REKLAMA

Salon samochodowy w Genewie może przetrwać, jeśli dowie się o istnieniu internetu

Spróbowaliśmy się akredytować na nadchodzący salon samochodowy w Genewie. Odpowiedź była zdumiewająca. 

salon samochodowy w genewie 2020 akredytacja
REKLAMA

Wiadomo, że tak poważne wydarzenie, jak salon genewski, musi selekcjonować dziennikarzy – inaczej wpakuje im się cała chmara dzieciaków, twierdzących że są dziennikarzami motoryzacyjnymi, bo mają konto na instagramie, na które wrzucili kiedyś zdjęcie samochodu. A raz nawet wygrali auto z pełnym bakiem na cały weekend i napisali jego test na swoim tiktoku. Czy coś.

REKLAMA

Nie wystarczyło jednak sprokurować legitymacji dziennikarskiej

Nawet nie wiedziałem, że takie rzeczy jeszcze istnieją. Salon genewski jej wymaga, podczas kiedy ten pseudodokument w obecnych czasach wydaje mi się absolutnie zbyteczny. Przeważnie działa to tak, że akredytacja jest wysyłana na maila w postaci kodu cyfrowego albo QR, który potem mogę pokazać przy wejściu do hali wystawowej. Już jakieś 12 lat temu na SEMA dostałem mailem kod kreskowy, który sobie wydrukowałem, a potem na jego podstawie wydano mi identyfikator wejściowy. Gotowe. Ale salon genewski żąda legitymacji dziennikarskiej. Fik, pach, cyk i gotowe – legitymacja zrobiona i wysłana.

„Websites will not be accepted”

Aby się akredytować na prestiżowy salon genewski, trzeba przedstawić skany dwóch artykułów prasowych na tematy motoryzacyjne wydrukowanych w prasie w 2019 r. oraz dodatkowo załączyć list polecający od redaktora naczelnego (idealnie grzybowy pomysł). Kto ma napisać list redaktorowi naczelnemu, jeśli to on (lub ona) zdecydują się jechać – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że „private websites/blogs will not be accepted”. I bardzo dobrze – po co ta cholerna młodzież z internetu ma się pchać na salon? Jak robią internet, to niech sobie obejrzą w internecie. My tu robimy poważny salon samochodowy dla wąsatych dziadków w kamizelkach, którzy po jakichś czterech tygodniach wydrukują relację z niego w swoich poważnych miesięcznikach, mniej więcej dwa tygodnie po tym, jak już wszyscy zdążą o tym wydarzeniu zapomnieć. Internet? To tylko kłopoty, mówię wam.

Jednak pomyślano i o internecie

I napisano tak (w dosłownym tłumaczeniu): Blog/social media – każde zgłoszenie będzie rozpatrzone indywidualnie na bazie nadesłanych materiałów i zostanie podjęta nieodwołalna decyzja. Oczywiście każdy blog może też podjąć nieodwołalną decyzję, że nie jedzie do Genewy i że po prostu szkoda czasu, bo i tak wszystko można znaleźć wcześniej w internecie. Oczywiście organizatorzy salonu genewskiego będą narzekać, że spada im odwiedzalność, ale to absolutnie nie znaczy, że mają zamiar coś zmieniać. Myślę, że organizatorzy targów samochodowych stoją w jednym rzędzie z producentami książek telefonicznych i właścicielami wypożyczalni kaset wideo. Oni po prostu chcą, żeby było Tak, Jak Do Tej Pory. A podobno to ja jestem grzybem.

Napisałem list polecający dla naszego redaktora

I zobaczymy czy zostaniemy dopuszczeni do zaszczytu odwiedzenia salonu genewskiego tylko na podstawie materiałów zamieszczonych w internecie. Jeśli już to się uda, to zmuszę naszego delegata, żeby robił zdjęcia wyłącznie aparatem z kliszą, a wszystkie swoje wrażenia spisał na maszynie do pisania (posiadam stosowne urządzenie tego typu). Ewentualnie ręcznie, maszynistka przepisze, a my to wydrukujemy w internecie w najbliższym lub drugim najbliższym wydaniu Autoblog.pl. Podobno premiery w 2020 r. zapowiadają się oszałamiająco. Do powszechnego użytku ma wejść wtrysk paliwa i pięciobiegowe skrzynie biegów.

Czy to przypadek, że w serwisie prasowym GIMS większość zdjęć przedstawia jakichś dziadów?

REKLAMA

zdjęcie główne: GIMS.swiss/Media Center

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-04-01T17:24:50+02:00
Aktualizacja: 2025-03-31T13:51:48+02:00
Aktualizacja: 2025-03-31T08:01:02+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA