów został przyłapany na manipulowaniu oprogramowaniem w silnikach Diesla. Niemiecka prokuratura złapała na nieuczciwych praktykach Opla. Sprawa zahacza także o Polskę.

Zaledwie wczoraj informowaliśmy o gigantycznej karze, jaką za fałszowanie danych dotyczących emisji spalin w dieslach będzie musiało zapłacić Audi. Teraz ciemne chmury zebrały się nad Oplem.
Niemiecka prokuratora przeszukała biura firmy w Ruesselsheim i Kaiserslautern. Znaleziono w nich dokumenty poświadczające, że Opel stosował w niektórych modelach samochodów oprogramowanie sterujące silnikiem. To z kolei mogło wpłynąć na wyniki testów emisji spalin.
Niemieckie Ministerstwo Transportu nakazało wycofać z rynku 95 tys. egzemplarzy Opla.
Prokuratura we Frankfurcie interesuje się 95 tys. pojazdów z silnikami Diesla spełniającymi normę Euro 6d.
Opel będzie teraz musiał przeprowadzić aktualizację oprogramowania w samochodach, których cała sytuacja dotyczy.
Według dziennika Bild do nielegalnej manipulacji w oprogramowaniu sterującym silnikiem wysokoprężnym doszło w modelach Insignia, Zafira (historię tego modelu ostatnio opisał Mikołaj) i produkowanym w Polsce kabriolecie Cascada. Czyli cała sprawa zahacza także o nasz kraj.
Samochody, których dotyczy sprawa, produkowano w latach 2012, 2014 i 2017.
O nieprawidłowościach mówiło się już wcześniej.
Już w 2016 r. Opel przyznał się, że model Zafira wyposażany był w oprogramowanie silnika, które w pewnych okolicznościach wyłączało układy oczyszczania spalin. Wówczas tłumaczono to luką prawną, a Opel zapewniał, że tego typu działania są legalne. Odbyła się jednak zakrojona na szeroką skalę akcja serwisowa i na tym się skończyło.
Teraz jednak sprawa z fałszowaniem wyników testów wygląda inaczej i konsekwencji tego typu działań nie da się już uniknąć. A te mogą być bardzo kosztowne.
Do tej pory do sprawy nie odniósł się jeszcze koncern PSA, aktualny właściciel niemieckiego producenta.