Droga bez wyznaczonych pasów ruchu i nieporozumienie. Kto wymusił?
Dziś zapraszam na seans pod tytułem „Skrzyżowanie, droga bez wyznaczonych pasów ruchu i pułapka w przepisach”. Nie zawsze pierwszeństwo ma ten, kto jest po prawej stronie.

Droga bez wyznaczonych pasów ruchu na tyle szeroka, by obok siebie mogły zmieścić się dwa samochody jadące w tę samą stronę, to prawdziwa wylęgarnia problemów. Oczywiście, dopóki jeden po prostu wyprzedza drugiego, wszystko jest w porządku. Schody zaczynają się przy wszelkich – często również nieoznaczonych – zwężeniach, gdy nagle się okazuje, że ktoś musi ustąpić. Kłopot stanowią również skrzyżowania. Na przykład takie, jak widoczne na filmie. Tak się składa, że to niedaleko mnie. W ogóle w moim rejonie Warszawy dróg-pułapek bez namalowanych pasów jest zaskakująco dużo, co oczywiście niezmiernie mnie raduje.
Droga bez wyznaczonych pasów ruchu: kto zawinił?
Na filmie niewiele widać, bo cała akcja dzieje się po zmroku, więc pokażę wam to miejsce za dnia, na screenie z map Google. Tak wygląda rejon przed skrzyżowaniem.
A tak samo skrzyżowanie i to, co jest za nim.
Jak widać, nie ma tu namalowanych pasów, mimo że przed sygnalizatorem spokojnie mieszczą się dwa wozy. Dobrą i często stosowaną – również u autora nagrania – praktyką jest ustawianie się po lewej stronie, jeśli jedzie się prosto, bo wtedy z prawej powstanie miejsca dla aut skręcających na zielonej strzałce.
Jak widać, kierowca Toyoty Corolli wykorzystał wolne miejsce, by ominąć auta stojące w kolejce do jazdy prosto. Jako że jego fragment drogi tuż za skrzyżowaniem zanika, doszło do konfliktu z nagrywającym. Żaden z kierujących nie miał ochoty wpuścić drugiego. W końcu Toyota jakoś wjechała przed auto z kamerą, a następnie – w reakcji na klakson – jej kierowca wykonał tzw. „hamowanie pouczające”. Czy doszło potem do rozmowy?
Oczywiście. Tak się składa, że przechodziłem obok i wszystko słyszałem
Brzmiała następująco:
-Drogi panie, czy ma pan świadomość, iż dokonał wymuszenia pierwszeństwa? – zapytał kierowca z kamerą
-Niestety, ale jestem zmuszony zaprotestować. Chciałbym powiedzieć, że jest pan w błędzie, ponieważ znajdowałem się z prawej strony, co w świetle przepisów daje mi w tej sytuacji pierwszeństwo nad szanownym panem! – odparł zarzuty kierowca Toyoty.
-Nie zgadzam się, ale życzę panu miłego dnia! – odpowiedział kamerzysta
-Panu również. Wszystkiego dobrego dla pana i dla małżonki – zakończył sprawę kierujący Corollą.
Tak było. Nie zmyślam... chyba.
Ale tak naprawdę, kto miał rację w odcinku pod tytułem „droga bez wyznaczonych pasów: konflikt”?
Na pierwszy rzut oka postawiłbym na kierowcę Toyoty, bo rzeczywiście był z prawej. W poszukiwaniu właściwej odpowiedzi przeszukałem internet i trafiłem na moje ulubione źródło rzetelnych informacji, czyli na portal Autoblog.pl. Podobny temat był już u nas omawiany.
Pozwolę sobie zacytować red. Martę, która w tekście z 2019 r. cytowała kodeks.
W tej sytuacji dwa „pojazdy wielośladowe” (uwielbiam ten kodeksowy slang) przestały się mieścić, bo za skrzyżowaniem zostawał „pas” lewy, a prawy zanikał. Co to oznacza? Kierowca Toyoty powinien zachować się tak, jak każdy, komu kończy się miejsce do jazdy. Czyli jego obowiązkiem było ustąpienie pierwszeństwa autu z kamerą.
Droga bez wyznaczonych pasów potrafi zaskakiwać
To chyba jeden z najczęściej łamanych w mojej okolicy przepisów. Większość kierowców uważa tak, jak zapewne uważał kierowca Toyoty, czyli „skoro jestem z prawej, to mogę jechać”. Gdybym trudnił się kręceniem filmików z trąbieniem i przekleństwami, zamieszkałbym przy omawianym skrzyżowaniu. W sumie i teraz nie mam daleko. Ale nie lubię tamtędy jeździć.