REKLAMA

Autopilot i ludzka głupota się nie dogadały. Wypadek Xiaomi sprowokował wyznawców Tesli

Xiaomi SU7 niedawno brał udział w tragicznym wypadku w Chinach. Teraz zbiera się grupka pogromców mitów, którzy testują jak w tej samej sytuacji co samochód od Xiaomi zachowa się Tesla.

Autopilot i ludzka głupota się nie dogadały. Wypadek Xiaomi sprowokował wyznawców Tesli
REKLAMA

Xiaomi SU7 jeszcze przed oficjalną premierą zawieszał serwery w Chinach. Dalej cieszy się niekwestionowaną, ogromną popularnością, jednak ostatnio został obiektem głośnej kontrowersji. Doszło do tragicznego w skutkach wypadku, w którym główną rolę zagrał system autopilota.

Autopilot i ludzka głupota się nie dogadały

REKLAMA

Wypadek miał miejsce na autostradzie pomiędzy Dezhou a Shangrao w prowincji Anhui we wschodniej części Chin. Trzy osoby miały jechać Xiaomi SU7 z prędkością 116 km/h z aktywowaną funkcją autopilota (NOA), który wykrył przeszkody związane z trwającymi robotami drogowymi, dał kilka ostrzeżeń kierowcy i zaczął automatycznie zwalniać.

Jednak kierowca stwierdził, że jest mądrzejszy i ręcznie przejął kontrolę na kilka sekund przed zjechaniem z kończącego się pasa przed uderzeniem w betonową barierę. Prędkość w momencie uderzenia wynosił 97 km/h.

Xiaomi SU7 po rzeczonym wypadku

Chińskie media donoszą, że pojazd po uderzeniu stanął w płomieniach, a drzwi nie odblokowały się, uniemożliwiając pasażerom ucieczkę. Jednak Xiaomi odrzuciło te twierdzenia, stwierdzając, że samochód ma mechaniczne uchwyty awaryjnego otwierania na wszystkich czterech drzwiach, co pozwala na ich otwarcie nawet w przypadku uszkodzenia akumulatora. Niestety, wypadek skończył się najgorzej jak tylko mógł, a służbom które dotarły kilkanaście minut po zdarzeniu zostało tylko dogaszanie ognia.

Teraz Xiaomi stoi przed podobnymi wyzwaniami, ponieważ organy regulacyjne i konsumenci kwestionują skuteczność jej technologii inteligentnej jazdy, zaś akcje Xiaomi na giełdzie spadły o ponad 5 proc. Mimo to, popyt na SU7 pozostaje wciąż duży, a czas realizacji zamówień trwa aktualnie 40 tygodni.

Więcej o samochodach Xiaomi przeczytasz tutaj:

Czy z Teslą będzie lepiej?

Wypadek podsyca globalną dyskusję na temat tego, jak należy regulować systemy półautonomiczne. Firma Xiaomi aktywnie wspiera trwające dochodzenie w sprawie wypadku, lecz także klienci postanowili jej w tym pomóc w dość osobliwy sposób.

Wypadek SU7 wywołał porównania do incydentów z systemem autonomicznym Tesli (FSD), który był przedmiotem wielu amerykańskich dochodzeń dotyczących wypadków związanych z Autopilotem. Teraz chińscy kierowcy postanowili dokonać eksperymentów, jadąc Teslami po tym samym odcinku, na którym miał miejsce feralny wypadek Xiaomi.

System Tesli wykrył słupki obstawiające odcinek, po czym samochód znacznie zwolnił. Niestety, testerzy uznali że przez to Tesla oszukuje, więc kierowca sam wcisnął gaz, przyspieszając do 110 km/h nie dotykając kierownicy. FSD było na szczęście mądrzejsze i zmniejszyło prędkość samochodu, choć manewr i tak wygląda na dokonany ze zbyt dużą szybkością.

REKLAMA

Do tragedii na szczęście nie doszło. Ale i tak trzeba przyznać, że kierowca wykazał się niezbyt wysokim poziomem mądrości i sztuczna inteligencja musiała nadrabiać za ludzką. Czy jego eksperyment się udał - może i tak, ale tutaj ma to najmniejsze znaczenie. Pasażerowie Tesli mogą się tylko cieszyć, że nie trzeba było zawiadamiać straży pożarnej drugi raz w ciągu kilku dni do tego samego miejsca.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-04T16:19:09+02:00
Aktualizacja: 2025-04-04T10:09:27+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T16:13:44+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T14:12:15+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T12:03:12+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA