Chery QQ - jak Daewoo Matiz, Italdesign, digital, okazja, unikat, Piaseczno, jedyny taki
Chery QQ to samochód zaprojektowany przez Włochów, opracowany przez Koreańczyków, udoskonalony przez Chińczyków, użytkowany przez Ukraińców, sprzedawany (ten egzemplarz) w Polsce.

Dokładnie tak. W Piasecznie pod Warszawą można za 2 tys. złotych stać się posiadaczem bardzo międzynarodowego pojazdu. Cherry QQ, bo o nim mowa, to nic innego jak chiński Daewoo Matiz. Auto pochodzi z 2008 roku i jest jeżdżącym (o ile odpali) dowodem na szybkość przemian w Państwie Środka.

Dziś chińskie samochody są u progu podbicia światowych rynków. Ich projekty są świeże, odważne, a jakość i zaawansowanie technologiczne (czasami) nie odbiega od tego z Europy, USA, Korei, czy Japonii. Ale chińska motoryzacja nie zawsze taka była. Jeszcze w latach 60. ubiegłego stulecia nie powstawały tam żadne samochody, a do 1985 roku seryjną produkcję miały raptem dwa modele.

Historia chińskiego Chery
Pierwszy samochód Chery powstał w październiku 1992 roku. Był to mały sedan z nadwoziem z włókna szklanego o nazwie Tongbao WHW5010QC. Niestety niewiele wiadomo jego temat, poza tym, że obok czterodrzwiowego sedana dostępny był także dwumiejscowy pick-up. W 1994 roku Tongbao wyprodukowało nieco ponad tysiąc samochodów.
W 1997 roku nazwę fabryki zmieniono na Wuhu Special Vehicle Works i wprowadzono na rynek nowy model, Tongbao WHW6400CH. Było to kolejne auto z nadwoziem z włókna szklanego. Tym razem był to mały minivan, na podwoziu FAW Jilin, napędzany 1-litrowym silnikiem Dongan. Oba modele były sprzedawane w bardzo małych ilościach i służyły głównie jako lokalne taksówki. Do końca lat 90. firma sprzedała ok. 4000 samochodów.
Chery zaczęło rosnąć w końcówce lat 90. W grudniu 1999 roku z linii produkcyjnej zjechał pierwszy Chery Fengyun. Był to chiński brat Seata Toledo napędzany silnikiem o pojemności 1,6 litra projektu Forda. Samochód był w produkcji do 2006 roku.
Po modelu Fengyun przyszedł czas na Chery QQ
W międzyczasie delegacja z Chin została wysłana do Korei Południowej w 2000 roku w poszukiwaniu „inspiracji". Kontakt z Daewoo został nawiązany dzięki firmie Anchi, która budowała już w Chinach na licencji Daewoo Tico. Nie wiadomo, co dokładnie się wydarzyło, ale podobno jeden egzemplarz Matiza został podarowany Chińczykom i trafił do fabryki Chery Tongbao. Chińczycy resztę zrobili już sami. Dokonali "subtelnych zmian" w projekcie i w 2003 roku pojazd trafił na rynek chiński jako Chery QQ, napędzany silnikiem ACTECO o pojemności 800 cm3. QQ odniósł ogromny sukces komercyjny.

Kiedy GM przejęło Daewoo, to inżynierowie z USA wzięli na warsztat jeden z egzemplarzy QQ i odkryli, że ma on w zasadzie identyczną konstrukcję nadwozia, wygląd, wnętrze oraz wiele komponentów. Mnóstwo części, np. drzwi, można było wymieniać bez żadnych modyfikacji. Kierownictwo GM rozpoczęło w grudniu 2004 r. proces w Chinach w tej sprawie. Jak się domyślacie Chery zawsze zaprzeczała, że skopiowała projekt i utrzymywała, że zapłaciła za jego nabycie. Sprawa skończyła się niepubliczną ugodą.

Chery QQ za 2 tys. zł
Ukraiński rynek (wolny od unijnych regulacji) od lat był dużo bardziej otwarty na pojazdy z Chin i Rosji. Wiele z tych samochodów przekroczyło polską granicę po 24 lutego 2022 r. Prawdopodobnie właśnie tak na stołeczne (przepraszam - piaseczyńskie) ulice trafił ten Matiz (przepraszam - Chery QQ). Teraz jest na sprzedaż. Tak brzmi oryginalna treść ogłoszenia:
Jak dla mnie - klasa. Podoba mi się, że samochód ma automatyczną skrzynię biegów, ale moje serce skradły tak naprawdę cyfrowe zegary. Wyglądają one jak taka tania podróbka Digifiza z Golfa drugiej generacji. Poza tym jestem wielkim fanem srebrnych wstawek we wnętrzu, a tutaj jest ich mnóstwo. Podobają mi się również tylne lampy wychodzące z tylnego zderzaka - przywodzą na myśl Opla Corsę B i są lepsze niż w Matizie. I to wszystko za 2 tys. złotych! To jak, są chętni?

PS - w zeszłym roku pisaliśmy o Chery „Matizie” w sedanie. Tutaj można go popodziwiać.
PS2 - szanuję, że sprzedawcy nie chciało się nawet odśnieżyć do zdjęć. Dzięki temu mamy wisienkę na lodzie.
Fot. Ghost Auto/OLX
