Szarpaki na SKP uszkodziły auto? Przed wjazdem wszystko było dobrze
W niektórych krajach Europy rozeszła się fama, że typowe dla stacji diagnostycznych „szarpaki” specjalnie uszkadzają zawieszenie w samochodach, żeby można było naciągać kierowców na usuwanie nieistniejących usterek. Poszedłem sprawdzić, jak jest naprawdę.

Cała rzecz zaczęła się w Hiszpanii, gdzie stacje diagnostyczne nazywają się w skrócie „ITV” – to też powszechne określenie samego badania technicznego, a nazwa pochodzi od „Inspeccion Tecnica de Vehiculos”, czyli inspekcja techniczna pojazdów. Niedawno znaczną popularność zyskał pogląd, że funkcjonujące tam szarpaki – identyczne jak w Polsce – uszkadzają zawieszenie w nowoczesnych samochodach i są zaprojektowane w taki sposób, żeby uwydatnić nawet bardzo drobną usterkę. Następnie diagnosta może pokazać „tu proszę spojrzeć, jest bardzo źle” i wlepić posiadaczowi auta negatywny wynik badania technicznego. Hiszpańscy kierowcy zaczęli twierdzić, że najczęściej przed wjazdem wszystko było dobrze, a podczas badania nagle wyszły luzy wcześniej zupełnie niewyczuwalne. Hiszpańskie stowarzyszenie stacji kontroli pojazdów opublikowało na Instagramie wyjaśnienie.
Nieznającym hiszpańskiego tłumaczę: podczas badania technicznego samochód poddawany jest niewielkim obciążeniom w postaci naprężeń zawieszenia w osi poprzecznej i podłużnej. Są one nieporównywalnie mniejsze od tych, które pojawiają się choćby podczas normalnej jazdy z prędkością 50 km/h i najechania wówczas na dziurę, przejeżdżania progu zwalniającego nawet przy prędkości 20-25 km/h czy wchodzeniu w ostry zakręt przy większej prędkości. Każda z tych czynności zużywa zawieszenie w tempie wiele razy szybszym niż szarpanie nim raz do roku przez 30-60 sekund.
Na wszelki wypadek jednak poszedłem na lokalną stację diagnostyczną
Uznałem, że nie będę wierzył Hiszpanom z internetu, zweryfikuję czy to może kolejny motoryzacyjny mit. Dowiedziałem się, że może zdarzyć się sytuacja, w której szarpak ostatecznie zakończy życie pojazdu. To wówczas, gdy podłużnice są już tak zgniłe, że wystarczy delikatne szarpnięcie, żeby któraś z nich pękła. Wtedy kierujący zapewne straci dowód rejestracyjny, a pojazd pójdzie na złom. Natomiast zupełnie nierealne jest, żeby dobre lub nawet delikatnie tylko zużyte zawieszenie mogło uszkodzić się od szarpaka.
W Polsce ok. 10 proc. samochodów nie przechodzi badania technicznego
Jest to wartość dla stacji kontroli pojazdów w Warszawie, więc podejrzewam że na wsi ten odsetek jest jeszcze mniejszy. Jeśli już otrzymują wynik negatywny, to właśnie często za zawieszenie, które na polskich drogach zużywa się szybciej niż w krajach Europy Zachodniej. Przeważnie są to jednak usterki łatwe w naprawie i niespecjalnie drogie, pomijając może samochody z górnej półki z układami pneumatycznymi czy hydropneumatycznymi. Badanie na szarpaku to słuszna metoda sprawdzania, czy zaraz nam coś nie odpadnie, bo niektóre luzy nie są ani wyczuwalne na kierownicy, ani nie powodują charakterystycznego stukania. Nawet jednak na polskich forach i grupach regularnie spotyka się pogląd, że szarpaki niszczą zawieszenie. Te same osoby potem odpalają wóz na zimno, dają od razu ognia żeby się szybciej nagrzał, a na dziurach pogłaśniają radio.

Uspokajam: jak diagnosta będzie chciał znaleźć Wam usterkę, to znajdzie. Nie musi w tym celu niszczyć nikomu zawieszenia.







































