Na sprzedaż bezwypadkowy Duży Fiat. Tyle, że po wypadku
Zawsze rozczulało mnie pisanie ogłoszeń sprzedaży samochodów powypadkowych, gdzie sprzedający wskazuje na m.in. niski przebieg, bogate wyposażenie i zdrową blachę. Jakby to miało znaczenie, kiedy auto jest zwinięte w rulon.

Co tu się wydarzyło? Na sprzedaż wystawiony został Duży Fiat z końca lat 70. Problem jest w tym, że samochód zaliczył solidnego dzwona przodem, a cena detaliczna wynosi tyle, ile za całkiem zdrowy egzemplarz.
Przed wypadkiem był bezwypadkowy
Uderzył, to uderzył - nie ma po co drążyć. Ciekawa natomiast jest wyliczanka, w jakiej to samochód nie był super kondycji przed wypadkiem. Niski przebieg, zdrowa blacha, zadbana mechanika. Szkoda tylko, że w rozbitym samochodzie ma to niezbyt istotne znaczenie.
Cóż z tego, że silnik ma 38 tysięcy kilometrów przebiegu, jeżeli wóz dzwona zaliczył akurat przodem? I to tak, że wszystko wpadło do środka? Jakie znaczenie ma to, że karoseria jest w dobrej kondycji, skoro po wypadku już nie jest? Ok, samochód nie złożył się na pół i, z tego co widzę, przednie słupki pozostały na swoich miejscach, ale wszystko od nich w stronę przodu zostało sprasowane w kulkę.


Opis takiego samochodu przypomina wyliczanie zalet i osiągnięć zmarłego
Wykształcony, wysportowany, zabawny, szarmancki, dobry dla dzieci - tyle że przedwczoraj wpadł pod autobus. To niezwykle pozytywne, że ktoś ma tak długą listę zalet i osiągnięć, ale… jakby to ładnie ująć. No cóż. Mogą wystąpić pewne komplikacje.

Samochód może się przydać jako dawca części
Nie jest natomiast tak, że Dużego Fiata można wyłącznie wyrzucić do kubła na odpady zmieszane. Nadal idzie z niego pozyskać dużo części i to na tym głównie powinien bazować tutaj handel. Przodu w zasadzie już nie ma, ale tył nadal istnieje, a wraz z nim mnóstwo części mechanicznych. Tak samo części blacharskie i wyposażenie wnętrza od środkowego słupka do tyłu.
Tyle, że wtedy całkowicie zmienia się charakter sprzedawanego przedmiotu, a zatem i jego cena. Nie jest to już samochód do poprawek lakierniczych po stłuczce parkingowej, a truchło z przeznaczeniem na przeszczep organów.
Nie zawiodła sekcja komentarzy
Myślałem, że to ze mną coś jest nie tak, iż ogłoszenie przykuło moją uwagę w negatywnym sensie. Okazuje się, że nie - takich głosów jest więcej, co podkreśla absurd całego przedsięwzięcia.
Cóż, nie pozostaje nic innego, jak życzyć sprzedającemu powodzenia, a przy okazji gumowych drzew i krawężników.
Ale, żeby nie było, że nie mam serca - bardzo mi przykro z samego powodu rozbicia takiego ładnego wozu. I nie mówię tego złośliwie.







































