REKLAMA

Jeździłem SUV-em Porsche zgodnie z przepisami. Czułem się z tym dziwnie

Przez kilka dni za kierownicą Porsche Cayenne próbowałem walczyć ze stereotypami. Było to trudniejsze, niż się spodziewałem.

Porsche Cayenne Coupe
REKLAMA

W pewne piątkowe przedpołudnie zadzwonił do mnie nieznany numer, a w słuchawce usłyszałem głos przedstawiciela polskiego oddziału Porsche pytający, czy byłbym zainteresowany Cayenne w wersji E-Hybrid Coupe Black Edition na kilkudniowy test. Z racji, że takim propozycjom raczej nie wypada odmawiać, niedługo potem byłem już w drodze po odbiór umówionego samochodu prasowego.

REKLAMA

Już sama ta podróż była przygodą

Stanowiła bowiem nie lada poświęcenie z mojej strony – musiałem pojechać na drugi koniec miasta, co w przypadku dojazdu komunikacją miejską zajmuje ponad godzinę i wymaga aż trzech przesiadek. Ale czego się dla was nie robi, drodzy czytelnicy.

Celem mojej wyprawy był świeżo otwarty salon Porsche Centrum Warszawa Wawer, w którym nieodżałowany red. Adamczuk oglądał parę miesięcy temu najnowsze, elektryczne wcielenie Cayenne. Teraz czekał na mnie co prawda jeszcze poprzedni, spalinowy model, ale uznałem, że nie będę wybrzydzać.

Po otrzymaniu kluczyków do auta i zajęciu miejsca za jego kierownicą, od razu spojrzałem na zasięg. Ten na prądzie wynosił 80 km (fajnie), a na benzynie 431 km (niezbyt fajnie, zwłaszcza że Cayenne ma 70-litrowy zbiornik). Powodem takiego stanu rzeczy było najpewniej wysokie średnie zużycie paliwa z ostatnich 2306 km (czyli w zasadzie od nowości tego egzemplarza) wynoszące 13,1 l/100 km.

Uznałem, że trzeba coś z tym zrobić

Wybrałem więc tryb jazdy Hybrid Auto i ruszyłem Wałem Miedzeszyńskim w drogę do domu, akurat wraz z początkiem popołudniowego szczytu na stołecznych ulicach. Jechałem sobie niespiesznie (tj. zgodnie z ograniczeniem) prawym pasem i tylko kątem oka widziałem mijające mnie lewym szybsze samochody. Nie przywiązywałem wtedy do nich dużej wagi, skupiając się raczej na wskazaniach komputera pokładowego, które po wyzerowaniu przeze mnie spadły o ponad 10 l/100 km względem poprzedniego stanu.

Porsche Cayenne Coupe

Później poczułem się niezręcznie

W kolejnych dniach sytuacja zaczęła się jednak powtarzać, co już nie uszło mojej uwadze. Przykładowo, podczas jazdy ulicą Jagiellońską w Warszawie, czyli trzypasmową, dwujezdniową arterią z ograniczeniem do 60 km/h (i taką prędkość mniej więcej utrzymywałem), zorientowałem się, że spora część kierowców zamiast po prostu mnie wyprzedzić, na moment zrównywała się ze mną.

Początkowo nie rozumiałem, o co chodzi. Czyżby chcieli zobaczyć, czy za kierownicą szarego Cayenne siedzi jakiś celebryta? Szybko uświadomiłem sobie, że powód jest zdecydowanie bardziej trywialny – po prostu potrzebowali sprawdzić, co za kosmita prowadzi to Porsche i się tak wlecze.

Musiałem wywoływać w nich niezły dysonans poznawczy. W końcu duży, drogi SUV niemieckiej marki kojarzy się prędzej z autem, które zgania innych z lewego pasa na autostradzie i błyskawicznie znika za horyzontem albo parkuje gdzie popadnie, odwożąc dziecko do prestiżowej podstawówki.

REKLAMA

Tymczasem to mi zdarzyło się, że byłem ponaglany długimi światłami przez busa, gdy jechałem 120 km/h na drodze ekspresowej, tuż przed początkiem odcinkowego pomiaru prędkości. Być może ten kierowca także nie mógł uwierzyć, że takim autem można jeździć przepisowo. A przecież nie od dziś wiadomo, że pośpiech poniża.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-23T18:43:20+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T17:34:28+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T17:17:31+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T16:04:33+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T15:22:32+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T09:36:49+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T08:56:28+02:00
Aktualizacja: 2026-04-22T19:07:53+02:00
Aktualizacja: 2026-04-22T18:12:36+02:00
Aktualizacja: 2026-04-22T16:30:09+02:00
Aktualizacja: 2026-04-22T13:38:33+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA