Volkswagen i Ford podpisały porozumienie o współpracy. To nie pierwszy raz
Volkswagen i Ford zaczynają razem robić samochody! Ford łączy się z Volkswagenem! – od rana widziałem już kilka nagłówków w tym stylu. Można pomyśleć, że za chwilę na rynek trafi VW Focus albo Ford Golf. A jak jest naprawdę?

Dzisiejsza wiadomość o nawiązaniu współpracy między markami z Wolfsburga i z Kolonii z pewnością niektórych zaskoczyła. W końcu Ford i Volkswagen wydają się być odwiecznymi konkurentami. Wieść o tym, że zamierzają działać razem, może brzmieć niedorzecznie. Ale spójrzmy na to, co naprawdę się stało.
Po pierwsze – podpisano dopiero list intencyjny.
Po angielsku nazywa się to „memorandum of understanding”. Jest to zaledwie wyrażenie chęci współpracy, a nie umowa. Nic jeszcze konkretnie nie ustalono, choć pewnie niedługo się to stanie. Po drodze wszystkich czeka jeszcze mnóstwo uścisków dłoni, wzajemnych wizyt i wspólnych fotografii.
Po drugie – partnerstwo nie będzie wiązało się z zaangażowaniem kapitałowym.
Czyli nikt nikogo nie wykupuje. Nawet w małej części. Nie jest też tak, że Ford inwestuje w Volkswagena albo na odwrót. Współpraca będzie dotyczyła tylko przyszłych projektów.
Dokładniej – przede wszystkim segmentu aut dostawczych.
Można się więc spodziewać w niedalekiej przyszłości stworzenia wspólnego dla obu marek modelu użytkowego. Jest szansa, że będzie dobry – zarówno Transit, jak i Transporter to prawdziwe legendy w swoim segmencie.
Mówi się też o współpracy w dziedzinie technologii potrzebnej do produkcji samochodów elektrycznych i autonomicznych. Nic dziwnego – nadchodzą bardzo kosztowne czasy dla producentów. Będą musieli inwestować masę pieniędzy w nowe technologie i to stanowi wyzwanie nawet dla wielkich koncernów. Dlatego korzystniej jest im zawrzeć współpracę.
Poza tym Ford ma silną pozycję w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. Volkswagen jest silny w kontynentalnej Europie i w Chinach – a w Stanach ze względu na aferę spalinową jego gwiazda mocno przygasła. Partnerstwo może przynieść korzyści obu firmom.
To nie pierwsza współpraca Forda i Volkswagena.
Pamiętacie Forda Galaxy i Volkswagena Sharana? Te modele z segmentu vanów powstały w 1995 r. w ramach współpracy koncernów. Dodatkowo stworzono wtedy jeszcze Seata Alhambrę. Wszystkie zjeżdżały z tej samej taśmy produkcyjnej w Portugalii. Produkowano je aż do 2010 r. Opinie na temat trwałości tych konstrukcji są różne, ale z pewnością były to duże, rodzinne auta w akceptowalnej cenie.
Dziś moda na vany już minęła, choć zarówno Sharana, jak i Alhambrę i Galaxy nadal można kupić (tym razem już grupa VAG i Ford stworzyły te modele samodzielnie). Jak widać, po współpracy pozostały na tyle dobre wspomnienia, że marki postanowiły znowu działać razem.
To jednak nie wszystko. W latach 1987-1995 w Ameryce Południowej działała spółka Autolatina, powołana na zasadzie joint venture między Volkswagenem a Fordem. Ford odpowiadał tam za samochody ciężarowe, a VW - posiadający 51 proc. udziałów - za dział aut osobowych. Owocem tej współpracy był na przykład model Volkswagen Apollo, będący kompaktowym Fordem Veroną po lekkich modyfikacjach i ze znaczkiem Volkswagena. Co ciekawe, VW był sprzedawany drożej i reklamowany jako bardziej sportowy. No i miał najbardziej bezsensowny typ nadwozia na świecie - dwudrzwiowy sedan.

Był też Ford Versailles. Zdjęcie mówi samo za siebie. Widziałbym go w Polsce. Mechanicy mieliby zagwozdkę - zardzewieje, czy jednak nie?

W segmencie aut dostawczych Volkswagen współpracował już z Mercedesem czy MANem.
Mercedes i Opel z kolei współpracowały z Renault, Fiat z Citroenem i Peugeotem, Toyota – także z koncernem PSA. W tym segmencie to nic dziwnego, a klient mniej zwraca uwagę na znaczek na masce, a bardziej na rzeczywiste walory i warunki finansowe.
Samochody stają się już tak drogie i skomplikowane, że producenci muszą być naprawdę potężni i bogaci, by móc je wytwarzać.