Miks albański – witajcie w Benzbanii. Piesi nie mają tu lekko
Jeśli uważacie, że u nas piesi mają źle, a w miastach rządzą kierowcy samochodów, powinniście odwiedzić Albanię. Koniecznie Mercedesem.

Na urlop zabrałem ze sobą książkę Małgorzaty Rejmer „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii”. Wcześniej miałem blade pojęcie o historii tego kraju i o tym, że przez przeszło 40 lat panowania Envera Hodży był to kraj właściwie kompletnie odcięty od świata, w którym nie było prywatnych samochodów. Choć akurat brak samochodów był najmniejszym problemem mieszkańców. Większym było trzymanie za gardła przez partię ślepo zapatrzoną w swojego przywódcę i bezlitośnie karzącą każdego, kto ośmielił się chociaż półżartem narzekać na swój los. Nie ma w tym grama przesady, bo ówczesna władza bardzo chętnie nagradzała tych, którzy donosili na swoich sąsiadów informowali Sigurimi – ówczesną służbę bezpieczeństwa – o wszelkich objawach wywrotowych i wolnomyślicielskich działań, które mogłyby zaszkodzić komunistycznej wizji państwa. Przykład? Autorka wspomina przypadek człowieka, który podczas oglądania w telewizji meczu Albania-RFN pozwolił sobie skomentować w towarzystwie, że Beckenbauer to świetny piłkarz. Ktoś uprzejmie poinformował o tym służby i sąd uznał, że była to obraza i przejaw braku szacunku dla znakomitych, albańskich piłkarzy, za co należało się bodajże 10 lat w więzieniu/obozie pracy. Warto przeczytać tę książkę by poznać horrory przeszłości, a potem odwiedzając to miejsce zobaczyć, jaki postęp zrobili Albańczycy od tamtych słusznie minionych czasów.

Pamiątkami po nich są m.in. wszechobecne bunkry. Prezydent Hodża był przekonany, że wrogie narody zazdrosne o raj na ziemi, jaki stworzył, będą chciały zniweczyć jego pracę, więc kazał pobudować setki tysięcy bunkrów, w których mieli chronić się jego krajanie. Według niektórych źródeł może ich być nawet pół miliona, co trudno mi sobie wyobrazić biorąc pod uwagę, że Albania miała wówczas ok. 2 milionów mieszkańców.

A postęp zrobili, bo wszyscy jeżdżą Mercedesami
Nie dotarłem do oficjalnych statystyk, ale w kilku miejscach wyczytałem, że w Albanii co 3. samochód ma gwiazdę na masce.

Poważnie, Merce są wszędzie, podczas wyjazdu zrobiłem ponad pół tysiąca zdjęć i właściwie na każdym przedstawiającym ulicę, gdzieś w tle czai się jakiś Mercedes. Zapytałem o ten fenomen właściciela rodzinnej restauracji, który częstuje klientów jagnięciną ze swojego stada, wypasanego na wzgórzach wokół Sarandy. Powiedział, że Mercedesami od zawsze jeździły głowy państwa i ważni oficjele. Dlatego po otwarciu granic Albańczycy, którzy wyjeżdżali do pracy do Włoch, czy Grecji, często wracali stamtąd niczym królowie życia starymi Mercedesami, które świadczyły o osiągnięciu sukcesu i były nieprzeciętnie wytrzymałe, co w albańskich warunkach miało niebanalne znaczenie. Stąd na ulicach wciąż sporo Beczek...

i Baleronów,

,

choć na moje oko, królują Okulary.

Normą w Albanii jest parkowanie gdzie popadnie
Tego Okulara ze zdjęcia wyżej kilka razy ucelowałem o tak:

I nie był wyjątkiem:

A ten nie stanął na chwilę – zaparkował tak w piątek po południu i odjechał nieniepokojony w niedzielę wieczorem.

Auta stoją wszędzie, gdzie się da i nie dotyczy to wyłącznie Mercedesów:



Że na pasach? No i co z tego, widocznie nie było innego miejsca. Tu też:

Nie szkodzi, że zza zaparkowanego auta nie zawsze widać pieszych. Tam jeździ się wolno i z natury nie ustępuje pieszym zbliżającym się do przejścia. Jak ktoś stanie przy krawężniku, to postoi, ale wystarczy zrobić krok na drogę, by kierowcy momentalnie się zatrzymywali i grzecznie puszczali pieszych.
Po mieście zdecydowanie lepiej jeździć niż chodzić
Przejścia dla pieszych miejscami wyglądają o tak, czyli wcale:

Chodniki są zajęte przez auta,

a tam, gdzie nie da się postawić samochodu, bo krawężnik jest za wysoki, spotkać można atrakcje takie jak ta:

Co na takie parkowanie mówi policja? Niewiele, radiowozy spokojnie kruzują po ulicach niespecjalnie zwracając uwagę na to, gdzie stoją auta, a policjanci często sami parkują w sposób wątpliwie zgodny z przepisami. A jeżdżą np. czymś takim:

a do niedawna takim:

No i oczywiście Mercedesami, choć ten to już raczej skończył służbę.

Albańczycy o swoje Mercedesy bardzo dbają. Nie szkodzi, że wóz zrobił już pewnie z milion kilometrów jako taksówka, o lakier trzeba się zatroszczyć.

Choć trzeba przyznać, że nie wszystkie egzemplarze miały możliwość tak elegancko się zestarzeć, zdarzały się też takie:

albo takie jak ten, służące za składzik materiałów budowlanych:

Nie wszyscy Albańczycy jeżdżą Mercedesami
Uliczki Sarandy są raczej wąskie, a miejsc parkingowych brakuje, więc z powodzeniem sprawdzają się auta mniejsze niż W124, czy Okular. I to nie tylko wozy typu Peugeot 206, czy VW Polo. Pizzę wozi Cinquecento,

za weekendowóz może służyć Kia Sportage ze zdjętym dachem,

a nauczyć się jeździć można za kierownicą pierwszego Punto.

W ogóle kwestia samochodów nauki jazdy to ciekawy punkt programu – oprócz Punto spotkałem też m.in. Focusa kombi pierwszej generacji, Toyotę Corollę, no i oczywiście kilka Mercedesów.

A jeśli Albańczycy nie jeżdżą samochodami, to wsiadają na skutery i motocykle. Oczywiście bez kasków, o rękawicach i strojach motocyklowych nie wspominając, jest na nie za gorąco. Najciekawszym, jakiego napotkałem był ten:

Niestety, nie miałem możliwości przyjrzeć się, jak to cudo skręca. Jeśli macie pomysł, to poproszę o objaśnienie w komentarzu.
Równie chętnie dowiedziałbym się jaka idea przyświecała autorowi tej ozdoby ogrodowej, postawionej w ogródku pod blokiem.

Jak widać, w Albanii, a żeby być precyzyjnym, to konkretnie w Sarandzie, bo tylko ją odwiedziłem, nie ma nudy. Jeśli ktoś szuka pomysłu na tegoroczny urlop – polecam, warto przyjrzeć się temu miejscu. Pogoda znakomita, Morze Jońskie ciepłe, jedzenie w restauracjach przepyszne i niedrogie, a ludzie naturalnie otwarci, radośni, przyjaźni i jeszcze nie podszyci chciwością i chęcią wydojenia turystów z kasy. Zupełnie odwrotnie niż nad Bałtykiem.
PS. A litr bezołowiowej w biednej Albanii kosztuje 236 leków, czyli jakieś 9,3 złotego. Trzeba im podpowiedzieć, żeby może zaczęli blokować stacje paliw.
