REKLAMA
  1. Autoblog
  2. Wiadomości /
  3. TechMoto

Oto Triggo - polski pomysł na miejski samochód elektryczny. Ma szansę?

O polskich planach rozwoju elektromobilności napisano już sporo, na ogół w niezbyt pochlebnym tonie. Są jednak firmy, które próbują dołożyć do tego projektu swoją cegiełkę. Jedną z nich jest polska spółka Triggo.

30.10.2018
20:24
Triggo
REKLAMA
REKLAMA

Firma powstała 3 lata temu, a jej celem jest budowa miejskiego samochodu elektrycznego. Sam pomysł pojawił się jednak już w 2010 r., a pierwszy patent przyznano w 2012 r.

Projekt na tle innych pojazdów elektrycznych przedstawia się nad wyraz ciekawie.

Samochód Triggo zaprojektowano pod kątem spełniania wymagań homologacji pojazdów lekkich L. W związku z tym, masa własna tego dwuosobowego pojazdu ma nie przekraczać 450 kg. Za napęd mają odpowiadać bezszczotkowe silniki elektryczne, ich moc jest jednak obecnie nieznana. Ma być jednak wystarczająca do osiągnięcia prędkości 90 km/h w trybie drogowym.

Tu kryje się największa niespodzianka.

Oprócz wspomnianego trybu drogowego, Triggo ma oferować również tryb manewrowy używany m.in. podczas parkowania i jazdy w korkach. Główna różnica między tymi opcjami polega na ułożeniu przednich kół - w trybie manewrowym chowają się one pod nadwoziem, dzięki czemu szerokość całego pojazdu to zaledwie 92 cm. Co więcej, koła również cofają się, dzięki czemu można podjechać bliżej krawężnika podczas parkowania prostopadłego.

Triggo

Teoretycznie na typowym miejscu parkingowym mogłoby zaparkować aż 5 Triggo.

Ze względu na ograniczoną stabilność pojazdu w takim trybie, prędkość maksymalna ma być wtedy ograniczona do 25 km/h.

W standardowym trybie pracy, szerokość pojazdu to nadal skromne 165 cm, przy czym za większość tych nadprogramowych centymetrów odpowiada właśnie przednie zawieszenie. Być może zastanawiacie się, w jaki sposób zbudowano układ kierowniczy przy tak specyficznej konstrukcji. Cały sekret to brak fizycznego połączenia kierownicy z kołami.

Autko elektryczne ma dysponować układem drive-by-wire.

Oprócz tego, że system ten ma być konfigurowalny pod kątem wymagań użytkownika, to Triggo będzie się też przechylać na zakrętach niczym motocykl lub holenderski trójkołowiec Carver One albo Toyota i-road. Dzięki temu stabilność prowadzenia ma być w zupełności wystarczająca jak na oferowane osiągi.

Do tego wymienne akumulatory.

W to uwierzyć szczególnie trudno zważywszy na to, że standardem w samochodach elektrycznych są tak zabudowane pakiety akumulatorów trakcyjnych, że trzeba serwisu, by je wymienić. W polskim projekcie wygląda to zgoła inaczej. Za energię ma odpowiadać pakiet kilku ogniw podobnych do tych stosowanych np. w rowerach elektrycznych. Ich montaż i demontaż mają być całkowicie bezproblemowe i zajmować kilka minut. Pojemność 8 kWh ma pozwolić na pokonanie dystansu do 100 km.

Nie znaczy to jednak, że pojazd ma same zalety.

Po pierwsze: nie uświadczymy w nim bagażnika. Wystarczy zerknąć na projekt, by domyślić się dlaczego. Mamy kabinę pasażerską z dwoma fotelami jeden za drugim, zawieszenie przednie, zawieszenie tylne... Tyle. Twórcy zapowiadają co prawda wersje zdolne przewieźć niewielkie towary, ale auta te będą jednoosobowe jak Renault Twizy (tak, ono ma 2 miejsca – drugie właściwie nie nadaje się do użytku).

Po drugie, kwestia akumulatorów. Tak, pomysł na ich łatwą wymianę jest świetny, ale żeby to miało rację bytu, to przykładowo stacje benzynowe powinny oferować usługę podmiany rozładowanych paczek ogniw na naładowane. W innym przypadku pozostaje wrzucenie zapasowych akumulatorów na tylny fotel. Albo na kolana pasażera. Ale tu pojawia się problem, bo fotel jest tylko jeden. Na szczęście pojazd ma też umożliwiać standardowe ładowanie za pomocą kabla.

Trzecia kwestia? Absolutny brak informacji na temat cen. A niestety technologia, która ma być w Triggo użyta, to nie są tanie rzeczy. Drive-by-wire, zawieszenie o zmiennej geometrii - taka technologia to nadal rzadkość w motoryzacji. Nie ma co oczekiwać, że pojazd będzie kosztować 30 tys. zł. Nie jest to może aż tak ważne, bo projekt powstał raczej z myślą o carsharingu niż sprzedaży indywidualnej.

Najgorsza jest jednak czwarta wada, typowa dla polskich projektów.

Triggo

Triggo istnieje tylko w postaci renderów, makiet i prototypów, które nie poruszają się o własnych siłach.

Co więcej, od uzyskania pierwszych patentów do obecnego stanu rzeczy minęło już 6 lat, więc sprawy nie toczą się nad wyraz szybko. Na oficjalnej stronie Triggo podaje się, że w sierpniu 2017 r. rozpoczęto prace nad przedprodukcyjnym prototypem PB3, ale od tego czasu najwyraźniej nic się nie ruszyło oprócz prezentowania pojazdu to tu, to tam.

O ile więc sam pomysł wygląda na naprawdę świeży i przemyślany, to z niepokojem spoglądam w jego przyszłość. Już mniejsza o polskie plany rozwoju elektromobilności, które i tak nie mają szans powodzenia na założonym poziomie. Ja po prostu chciałbym kibicować samemu pojazdowi. Ale w chwili obecnej sytuacja wygląda zbyt podobnie do tych związanych z nową Syreną, Warszawą czy innymi pomysłami na nowy polski samochód. Jeśli jednak się mylę, to będzie to bardzo miła pomyłka.

Triggo, do dzieła!

Aktualizacja z 6.11.2018

Po publikacji powyższego tekstu, skontaktowali się z nami przedstawiciele firmy Triggo S.A., przesyłając zarazem kilka istotnych informacji zarówno uzupełniających, jak i korygujących niektóre kwestie zawarte w artykule. Choć wpis pisany był przede wszystkim na podstawie danych zawartych na oficjalnej stronie internetowej Triggo, na prośbę przedstawicieli spółki publikujemy najważniejsze z przesłanych do nas informacji.

Przybliżmy najpierw kwestię akumulatorów trakcyjnych samochodu. Jak podaje firma,

(...) Spółka zakłada użytkowanie pojazdu z zapasowym zestawem akumulatorów i na nie jest przewidziane miejsce.

Jest to informacja istotna, ponieważ dzięki takiemu rozwiązaniu zdecydowanie mniejsze będzie ryzyko, że zabraknie nam energii do dalszej jazdy.

Po drugie, kwestia ceny. Triggo zostało zaprojektowane przede wszystkim z myślą o platformach car-sharingowych. Firmy zainteresowane zakupem samochodu będzie czekać wydatek w wysokości ok. kilkunastu tys. euro.

Koszt dla użytkownika indywidualnego to 65 groszy za kilometr.

Trzeba jednak pamiętać, że są to szacunki twórców pojazdu - ostateczna cena dla użytkowników będzie zapewne zależeć od konkretnej platformy car-sharingowej.

REKLAMA

Najważniejsze zostawiliśmy na koniec. Wspomniany w oryginalnym artykule prototyp PB3 został ukończony w październiku br. Jest to pojazd sprawny i jeżdżący, a jego oficjalna premiera będzie miała miejsce 15 listopada podczas Kongresu 590 w Rzeszowie.

Firmie Triggo S.A. dziękujemy za przesłane informacje.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA