Aston Martin: dzięki Mercedes, nie chcemy twoich silników. Także Aston Martin: ej, dajcie jeszcze kilka
Aston Martin DBX doczekał się nowej wersji - nuda. Ma sześć cylindrów - dalej nuda. Będzie dostępny tylko w Chinach - nuda do kwadratu. Ale spokojnie, jest w tej wiadomości coś ciekawego - i to coś kryje się pod maską.

Ale żeby była ta ciekawostka, musimy cofnąć się nieco w czasie. Najlepiej gdzieś tak do okolic marca zeszłego roku, czyli wcale nie tak daleko.
Aston Martin: Mercedes idzie w złym kierunku. Ogarniemy wszystko sami.
Aston Martin zaprezentował wtedy kilka szczegółów i materiałów związanych z jego najnowszym dziełem - trzylitrowym, widlastym, sześciocylindrowym silnikiem hybrydowym, który zgodnie z zapowiedziami miał być nawet mocniejszy niż stosowane do tej pory V8 od Mercedesa. Porównanie do tego konkretnego dostawcy nie było oczywiście przypadkowe - według ówczesnego prezesa Astona Matrina niemiecki partner wybrał niewłaściwą drogę, jeśli chodzi o rozwój silników, a w Astonie nie ma miejsca na żadne plug-inowe czwórki.
Zaczęto więc tworzyć własny silnik, który początkowo zadebiutować miał w supersamochodzie AM - Valhalli, a następnie, w nieco słabszych wersjach, trafiać pod maskę m.in. DBX. Oczywiście głównym zadaniem nowego silnika - poza napędzaniem samochodów, pod maskę których trafi - byłoby stopniowe wypieranie z gamy V8 od Mercedesa.
Również Aston Martin: albo w sumie jednak nie.
Nie można przy tym odmówić Astonowi, że w niektórych kwestiach jego zapowiedzi pokryły się z rzeczywistością. Tak, DBX doczekał się nowej wersji silnikowej. Tak, ma 3 litry pojemności skokowej. Tak, ma sześć cylindrów. Tak, jest hybrydą. Ale poza tym nie zgadza się nic.
To, co napędza nowego DBX, to nic innego jak... rzędowa szóstka pochodząca - tak, zgadliście - prosto od Mercedesa. Właściwie dokładnie ta sama, co w modelach niemieckiej marki oznaczonych jako 53. Co do jednego konia mechanicznego zgadza się moc (435 KM), identyczny z 53 jest też moment obrotowy (520 Nm). Imponujące wartości, które wystarczą do rozpędzenia tego kolosa do niemal 260 km/h i przyspieszenia do setki w 5,4 s, ale trochę odbiega to od deklaracji - zarówno tych dotyczących mocy (V8 generuje jej więcej), źródła pochodzenia, układu i tak dalej.
Co się stało?
Zmieniły się władze w Astonie. W połowie 2020 r., czyli niedługo po ogłoszeniu przez Andy'ego Palmera, ówczesnego prezesa brytyjskiej marki, planów budowy własnego silnika, przeprowadzono na szczycie spore zmiany. Ze stanowiskiem pożegnał się Palmer, a jego miejsce zajął Tobias Moers, zajmujący się do tej pory AMG. I już w lutym tego roku wiedzieliśmy, że z astonowskiego V6 nic nie będzie.
Moers zapewniał przy tym, że gdyby V6 Astona faktycznie powstało do czasu przejęcia przez niego władzy, nie trafiłoby do kosza. Zgodnie z jego wypowiedziami jednostka zdecydowanie nie była jednak gotowa - wymagała jeszcze ogromnych nakładów, żeby mogła zacząć trafiać pod maski samochodów. Wygrało więc V8 od Mercedesa-AMG, tym bardziej, że ostatnio zadebiutowało w przyszłościoodpornej wersji plug-in.
A kiedy pojawiła się potrzeba, żeby jednak upchnąć pod maskę coś z sześcioma cylindrami, żeby Chińczycy mieli taniej, to też sięgnięto do magazynów Mercedesa.
Ciekawe, ile lat dzieli nas od momentu, kiedy i cztery cylindry w Astonie okażą się akceptowalną strategią biznesową. W końcu zawsze można pożyczyć od Mercedesa np. silnik 1.5...