REKLAMA
  1. Autoblog
  2. Porady

Postanowiłem wreszcie zrobić prawo jazdy. Nie zabierajcie się za to tak, jak ja

Brak prawa jazdy utrudnia wykonywanie testów na Autobloga. Postanowiłem je w końcu zrobić. Trochę mi zeszło.

15.08.2020
8:01
prawo jazdy 2020
REKLAMA
REKLAMA

Mówi się, że trzeba „wychodzić ze strefy komfortu”, bo „kto nie idzie do przodu, ten się cofa”. I że wydawanie pieniędzy na siebie to najlepsza forma inwestycji. Pewnie to puste frazesy, ale stwierdziłem, że czemu nie, może warto poszerzyć swój zakres umiejętności? Szczególnie o takie, które potem mogą przydać się w pracy. A gdzie jak gdzie, ale w Autoblogu prawko może się przydać.

Trzeba ogarnąć papiery

Najpierw zadzwoniłem do szkoły jazdy by zapisać się na kurs. Tam usłyszałem, że nic nie załatwię bez numeru PKK, który dostanę w urzędzie miasta. Bez czego?

PKK to urzędowy Profil Kandydata na Kierowcę – jak sobie sprawdziłem, wprowadzono go w 2014 r. Zanim w ogóle pomyślisz o zrobieniu prawa jazdy i zapisaniu się na kurs, ktoś w urzędzie miasta lub starostwie powiatowym musi wyrazić na to zgodę. Nie może być tak, że urzędy usłyszą o Tobie jak już zdasz egzamin w WORD-zie i przyjdziesz po plastikowy dokument. Musisz się najpierw pokazać, a pani urzędniczka sprawdzi, czy możesz w ogóle zabrać się za naukę.

Jak pamiętam, z 10 czy 20 lat temu zaczynało się od wizyty w szkole jazdy, czyli ośrodku szkolenia kierowców, który mógł się pochwalić najwyższym odsetkiem zdawalności w okolicy. Albo po prostu szło się tam, gdzie miało się znajomego, albo polecanego instruktora. W trakcie kursu przyjeżdżał lekarz i wszystkim kandydatom hurtowo robił badania lekarskie. Po zdaniu egzaminu wewnętrznego jechało się do WORD-u, gdzie trzeba było najpierw zdać egzamin teoretyczny, poczekać chwilę na wyniki i tego samego dnia podejść do egzaminu praktycznego – najpierw zaliczyć plac manewrowy, a potem wyjazd na miasto.

Wujek opowiadał mi, że jak robił prawo jazdy w latach 70., to zanim wsiadł do samochodu, musiał spędzić ładnych parę godzin na czymś w rodzaju symulatora. Ale nie Gran Turismo na Playstation, tylko takiego mechanicznego, na którym trzeba było się najpierw nauczyć na sucho synchronizowania ruchu nóg i ręki przy zmianie biegów. Wyobrażacie sobie tak całą salę kursantów trenującą zmianę biegów na komendę prowadzącego?

Ale dość dygresji, co z tym PKK?

Szczęśliwie, zwykle numer PKK wydawany jest od ręki. Numer albo numery, bo dostaje się osobny na każdą kategorię prawa jazdy. Potrzebujesz go również wtedy, gdy już masz prawko, ale chcesz dołożyć kolejną kategorię. Bez niego system Cię nie widzi i nie możesz zrobić kursu, o egzaminie w WORD-zie nie wspominając. Dla urodzonych w obecnym stuleciu to pewnie nic nowego, ale dla nieco starszych kandydatów, jak ja, którzy pamiętają place manewrowe zapchane Fiatami 126p i Uno, może to być nowość.

Pojechałem do urzędu miejskiego po numer dla siebie

I tu popełniłem banalny błąd – nie sprawdziłem co jest potrzebne do otrzymania tego dokumentu. W szkole jazdy usłyszałem, że mam pojechać z dowodem osobistym do urzędu miasta i tam dostanę bez opłat PKK. No to pojechałem. Gdy podjechałem pod urząd o 8:15 zastałem taki obrazek:

prawo jazdy 2020

Ulica przed urzędem została zamknięta, rozstawiono jakieś namioty, a w kolejce czekała, tak na oko, setka osób. No tak, COVID, procedury bezpieczeństwa – pomyślałem, że pewnie pójdzie szybko, może nawet szybciej niż Baryckiemu przerejestrowywanie auta. Szczególnie, że na szczęście okazało się, że kolejek jest 6 – każda w innej sprawie. Była też „moja” – na okoliczność odbioru praw jazdy i zakładania profili PKK.

Gdy stawałem na jej końcu, naliczyłem przed sobą 17 osób. Kalkulując optymistycznie, 17 osób razy 5 minut to jakieś półtorej godziny czekania. Jeśli wyrabianie profilu trwa 10 minut, to ze 3 godziny. Ale przecież na pewno w urzędzie pracuje więcej niż jedna osoba i ten czas jakoś się rozłoży. Poczekam. Szczególnie, że w kolejce stali bardzo sympatyczni ludzie.

Poznałem gościa, który jest zawodowym kierowcą, ale stracił dokumenty w pożarze i właśnie jest na etapie organizowania nowych. I nie może znaleźć wyników badań, które potwierdzają jego uprawnienia do przewozu towarów. Co gorsza, w urzędowym systemie widnieje wpis, że ostatnie straciły ważność w 2017 r. A on przecież cały czas jeździ zawodowo. Po pożarze na udowodnienie swojej racji ma tylko swoje słowa.

Był też młody chłopak, który dopiero za 3 miesiące skończy 18 lat, ale już może zrobić kurs, a za dwa miesiące będzie mógł podejść do egzaminu. Mówił, że się nie może doczekać, bo jego dziadek ma Golfa jedynkę i obiecał, że jak młody zrobi prawko, to mu go sprezentuje.

W kolejce obok, do rejestracji pojazdów, dwóch gości dyskutowało czy Opel to niemiecka marka. Jeden kupił sobie Merivę – „proszę Pana, to już mój szósty Opel” – i cieszył się, że to taka porządna, niemiecka marka. Drugi bezskutecznie próbował mu wyjaśnić, że tak nie do końca.

Po 45 minutach stania byłem już w środku

Najpierw strażnik miejski zmierzył mi temperaturę i skierował do odpowiedniej części budynku. W sprawach związanych z prawem jazdy działały cztery okienka, więc poszło całkiem gładko. A ja szybko się dowiedziałem, że niczego nie załatwię, bo potrzebuję jeszcze zdjęcia i orzeczenia lekarskiego o braku przeciwwskazań do prowadzenia pojazdów. Byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy, ale pretensję mogę mieć tylko do siebie –trzeba było sobie sprawdzić.

Dowiedziałem się jednak bardzo cennej rzeczy – numer PKK można otrzymać bez wychodzenia z domu. Tzn. można, jeśli się już ma orzeczenie lekarskie i zdjęcie, takie jak do paszportu czy dowodu osobistego. Potem wystarczy skorzystać z elektronicznej skrzynki podawczej Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych i poczekać kilka dni. Jeśli ktoś nie potrzebuje PKK na cito, polecam to rozwiązanie, szczególnie w czasie pandemii. Trzeba tylko pamiętać o konieczności dostarczenia przed wydaniem prawa jazdy, oryginału orzeczenia lekarskiego. Można to zrobić pocztą.

Ta Pani też zachęca, by numer PKK wyrobić online

100 zł za minutę – tak to można zarabiać

Niestety, nie chodzi o tworzenie treści dla Autobloga. Pojechałem po orzeczenie lekarskie do przychodni zajmującej się medycyną pracy. Przezornie umówiłem się przez telefon na godzinę, ale i tak musiałem odstać swoje pod drzwiami budynku, bo COVID i nie można tak od razu wchodzić sobie do środka. Potem wypełniłem  ankietę z szeregiem trudnych pytań dotyczących przygód z używkami oraz samopoczucia psychicznego i zostałem poproszony do gabinetu lekarza.

Proszę usiąść, zmierzymy ciśnienie, w porządku, teraz proszę wstać, zamknąć oczy, wyciągnąć ręce przed siebie i pomaszerować w miejscu, dziękuję, proszę spojrzeć na tamtą tablicę, jakie widzi Pan literki w dolnym rzędzie, dziękuję, jak się Pan czuje, czy wszystko w porządku, tak, no to dziękuję, proszę, oto orzeczenie.

Wszystko zajęło 5 minut, w tym najdłużej wypełniałem ankietę. Gdyby przysyłali ją w chwili rejestracji na maila i mógłbym przywieźć ją gotową, całość potrwałaby 2 minuty. Ta przyjemność kosztowała urzędowe 200 zł. Nie wiem jak u was, ale w mojej pracy zarabia się znacznie wolniej.

REKLAMA

Złożyłem wniosek, czekam na PKK

Nie chce mi się znowu jechać do urzędu, przećwiczę elektroniczną skrzynkę podawczą. Gdy dostanę swój numer, będę mógł w końcu zapisać się na kurs. A nawet od razu na egzamin. Oczywiście tylko teoretyczny. I też online. Wystarczy założyć konto na stronie info-car.pl i umówić termin. Można też klasycznie zapisać się na kurs w ośrodku szkolenia kierowców, przygotować z teorii, zaliczyć czterogodzinne skolenie z udzielania pierwszej pomocy i wyjeździć 30 godzin z instruktorem. Wtedy umówić się online na egzaminy, zdać najpierw teoretyczny, a potem praktyczny, odebrać prawko i ruszać na ulice. I w końcu zacząć jeździć na czymś więcej, niż moja 125-ka, bo chyba zapomniałem wspomnieć na początku, że chodzi o prawo jazdy kategorii A. Ale jakby co, procedura dla kat. B jest taka sama.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA