REKLAMA

Prototyp Smarta na warszawskiej stacji demontażu pojazdów. Czy to koniec planów o powrocie?

Spotkałem dziś charakterystyczny egzemplarz SUV-a Smart – już tego nowego, elektrycznego – na warszawskiej stacji demontażu pojazdów. Co ciekawe, ten sam egzemplarz jeszcze niedawno był testowany na tzw. tablicach profesjonalnych.

Prototyp Smarta na warszawskiej stacji demontażu pojazdów. Czy to koniec planów o powrocie?
REKLAMA

Marka Smart przeszła długą drogę – od mikrosamochodów produkowanych w kooperacji z Mercedesem, przez dłuższy okres robienia czegoś bez pomysłu i jak popadnie, na przykład produkując Twingo w innym nadwoziu pod nazwą Smart Forfour aż do przejścia w ręce koncernu chińskiego Geely i prób powrotu na europejski rynek z elektrycznymi crossoverami, które nie są specjalnie smart, ale za to są drogie. Idzie to dość cienko.

W Polsce nie da się obecnie kupić nowych Smartów

REKLAMA

Wygląda jednak na to, że ta sytuacja ma się zmienić, a przynajmniej tak można było uznać, znajdując zdjęcia Smarta na polskich tablicach profesjonalnych w Szwecji – i to nie jednego egzemplarza, a minimum dwóch. Być może testowano je tam w warunkach zimowych.

Ten samochód to Smart #5, czyli duży SUV tej marki. Nie bardzo pojmuję sens jego oklejania, skoro kształty dawno poznaliśmy i wiemy, że ma 4,71 metra długości, rozstaw osi równy 2,9 m i akumulator główny o pojemności aż 100 kWh. W dodatku można go ładować z mocą do 280 kW do 80 proc. poziomu, czyli przy odpowiednio mocnej ładowarce uzupełnimy sobie zasięg o ok. 400 km w piętnaście minut. Wszystko to brzmi niesamowicie, prawie jakby samochody elektryczne przebijały już spalinowe.

Podobnie oklejony egzemplarz można też zobaczyć w tym filmie:

Tylko dlaczego spotkałem Smarta #5 na stacji demontażu pojazdów?

Stacja demontażu w Warszawie przy ul. Strażackiej to miejsce znane wszystkim graciarzom. Można tam znaleźć Passata B5 albo Mitsubishi Carismę, ale nowego, elektrycznego Smarta się nie spodziewałem. Jest jednak duża szansa, że ten egzemplarz jako testowy-nieprodukcyjny nie może być nigdy zarejestrowany na stałe tablice, więc po okresie testów zostanie zdemontowany. Oczywiście nie dowiemy się, co było testowane i czy to oznacza wprowadzenie marki Smart do Polski, ale podkreśla smutną dolę „mułów”, czyli aut przeznaczonych tylko do ich kontrolowanego zepsucia. Zapewne trafiłem na moment, kiedy umęczony rozmaitymi próbami Smart właśnie kończył żywot.

Decyzja o nieoferowaniu Smartów w Polsce niespecjalnie mnie dziwi

REKLAMA

Polski rynek samochodów elektrycznych jest mikroskopijny, wręcz pomijalny dla producentów. O wiele więcej się o tych autach mówi, niż faktycznie ich sprzedaje. Jeszcze w Warszawie raz na jakiś czas widzi się coś elektrycznego, ale jadąc przez Polskę powiatową, zupełnie tracimy takie wozy z oczu. Budowanie sieci sprzedaży i serwisu dla marki, która oferuje pojazdy wyłącznie bezemisyjne, trochę nie ma sensu, jak ktoś jest bardzo, ale to bardzo zainteresowany Smartem – może zlecić jego import z Niemiec i mieć najoryginalniejszy pojazd EV „na rejonie”. Przy cenie 45 800 euro, jakiej Smart życzy sobie za ten samochód w Niemczech (w przeliczeniu 190 530 zł), ten pojazd w Polsce byłby co najwyżej eksponatem w salonie, sprzedanym po dwóch latach z monstrualną zniżką.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-03T16:13:44+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T14:12:15+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T12:03:12+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T17:24:50+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA