REKLAMA

Karambol na S7: Państwo będzie ustalać, czy miało znak

Oby sprawa ograniczenia prędkości na drodze ekspresowej S7 obowiązującego w trakcie karambolu nie obnażyła naszej słabości jeszcze bardziej. Bo już nie jest najlepiej.

Karambol na S7: Państwo będzie ustalać, czy miało znak
REKLAMA

Można zwątpić, to prawda. Można nawet przywołać słowa polityka o państwie z kartonu, i to mokrego. Nasze państwo nie wydaje się szczególnie mocną konstrukcją, gdy przychodzi do zajęcia się czymś trudnym. Łatwo jest dopaść obywatela, trudniej jest złapać zawodowego krętacza, który zabija ludzi na drodze, a potem jego rodzina pozywa media, bo brzydko o nim pisały. Oby w sprawie karambolu na S7 nie doszło do kolejnego uwypuklenia słabości. Powstały wątpliwości co do obowiązującego tam ograniczenia prędkości.

Karambol na S7

REKLAMA

Przypomnę tym, którzy rzadko śledzą medialne sprawy. Może już nie chcą, woleli się wyłączyć, niż czytać o następnej drogowej tragedii. 19 października w okolicach Gdańska kierujący samochodem ciężarowym najechał na grupę pojazdów. Zginęła czwórka dzieci, kilkanaście osób został rannych. Ponad 20 aut wzięło udział w tym karambolu. To jest opis tragedii.

Ciągle nie wiemy, jak do niej doszło. Kierowca samochodu ciężarowego nie był pod wpływem narkotyków ani alkoholu. Nie przekroczył też norm załadunku. Nie wiadomo, dlaczego kierowca wjechał w grupę pojazdów. Okazuje się, że nie wiadomo też, jak bardzo przekroczył dozwoloną prędkość.

O 9, czy 39 km/h?

Ustalono, że samochód ciężarowy poruszał się z prędkością 89 km/h. Początkowo sądzono, że dozwolona prędkość na tym odcinku dla samochodu ciężarowego wynosiła 80 km/h. Niewielkie przekroczenie prędkości nie wzbudziło emocji. Gdy policjantom powierzono zadanie sfilmowania tego odcinka, okazało się, że stoi tam znak ustanawiający limit prędkości do 50 km/h.

Teraz prokuratura musi ustalić, czy odpowiedni znak stał tam również w trakcie wypadku. GDDKiA informowała prokuraturę, że ograniczenie prędkości obowiązywało tam od dłuższego czasu. Tylko że nikt go nie zauważył przy pierwszych oględzinach. To był tam, czy go nie było? Przewrócił się, wiatr zdmuchnął go do rowu, a potem ktoś usłużnie go podniósł?

Prokuratura potrzebuje dowodu

Tymczasem "dzieje się Polska", znaku nie było, a nagle znak jest. To o ile dozwolona prędkość została przekroczona, może być istotne dla kwalifikacji czynu. Obecność znaku może oddzielać tego kierowcę od miana "drogowego zabójcy".

REKLAMA

Niech jakość tego państwa nie zostanie podważona przez robotnika, który przy sobocie schował lub postawił znak.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-03T16:13:44+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T14:12:15+02:00
Aktualizacja: 2025-04-03T12:03:12+02:00
Aktualizacja: 2025-04-01T17:24:50+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA