W poprzednim Motoblenderze, czyli nr 39/2019, zapowiedziałem że nie będzie Motoblendera z numerem 40. Ależ Was oszukałem.

Będzie, bo w związku z niekorzystną zmianą pogody w Tokio (monsun skręcił nie w tę stronę) program wyjazdu został w dużej mierze skasowany i jedyne co pozostało, to siedzieć w hotelu i pisać Motoblender.
Nissan rozważa zamknięcie taniej marki Datsun
Zaledwie parę lat temu – a może to już kilkanaście – Nissan z pompą otwierał ponownie Datsuna, jako oddział produkujący najtańsze wozy na rynki wschodzące. Z tego co pamiętam, to Datsuny sprzedawały się głównie w Indiach i Rosji. Zawsze mi się podobały, takie Dacie, tylko jeszcze o ząbek niżej. Moim ponadczasowym faworytem jest sedan On-Do, jego sedanowatość została podkreślona niemal do absurdu, a bagażnik wydłużono tak, żeby na pewno zmieściły się tam dorodne tuczniki. Najlepsza wersja to oczywiście ta bez fabrycznych kołpaków, na czarnym stalaku. Taki trochę Ford Crown Victoria w wersji dla krajów rozwijających się. Był też hatchback Mi-Do i dość paskudny crossover o nazwie... Cross.
I teraz to wszystko ma pójść do piachu, bo Nissan nie jest dostatecznie dochodowy i musi ciąć to i owo. Nie to, żeby tracił pieniądze, po prostu zarabia za mało, a kiedy usunie się Datsuna i będzie sprzedawać mniej samochodów, to będzie zarabiać więcej. Nie pytajcie – to są obszary geniuszu niedostępne dla nas, zwykłych plebejuszy. No cóż, trudno, ich małpy – ich cyrk. Szkoda, że nie zdążyłem się przejechać żadnym Datsunem.
Szczury jeżdżą małymi samochodzikami
Naukowcy z uniwersytetu w Wirginii w Stanach Zjednoczonych odkryli, że szczury mogą nauczyć się sterować małymi elektrycznymi pojazdami i co więcej, prowadzenie ich sprawia im przyjemność. Zbadano poziom hormonu stresu u szczurów, które prowadziły pojazd i u tych, które nie prowadziły pojazdu – szczury-kierowcy okazały się być bardziej zrelaksowane. Płynie z tego kilka ciekawych wniosków: po pierwsze, teraz już wiemy, że kontrolowanie pojazdu może być źródłem zadowolenia – być może to dlatego jesteśmy tak pchani w stronę autonomii i aut samojeżdżących. Zbyt zadowoleni obywatele to nic dobrego. Po drugie – czekamy na pojawienie się szczurzych aktywistów antysamochodowych, twierdzących że szczury w samochodzikach zabijają inne szczury i miasta są dla szczurów, a nie dla samochodów.
Coraz zabawniej wygląda rywalizacja między Porsche Taycanem a Teslą na Nurburgringu
Porsche Taycan wykręciło sobie jakiś tam czas na Nurburgringu. No spoko, w sumie nic mnie to nie obchodzi, ani nie będę nigdy mieć takiego Porsche, ani nie pojadę na Nurburgring. Elon Musk też z początku twierdził, że Taycan to zwykła beka i heheszki, ale potem uznał, że trzeba się włączyć w rywalizację. No i jak już się włączył, to najpierw oddelegowano do tego celu Teslę S z wyprutym wnętrzem i klatką bezpieczeństwa, potem dołożono jej wyścigowe opony, a teraz jeszcze ogromny spoiler tylny. Niedługo po prostu zbudują wyścigowy bolid elektryczny ubrany w nadwozie Tesli S i powiedzą, że jest szybszy niż Taycan. No tak to można rywalizować, ale mam dla Tesli złą wiadomość: jakby Porsche coś podłubało i zrobiło auto wyścigowe, nawet elektryczne, to ten wóz wygrałby z Teslą na Nurburgringu jadąc na wstecznym i zatrzymując się po drodze na kawę.
Skoro już mowa o Tesli, to wybuchła afera o wysuwane klamki w modelu S, których awaria utrudniła dostanie się do samochodu ogarniętego przez pożar. Policjant próbował uratować uwięzionego mężczyznę, ale nie udało mu się, bo nie miał za co złapać. Mężczyzna zginął. Sprawa znajdzie swój finał w sądzie na Florydzie. Mnie klamki Tesli od dawna wydają się zupełnie nonsensowne, ale nawet szkoda było mi o tym pisać, bo wiem że zaraz zostałbym zakrzyczany że to nowoczesność i że przecież mamy .... rok. To dokładnie tak samo, jak z likwidacją gniazda słuchawkowego w iPhonie. Spróbujcie to obronić z jakiegokolwiek racjonalnego powodu. Wiadomo że to bzdura, kretynizm i nabieranie klientów, tak samo jak wysuwające się klamki, które dodatkowo okazują się niebezpieczne. Ale na racjonalne argumenty zarówno wyznawcy Tesli jak i Apple zawsze mają ten sam argument: jeśli krytykujesz urządzenia tej firmy, to znaczy że ich NIE ROZUMIESZ, a może nawet na nie NIE ZASŁUGUJESZ. Pewnie płonąc w samochodzie Amerykanin dalej wierzył w geniusz Elona jako zbawcy świata.
1 mln dolarów za miejsce parkingowe w Hong Kongu
No nie dokładnie 1 milion, bo 969 tys. dolarów, ale w sumie co za różnica. No dokładnie 31 tys. dolarów różnicy. Można mieć za to bardzo dobry samochód, albo raczej 20 bardzo dobrych samochodów. Widziałem świetnego Pontiaca w komisie w Indianapolis za 1600 baksów. Nieważne. Ważne jest co innego: jeśli w danym społeczeństwie jest dużo ludzi zamożnych, to nie ma górnej granicy ceny, którą ktoś jest gotów zapłacić, żeby móc zaparkować swój samochód. Hong Kong nie jest zbyt przyjaznym miastem do jazdy samochodem, a jednak znalazł się ktoś, kto wyłożył równowartość superauta (albo i więcej), żeby móc swobodnie parkować. Przecież mógłby przesiąść się na komunikację miejską, wtedy zaoszczędziłby 969 tys. dolarów, nie wspominając o koszcie posiadania samochodu.
Piszę o tym po to, żeby uświadomić, że dla ludzi zamożnych nie istnieją żadne przeszkody. Wszystko można kupić za pieniądze. Podwyższanie cen jakichś towarów niczego nie zmienia, co najwyżej nieco zawęża grupę odbiorców. Jedyny sposób to budowanie biurowców w ogóle bez miejsc parkingowych, tak jak to ma miejsce w Londynie. Wtedy ci zamożni ludzie z Londynu po prostu przeniosą się do Hong Kongu i już. Ciekaw jestem, co będzie stało na miejscu za 969 tys. dolarów – moim zdaniem nic. Będzie utrzymywane puste, w razie gdyby dany prezes/właściciel firmy zechciał ją akurat odwiedzić, co pewnie będzie się zdarzało rzadko – a wtedy na parę godzin stanie na nim wynajęta na tę okazję limuzyna. Ale bym tam ustawił jakiegoś grata.
BMW M3 nie będzie mieć nerek. Będzie mieć płuca
Wiem dlaczego na te dwie ramki na masce BMW mówiło się „nerki” – bo przypominały ten narząd i wielkością, i kształtem. Ale to, co pojawiło się w internecie jako rzekomy przód nowego BMW M3 G80, już żadnymi nerkami nie jest, chyba że są to nerki wieloryba. To raczej płuca. Albo dwie wątroby, i to słoniowe. Kiedyś był to taki mocny znak rozpoznawczy przedniej części samochodów BMW, teraz z tego znaku rozpoznawczego zrobiono cały przód. Zresztą BMW tu akurat jedynie stoi na czele szerszego trendu. Kiedyś Mercedesy miały małą gwiazdę postawioną na grillu, teraz ta gwiazda już nie ma formy statuetki, za to jest jakieś pięć razy większa.
Ktoś może powiedzieć, że te płuca w BMW mu się nie podobają. Ale jak słusznie zauważał śp. Janusz Kaniewski, to nie jest po to, żeby się podobało. Nie kupujesz M3, żeby było ładne. Może kiedyś tak było, może M3 E46 rzeczywiście miało harmonijną i elegancką linię. Ale to było 20 lat temu. Teraz kupujesz je po to, żeby inni widzieli, że nie ma co z tobą zadzierać, bo jesteś bogaty i możesz bardzo szybko jeździć. Te słoniowątroby mają anihilować leszczy z lewego pasa, snujących się jakimiś Taycanami i Teslami S. Mają przerażać twoich sąsiadów z osiedla i sprawiać, że będą ci się kłaniać w pas, bo będą myśleć że jesteś groźnym gangsterem, a może i wcielonym demonem. Jestem absolutnie pewien, że gdyby producenci mogli, to montowaliby z przodu swoich samochodów elektryczne ramiona z pięściami na końcu, które biłyby przechodniów po ryjach, a może i elektroparalizatory, żeby każdy kto kupi taki samochód, mógł paraliżować innych swoim bogactwem i wspaniałym gustem. Skromność była dobra, kiedy te wozy kierowano do klientów europejskich, ale to było, jak już mówiłem, 20 lat temu.