REKLAMA

Przestańcie już jęczeć o polski samochód elektryczny. To gnijący trup

Przez media przetacza się fala oburzenia połączonego z udawanym żalem, bo z funkcji zrezygnował prezes ElectroMobility Poland, która miała zbudować polski samochód elektryczny. Płaczą jakby ten projekt był czymś innym niż przypudrowanym trupem, który już mocno śmierdzi.

Przestańcie już jęczeć o polski samochód elektryczny. To gnijący trup
REKLAMA

ElectroMobility Poland powstała w październiku 2016 r. z kapitałem zakładowym wynoszącym 10 mln złotych. Została założona przez czterech udziałowców - Energę, Eneę, Taurona i PGE, a swoje dołożyło również Narodowe centrum Badań Jądrowych. Spółka miała stworzyć warunki do pojawienia się w Polsce miliona pojazdów elektrycznych do 2025 r.

W sierpniu 2017 r. pojawiły się konkretne plany - budujemy samochód elektryczny, ogłaszamy 4 projekty, z których zostanie wybrany ostateczny kształt auta. Szybko o tym zapomniano, bo już w listopadzie tego samego roku EMP zleciło pracowni Kantar przeprowadzenie jednego z najbardziej absurdalnych badań w historii badań opinii społecznej. Na próbie obejmującej 24 kierowców (to nie pomyłka) opracowano założenia samochodu: 4 miejsca, zasięg 150 kilometrów i cena 60 tys. zł. Aż boję się pytać jaki był koszt tego niewiarygodnego badania.

REKLAMA
Izera

Nowy prezes spółki Piotr Zaremba powiedział, że w 2019 roku będzie gotowy pierwszy prototyp. Plan zakładał wygospodarowanie 4,5 mld złotych na budowę fabryki. Co roku spółka wykazywała stratę, ale spokojnie, akcjonariusze dokapitalizowali ją do kwoty 70 milionów, więc można było się bawić.

W 2019 roku wyłoniono nazwę - Izera, a pierwszy prototyp polskiego samochodu elektrycznego pokazano w 2020 r. Seryjna produkcja miała ruszyć w 2024 r., a w 2026 oscylować w okolicy 100 tysięcy sztuk rocznie. Państwo wpompowało w ElectroMobility Poland, spółkę odpowiedzialną za produkcję samochodu setki milionów złotych. Jak macie chwilę to przeczytajcie, na co poszły pieniądze. 15 baniek dla Pininfariny, 5,4 mln dla firmy od opon i jakieś 50 baniek przepalonych w firmach doradczych. Rzadko linkuję do konkurencji, ale teraz naprawdę warto. Skala wydatków niszczy mi mózg.

EMP miało nam dać polski samochód elektryczny, później przebrandowanego chińskiego crossovera, później miała stworzyć jakiś hub elektromobilności, a teraz w sumie istnieje, ale nikt nie wie po co. Nie będę tu rozpisywał kalendarium wydarzeń, ale zapraszam do tych artykułów. Kolejność jest ważna.

Stan na koniec 2025 r. wyglądał tak, że do spółki należy pusta działka pod Jaworznem, na której miała stanąć fabryka, a sam projekt stoi w rozkroku. Nikt nie wi czym ma ostatecznie być - montownią, fabryką, czy klastrem elektromobilności. Mówi się o zdradzie narodowej, o śmierci marzeń i niemieckim spisku.

Z funkcji prezesa zrezygnował Tomasz Kędzierski. Przyczyną miał być brak politycznej decyzji co do przyszłości projektu i spory w firmie. Ministerstwo Aktywów Państwowych nadal nie znalazło partnera dla ElectroMobility Poland, żeby z nim budować hub elektromobilności. W początkowym planie miało to być Geely, ale Chińczycy powiedzieli dość i zabrali swoje zabawki do hiszpańskich i włoskich piaskownic. Trwa przerzucanie się winą, a niektórzy płaczą, że przez najnowsze działania nie zobaczymy Izery na drogach. Moi kochani, ja o tym wiedziałem już w 2020 r., ale mnie nie słuchaliście.

Wiecie jaki problem jest z Izerą? Zabrali się za nią ludzie bez doświadczenia w tworzeniu takiego projektu od zera, a później przyszła polityka

Nie powiem, że to byli świeżacy, bo nie można tak określić Tadeusza Jelca, ale ci wszyscy ludzie nie mieli doświadczenia w uruchomieniu produkcji od zera, bez żadnych fundamentów. Kolejni prezesi brali pieniądze i je wydawali, bo co mieli zrobić? Nawet nie chodzi o to, że wydawali je źle, czy na głupoty, bo tego nie stwierdziła żadna kontrola. Po prostu zabrakło decyzji i konkretnych wizji.

Mnie ta Izera trochę boli, bo jak projekt ruszał w 2016 r., to miał naprawdę szanse na powodzenie. Elektryfikacja w wielkich koncernach dopiero nabierała tempa, Volkswagen zastanawiał się co idzie nie tak. Dobrze ulokowane pieniądze umożliwiłyby złożenie projektu. Turcy zrobili to z Toggiem. Niestety my w Polsce musimy nad wszystkim debatować do u____j śmierci.

Chińska firma założona w szopie przy wsparciu państwowych pieniędzy potrafi rozpocząć produkcję samochodu elektrycznego w rok od powstania. W ciągu trzech lat albo znika z rynku albo ma szeroką gamę modeli. Amerykanie potrzebują 3-5 lat do rozpoczęcia produkcji, wszystko przy akompaniamencie tamtejszego hymnu i przy szumie flag łopoczących na wietrze.

Polska spółka po 10 latach na państwowym garnuszku ma kawałek gruntu gdzieś pod Jaworznem i płacze, że jak nie dostanie kolejnych miliardów to będzie musiała ogłosić upadłości. Panie Tusk, ja też jak nie dostanę 100 milionów, to nie będę mógł sobie kupić kilku fajnych samochodów, proszę poratować potrzebującego. To jest ten poziom myślenia. Pół miliarda złotych poszło sobie, a my dalej nie mamy pomysłu na ten projekt.

Wyrzućmy mrzonki o 100 tysiącach samochodów rocznie, bo do tej pory nikt nie odpowiedział, kto miałby je kupować. Mogliśmy produkować coś na licencji, a gdy zajmowaliśmy się głupotami, to przemknęła nam szansa na ulokowanie w Polsce chińskiej fabryki.

I jak nie jestem fanem podboju Europy przez Chińczyków, tak nie można odmówić, że byłaby to szansa na zwiększenie miejsc pracy, ściągnięcie kapitału itd. Szansa znów przeszła obok, bo sprawa jest okołopolityczna. Nikt nie podejmie szybkich i racjonalnych decyzji, bo musiałby zaryzykować posadą.

Tak w ogóle to za chwilę przeczytacie o Izerze w topowych redakcjach

W 2023 r. EMP zabrała grupę polskich dziennikarzy do Włoch, żeby zobaczyli Izerę po liftingu. Bo widzicie - nasz samochód elektryczny powstawał tak długo, że trzeba było przeprowadzić mu lifting. Zabrała się za to Pininfarina. Nazwę odmieniano przez wszystkie przypadki, kultowe studio itd. To nic, że Pininfarina zaprojektuje wam absolutnie wszystko, jeżeli tylko jesteście za to skorzy zapłacić. Bidet, kosiarka, a nawet blender. Płacicie i macie produkt prosto z Włoch.

Dziennikarze pojechali, założono im na głowę gogle VR, w których mogli podziwiać Izerę. Nie mogli nam o tym opowiedzieć, bo podpisali embargo do 2026 r. Byli jednak pełni zachwytu, mówili, że to cudowny projekt.

Dlaczego tak długo? Bo wtedy do produkcji miała wejść Izera, mimo że w 2023 r. nikt nie wbił jeszcze łopaty pod budowę fabryki. Głosy takich ludzi jak ja były wyśmiewane, że nie chcemy wielkiej Polski, sprzedaliśmy się Niemcom. Popatrzcie jaka ironia losu, bo okazuje się, że od początku mieliśmy rację i ten projekt nie dość, że nie miał już wtedy żadnych szans na powodzenie, to dodatkowo bezsensownie przepalano kolejne pieniądze podatników.

REKLAMA

Dajcie temu umrzeć w ciszy

Nie wyszło, nie wyjdzie i tyle. Następnym razem dajmy to prywatnym podmiotom, bo te doskonale się odnajdują na rynku motoryzacyjnym. Widzicie - polskie firmy od dekad są poddostawcami ważnych podzespołów dla zagranicznych koncernów, nie mają żadnych kompleksów, są ważne dla branży i zatrudniają ludzi. Nie słyszycie o nich na co dzień, bo i po co, skoro funkcjonują i nie czują potrzeby żebrania o państwowe pieniądze. Wolą brać je od zagranicznych koncernów motoryzacyjnych, a te chętnie im je dają. Różnica jest taka, że tam za każdą firmą stał człowiek, który zaryzykował swoim kapitałem, poświęcił cząstkę siebie na budowanie firmy i teraz spija owoce tego sukcesu.

Takie rzeczy są niemożliwe do osiągnięcia w naszym systemie publicznym, bo trzeba działać ponad podziałami, myśleć dalej niż jedną kadencję i przede wszystkim nie używać inwestycji jako argumentu w dyskusji wyborczej. Wy wydaliście tyle na głupoty i my to ukrócimy. Później przychodzi czas rozliczeń i głupio wychodzi, że coś trzeba zaorać, bo tak się obiecało wyborcom. Zapewne muszą w polityce wymrzeć ze dwa pokolenia dziadów, zanim do stołu dorwą się ludzie, którzy może i będą walić do siebie z armaty w kwestiach ideowych, ale za to w inwestycjach będą mówili jednym głosem. Czego sobie i państwu życzę, a tymczasem idźcie zapalcie świeczkę w intencji polskiego samochodu elektrycznego. Nie powstał, więc będziemy mogli się nim ekscytować aż do palpitacji serca, tak jak robimy to Syreną Sport, pogromczynią Porsche.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-17T18:58:43+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T13:34:13+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T11:45:04+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T10:52:23+01:00
Aktualizacja: 2026-03-17T09:25:23+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T16:28:31+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T15:22:07+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T14:26:25+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T13:25:20+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T11:56:26+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA