Pamiętacie „samochody zderzaki” z lunaparku? Ten zderzak-gigant kiedyś był Chevroletem Aveo
Zderzaki to zawsze była moja ulubiona atrakcja w łódzkim lunaparku. Zabawa za kierownicą elektrycznych autek pozostawiła w mojej głowie wiele wspomnień, ale chyba nie jestem jedynym wydoroślałym dzieckiem, na którym ta forma rozrywki wywarła wrażenie. Pewien Amerykanin zbudował sobie w garażu powiększoną wersję takiego autka, a potem je zarejestrował, żeby móc jeździć nim po ulicach. Ale czad!

Emerytowany mechanik szukał sposobu na nudę
Dan Hryhorcoff, twórca „zderzaka-giganta”, jest emerytowanym właścicielem warsztatu mechanicznego, który potrzebował projektu, żeby mieć jakieś zajęcie w czasie pandemii. Dan postanowił zbudować coś naprawdę odlotowego - gigantyczny samochodzik zderzakowy. Za inspirację posłużył mu 1953 Lusse Auto Skooter - model dzielnie służący do zabawy małym i dużym dzieciom w wielu amerykańskich parkach rozrywki do dziś.

Hryhorcoff chciał, żeby jego dzieło wyglądało, jakby było w stanie „powalczyć” z prawdziwymi samochodami. W tym celu budowniczy zmierzył oryginał, pomnożył wyniki swoich pomiarów i stworzył formę w większej skali. Z niej narodził się ogromny korpus z włókna szklanego. Samochodzik jest naprawdę duży i wygląda, jakby mógł walczyć z osobówkami. Dan mówi, że ludzie często pytają go o zderzanie się z innymi na ulicach, ale on stanowczo zaprzecza.
Od strony mechanicznej jego dzieło bazuje na... Chevrolecie Aveo pierwszej generacji
Dan wziął z koreańskiego hatchbacka silnik, skrzynię biegów i wiele innych potrzebnych części. Następnie połączył je z przednią częścią ramy motocykla - widelec oraz koło z jednoślada tworzą przednie zawieszenie. Gotową maszynę udało mu się nawet zarejestrować jako motocykl trójkołowy.
Efekt końcowy jest przecudny
Samochodzik jest śliczny i jeździ bardzo autentycznie. Ogromna kierownica pozwala na skręcanie przedniego koła na tyle głęboko, że auto umie obracać się w miejscu - zupełnie jak oryginały śmigające po placach w lunaparkach.
Dan twierdzi, że uwielbia rozmawiać z ludźmi i dlatego zabiera swoje cacko na różne wystawy oraz spotkania. Z wielką chęcią udostępnia samochodzik do zdjęć i cieszy go entuzjazm na twarzach oglądających. Wcale mu się nie dziwię, bo sam chętnie pojeździłbym tym kolorowym bzykiem. Nie wiem tylko, czy byłbym w stanie się powstrzymać od wjechania w jakiś inny samochód...