Benzyna zdrożeje, żeby wesprzeć rozwój elektromobilności. Zapłacimy wszyscy
Nie planujesz zakupu samochodu elektrycznego, nie kręcą Cię takie fanaberie albo nie masz ochoty rezygnować z ukochanego auta? Nie szkodzi! Jest szansa, że i tak zapłacisz za rozwój elektromobilności. W opłacie za paliwo.

Jak to możliwe? To proste, już niedługo może się pojawić nowa opłata emisyjna od paliw, która ma posłużyć m.in. do sfinansowania rozwoju rynku aut elektrycznych w naszym kraju.
Pan zapłaci, pani zapłaci…
Najnowsza wersja nowelizacji ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych przewiduje wprowadzenie opłaty emisyjnej w wysokości 80 zł na 1000 litrów benzyny lub oleju napędowego. Dochody z opłaty mają wspomóc budowę infrastruktury paliw alternatywnych.
Co prawda obowiązek zapłaty opłaty emisyjnej ciążyłby na producencie albo importerze, ale nie ma co się oszukiwać - ostatecznie zapłaciliby kierowcy.
Projekt czeka na rozpatrzenie przez rząd.
Rozwój elektromobilności
Dochody z nowej opłaty mają trafić do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (85 proc.) oraz Funduszu Niskoemisyjnego Transportu (15 proc.). Celem tego drugiego ma być wspieranie rozwoju rynku i infrastruktury paliw alternatywnych, m.in. energii elektrycznej, CNG, LNG czy wodoru w transporcie.
Fundusz ma przyczynić się do rozbudowy infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych czy produkcji pojazdów wykorzystujących napędy alternatywne. Ma również pomagać miastom w zakupie publicznego, nisko i zeroemisyjnego transportu zbiorowego.
To nie pierwszy raz, kiedy rząd sięga do kieszeni kierowców. Kilka lat temu próbowano w ten sam sposób pokryć koszta remontu dróg, ale po licznych protestach pomysł ten upadł.
Najzabawniejsze w tej opłacie jest to, że im lepiej będzie szedł rozwój elektromobilności, tym mniejsze będą z niej wpływy. Przesiadając się na samochód elektryczny powodujesz, że mniej pieniędzy trafi do wspólnej kasy. To tak jak z mandatami: państwo oczekuje, że wszyscy będziemy jeździć przepisowo, ale gdyby faktycznie tak się stało, to straciłoby jedno ze źródeł dochodu. Prawie jak w piosence Kazika – a właściwie kto wódki nie pije, ten jest wywrotowcem, tak świadomie uszczuplającym dochody państwa bezideowcem...