Zatrzymano człowieka, który jechał Fiatem i strzelał z broni. Dobrze, że strzelał dwa razy
Ile czasu zajmuje zatrzymanie człowieka, który w czasie jazdy samochodem wyciąga pistolet i strzela? Tak.

Wbrew pozorom nie chcę się czepiać policji, bo długo im się zeszło na złapanie tego strzelca. Tylko te ramy czasowe i odległości wydają mi się nieco niepokojące. Sami oceńcie, czy była okazja dopaść go wcześniej.
Strzelec drogowy zatrzymany
Policja informuje, że funkcjonariusze z Gryfina zatrzymali mężczyznę podejrzanego o strzelanie z samochodu. Do incydentu — zaraz powiem jakiego — doszło w powiecie międzychodzkim. Dyżurni z Poznania przekazali sprawę policjantom z Gorzowa Wielkopolskiego, by ostatecznie pojmali go ci z Gryfina. Jak pisze sama policja, poszukiwania strzelca trwały w trzech województwach.
Mężczyzna był poszukiwany po tym, jak na drodze krajowej 24 wyprzedził, przekraczając podwójną linię ciągłą, kilka pojazdów. To nie było bezpośrednią przyczyną poszukiwania w trzech województwach. Po tym manewrze wystawił rękę z bronią przez otwór w dachu pojazdu i zaczął strzelać w powietrze. Potem, wedle relacji świadków, z dużą prędkością odjechał w kierunku Gorzowa Wielkopolskiego. Poruszał się dość charakterystycznym samochodem, bo czarnym Fiatem 500 z niemieckimi numerami rejestracyjnymi.
Gdy go już schwytano w Gryfinie, okazało się, że kierowca ma lat 37 i nie był wcześniej notowany. W aucie znaleziono pistolet gazowy Glock 17, na który mężczyzna nie posiadał zezwolenia. Fiat 500 zaś miał być utracony na terenie Niemiec.
Tutaj może nie powinienem się czepiać, bo naoglądałem się amerykańskich filmów. Może błędnie wydaje mi się, że człowieka, który strzela w okolicach Poznania można i należy złapać szybciej niż na MOP-ie w okolicach Gryfina i niemieckiej granicy. To w końcu około 160 kilometrów odległości i 2 godziny jazdy, między miejscem, w którym padły strzały, a miejscem pojmania. Może zupełnie błędnie to postrzegam, tylko że o tym kierowcy było głośno już wcześniej.
Kierowca z Fiata 500 strzelał już w maju
Z tego samego komunikatu policyjnego dowiadujemy się, że nie był to pierwszy taki czyn tego kierowcy.
Do podobnej sytuacji doszło 21 maja na autostradzie A2 pod Nowym Tomyślem. Jeden z kierowców nagrał film, jak czary Fiat 500 wyprzedza inne samochody. W pewnym momencie na nagraniu widać rękę kierowcy z bronią. Jak poinformowali świadkowie, słychać było dwa strzały w powietrze.
I tutaj można sobie zadać pytanie, kiedy policja dowiedziała się o tym incydencie i dlaczego nie udało się znaleźć tego Fiata przed powtórnym strzelaniem. Może w ogóle nie dałoby się go namierzyć, gdyby nie strzelał kolejny raz.
O strzelaniu w maju na autostradzie A2 pisała prasa. W sieci są nawet dostępne zdjęcia z tego wydarzenia. Od trzech tygodni wiadomo więc, że ktoś jeździ po drogach i strzela, ale potrzeba było powtórki z tego czynu, żeby go złapać. Niemieckie tablice rejestracyjne na pewno utrudniły sprawę, ale czy powinny uniemożliwić to całkowicie?
Ostatnio czytałem też inny policyjny komunikat. Policja opisywała sprawę mężczyzny, któremu w Austrii zatrzymano dowód rejestracyjny. Zgłosił się więc po nowy w Polsce, i po tablice rejestracyjne też, udając, że poprzedni zestaw zgubił. Wtedy policjantom udało się ustalić, że wprowadza ich w błąd, dzięki tzw. czynnościom operacyjno-rozpoznawczym.
Chyba po 21 maja pasowało również podjąć takie czynności i nie dopuścić do kolejnego strzelania.
Czytaj dalej: