Australia wrzuca dwójkę. Oto samochód napędzany gazem z odchodów
Zastanawialiście się kiedyś, czy może istnieć samochód elektryczny na gaz? Może, i przykładów na rynku już kilka było. Ale Australijczycy mają nowy pomysł - chodzi o pośrednie zasilanie auta... ludzkimi ekskrementami.

Choć termin „samochód elektryczny na gaz” brzmi raczej osobliwie, to wystarczy kilka sekund, by zdać sobie sprawę, że to przecież nic dziwnego. Kluczem są zasilane wodorem ogniwa paliwowe, dzięki którym powstaje energia elektryczna, używana do napędu samochodu. Na świecie już od dawna eksperymentuje się z takim rodzajem napędu, a w sprzedaży dostępnych jest kilka modeli z ogniwami paliwowymi - np. Honda Clarity, Hyundai Nexo czy Toyota Mirai (ta ostatnia także w Polsce).
Tyle tylko, że do problemu można podejść też z innej strony
Nie będę wskazywać z jakiej, bo to już podpada pod kloaczny humor. W każdym razie jedna z australijskich oczyszczalni ścieków - konkretnie Urban Utilities z Brisbane - chwali się, że jej elektryczny Hyundai Kona porusza się dzięki energii powstałej przez przetwarzanie ekskrementów. Ma nawet adekwatny numer rejestracyjny, NBMR2S (number twos, czyli slangowe toaletowe „dwójki”). Co więcej, firma twierdzi, że to nie SUV, a... S-Poo-V. No według mnie to raczej crossover, ale może po prostu nie mieli pomysłu, jak to słówko zmodyfikować.
Samochód jest najprawdopodobniej całkowicie seryjny, pomijając wątpliwej urody „ozdoby” po bokach, informujące, że samochód pojedzie na byle g...
Nie oddali się jednak zbyt daleko, jeśli nie będziemy mieć wsparcia
Energia uzyskana z produktów przemiany materii jednej osoby z jednego dnia według Urban Utilities wystarcza na przejechanie ok. 450 m. Ponieważ w Australii oferuje się tylko Konę Electric w wersji z akumulatorem o pojemności 64 kWh i zasięgiem do 484 km (WLTP), to łatwo policzyć, że potrzeba byłoby wysiłków 1076 osób, by naładować Hyundaia do pełna.
Co najlepsze, samochód na odchody można kupić w Polsce
I to nie tylko wspomnianą Konę, bo przecież sprawa mogłaby dotyczyć każdego auta elektrycznego na rynku (pomijając te na ogniwa paliwowe). Mogłaby, ale nie dotyczy, bo zapewne infrastruktura nie została dostosowana do tego, by biogaz przerabiać na prąd elektryczny do zasilania aut.
W Australii to też obecnie nie jest żadna szeroko zakrojona akcja - póki co na dwójce jeżdżą tylko auta należące do Urban Utilities. Ale kto wie, może to kiedyś trafi na większą skalę do Europy, z myślą o tym konkretnym zastosowaniu. Bo w końcu skoro Porsche pracuje nad syntetyczną benzyną, to czemu my nie możemy nad organicznym prądem?