Wygląda jak wagon kolejowy, ale to luksusowa przyczepa kempingowa. Ciekawe, za ile pójdzie
Przyczepy kempingowe to segment interesujący stosunkowo niewielu Polaków. Mam jednak wrażenie, że przyczepa Westcraft Capistrano z 1950 r. się wam spodoba.

Pomimo ograniczonego zainteresowania caravaningiem w Polsce, wielu z nas potrafiłoby wymienić choć kilka firm, które zajmują się produkcją kamperów czy przyczep. Można by było zacząć choćby od rodzimych modeli z Niewiadowa, skręcając potem na zachód w stronę niemieckich Hymerów i amerykańskich Airstreamów. Ale nawet te ostatnie nie robią takiego wrażenia, jak przyczepa Westcraft Capistrano z 1950 r., której licytacja odbędzie się w styczniu 2020 r.
Sama historia firmy Westcraft wydaje się mieć kilka białych plam, ale wiadomo, że poszczególne modele przyczep należały do jednej z dwóch serii: Westcraft (z podnoszonym dachem) lub Westcraft Westwood (bez tej opcji). Modele z serii Westwood produkowano jedynie w latach 1946-1948. Produkcję pozostałych przyczep zakończono w 1955 r., wraz z powojennym spowolnieniem ekonomicznym w Stanach.
Niezależnie od serii i modelu, przyczepy tej marki były konstruowane podobnie jak samoloty. Wykonywano je z aluminium. W przeciwieństwie do najlepiej rozpoznawalnych Airstreamów, Westcrafty zawsze miały lakierowane nadwozia - nierzadko na 2 kolory. Warto też dodać, że miały opinię jednych z najlepszych jakościowo przyczep w Stanach Zjednoczonych; konstrukcja była tak dopracowana, że - w przeciwieństwie do modeli konkurencji - Westcrafty były trwałe i rzadko przeciekały.
Capistrano to największa i zarazem najrzadsza przyczepa kempingowa kiedykolwiek oferowana przez tego producenta.
Wyprodukowano ją w Burbank w Kalifornii. Miała ok. 10,5 m długości - więcej niż 2 Ople Insignia kombi stojące jeden za drugim. Sprzedawca - pan Lucas Lackner - pisze w ogłoszeniu na duPont Registry, że oprócz tego egzemplarza znany jest mu jeszcze tylko 1 inny, który zresztą i tak jest kompletnie zniszczony.
Nie znaczy to bynajmniej, że opisywany egzemplarz dotrwał do dziś w tak perfekcyjnym stanie.
Słowo-klucz: restomod.
Jak się okazuje, słówko to jest chętnie używane nie tylko w odniesieniu do odnowionych i przy okazji zmodyfikowanych mechanicznie samochodów. Restomodem może być także przyczepa kempingowa.
Renowacja trwała... ponad 10 lat. W tym czasie ekipa specjalistów z Kalifornii pracowała nad Westcraftem Capistrano, którego renowacja miała swą jakością przyćmić wszystkie inne projekty podobnego typu z całego świata.
Właściciel przyczepy wraz z kierownikiem prac - Stevenem Butcherem - ustalili, że w trakcie renowacji to cudo wzbogaci się o najnowsze zdobycze techniki w zakresie łączności, komfortu i bezpieczeństwa, ale że zostanie to skrzętnie ukryte. Mamy więc ciągle do czynienia ze stylem nawiązującym do stylu Art déco, bez żadnego pójścia na skróty. Za włączanie poszczególnych funkcji nadal odpowiadają przełączniki w klasycznym stylu, a zamiast oświetlenia diodowego zastosowano klasyczne żarówki - znalezienie ich w dobrej kondycji było zresztą niezbyt łatwym zadaniem.
Blisko połowa brzozowej zabudowy wnętrza nie nadawała się do odratowania.
Usunięte elementy zastąpiono nowymi. Po odpowiedniej obróbce starych i nowych części zabudowy, są praktycznie nie do odróżnienia od siebie. Renowacji wymagała też podłoga z drewna sosnowego - na szczęście nie wymagała wymiany.
Przyczepa wzbogaciła się o nową instalację elektryczną i o zdalnie sterowany system ogrzewania i klimatyzacji. Do dyspozycji są też 2 zestawy audio i tyle samo telewizorów z soundbarami marki Bose. Calypso - tak bowiem nazwano to cudo po renowacji - ma też teraz gniazdka USB, optyczne i Ethernet. Wszystkie te elementy oczywiście ukryto. Poza tym odświeżono również podwozie - zostało oczyszczone i wyremontowane, a także zabezpieczone antykorozyjnie.
Całość, choć to zbyt daleko idące skojarzenie, przypomina mi odrobinę... wagon pociągu Venice-Simplon Orient-Express.
U nas poruszanie się z taką przyczepą byłoby pomysłem raczej głupawym... Ale pomarzyć można.
Obawiam się jednak, że Westcraft Capistrano Calypso pozostanie w sferze marzeń nie tylko przez swą wielkość, ale i cenę. Tę poznamy oczywiście dopiero w styczniu, gdy już będzie po licytacji, ale z pewnością nie będzie tanio. No i pozostaje jeszcze pytanie, jakim autem tę przyczepę ciągnąć. Opcji jest wiele, ale to zdecydowanie też musi być jakiś restomod.