Human Horizons HiPhi1: dziwna nazwa, ciekawy samochód
Chiny coraz śmielej rozpychają się w segmencie samochodów elektrycznych. Ich najnowsza propozycja to Human Horizons HiPhi1. I wiecie co? Jest nawet fajny.

Na wstępie musiałbym oczywiście dodać, że „jak na samochód elektryczny” - do tych bowiem w ogólności odczuwam pewną niechęć. Ale pojazdy elektryczne to najprawdopodobniej i tak coś, co wielu z nas czeka w przyszłości, może więc pora zacząć się za jakimś rozglądać...
Moją uwagę zwróciła propozycja marki Human Horizons.
To - jak można się było spodziewać - chiński startup, kolejny z wielu, które chcą na rynku zrobić prawdziwe wejście smoka. Czy to się uda? Za wcześnie by przewidywać, ale prezentuje się to całkiem nieźle.
Samochód nazwany HiPhi 1, jest określany przez jego twórców jako „elektryczny SUV inspirowany super-samochodami klasy premium”. Odważnie. Pewne detale stylistyczne być może faktycznie przypominają nieco bolidy w rodzaju Lamborghini, ale bardziej widzę tu jednak miks rozwiązań z Tesli, Range Rovera, a także ze wspomnianego przez Carscoops pojazdu Faraday Future FF91.
Do najbardziej charakterystycznych elementów tego pojazdu należy z pewnością oświetlenie, które może wyświetlać różne wzory. Nie bardzo wiem po co i akurat na tym nieszczególnie by mi zależało, ale powiedzmy, że to drobiazg. Całość może sprawiać wrażenie auta relatywnie niewielkiego, jest to jednak złudne - HiPhi 1 ma 5,2 m długości i 2 m szerokości.
Taka przestrzeń jest potrzebna, by komfortowo przewieźć 6 osób.
Elektryczny SUV, którego sprzedaż ma się rozpocząć w 2021 r., ma 3 rzędy siedzeń. Te w ostatnim rzędzie nie wyglądają może aż tak zachęcająco, jak pozostałe, ale mimo wszystko miejsca nie powinno tam zabraknąć. Ciekawe są też tylne drzwi - to połączenie tzw. „kurołapek” i „falcon-wing doors” z Tesli Model X. Czyli to taka jakby Syrena Model X. Albo Tesla 102.
Deska rozdzielcza, zgodnie z trendami, składa się niemal wyłącznie z ekranów dotykowych. W przeciwieństwie do wielu innych aut, nie zastosowano tu jednak wystających „tabletów” - wszystko zostało wkomponowane w samą deskę. Ale z rozmiarem to popłynęli.
Za centralnym ekranem mieści się spory schowek (kolejny, jeszcze większy czeka pod konsolą między fotelami), a pasażer siedzący z przodu ma do dyspozycji olbrzymi wyświetlacz do własnego użytku. Oczywiście, to wszystko na żywo wyglądałoby okropnie z powodu kurzu i odcisków palców... ale nadal wolę takie wnętrze niż to np. z ww. Tesli.
A jakieś nowości?
Jest kilka. Po pierwsze, samochód Human Horizons ma być pierwszym na świecie, który zaoferuje łączność 5G typu vehicle-to-everything (V2X). Ponadto nad odpowiednim nastrojem pasażerów ma czuwać sztuczna inteligencja. Co ciekawe, obejmować to ma też odpowiednie zarządzanie osiągami i zasięgiem samochodu, zależnie od sposobu jazdy kierowcy. Choć akurat za tą stertą dodatkowych komputerów bym nie tęsknił. HiPhi 1 będzie też oferować funkcję pół-autonomicznej jazdy - mamy tu do czynienia z autonomią 3. stopnia.
Co z napędem?
Jak to w futurystycznym „elektryku” - na brak mocy raczej narzekać nie będzie można, choć nie ma co liczyć na wartości rzędu tysięcy koni mechanicznych. Dostępne mają być dwie wersje HiPhi 1 - tylno- i czteronapędowa. W tej drugiej za napęd odpowiadać będą 2 silniki elektryczne (po jednym na każdą oś), każdy o mocy 272 KM. Ma to wystarczyć na sprint do 100 km/h w zaledwie 3,9 s.
Auto będzie mogło być wyposażone w akumulator trakcyjny o pojemności 84 lub 96 kWh. Ten większy ma pozwalać na pokonanie nawet 600 km na jednym ładowaniu, ale jest haczyk - producent nie podaje wartości odpowiedniej dla cyklu WLTP. Wspomniane 600 km dotyczy cyklu NEDC, więc... nie ma się co spodziewać szóstki z przodu. Jeśli uda się pokonać na ładowaniu 450 czy chociaż 400 km - będzie nieźle.
Ale to nadal będzie o jakieś 100 km więcej niż w Audi e-tron 50 quattro.