Ford Mustang Mach-E kontra rywale. Zapowiada się fascynujący pojedynek
Elektryczny Mustang - w postaci crossovera - jeszcze na dobre nie zadebiutował na rynku, a już wzbudza wielkie kontrowersje. Sprawdźmy więc, jak prezentuje się na tle bezpośredniej (i nie tylko) konkurencji.

Żeby nie dublować tekstu z premiery, podsumujmy to, co najważniejsze i co przyda się do porównania:
- najmocniejszą wersją Mustanga Mach-E będzie GT z napędem na obie osie, 465 KM, 830 Nm, przyspieszeniem do 100 km/h w mniej niż 5 s
- wersja bazowa będzie miała 258 KM, 450 km zasięgu , napęd na tylną oś i rozpędzi się do 100 km/h w mniej niż 8 s
- wersja z większym akumulatorem będzie miała 600 km zasięgu (99 kWh) i moc 285 KM
- wersje z większym akumulatorem będzie można ładować z mocą 150 kW, wersje standardowe - 115 kW
- wersja AWD ze standardowym akumulatorem będzie miała 258 KM i 420 km zasięgu, rozpędzi się do 100 km/h w mniej niż 7 s
- wersja AWD z rozszerzonym zasięgiem będzie miała 337 KM i 540 km zasięgu
- prędkość maksymalna - 180 km/h
- ładowanie ze zwykłego gniazdka - 14 km na godzinę
- ładowanie z ładowarki domowej - 62 km na godzinę
- ładowanie z ładowarki 150 kW - 93 km w 10 minut
- bagażnik 502 l - 402 z tyłu i 100 z przodu
- długość - 4,7 m
To wiemy już wszystko, co istotne. A jeśli nie - polecam zajrzeć do tekstu Adama z premiery.
Przejdźmy do konkurencji.
Jaguar I-Pace
Chyba najbliższy konkurent elektrycznego Mustanga. Też trochę SUV, ale jednak nie do końca, też z dynamicznie opadającą linią dachu i też przyspieszający do 100 km/h w mniej niż 5 s.
Różnic jednak jest również sporo. Pierwszą jest chociażby to, że I-Pace sprzedawany jest wyłącznie w jednej wersji silnikowej - EV400, generującej 400 KM i 696 Nm. Moc jest przekazywana na obie osie, a pierwsza setka pojawia się na liczniku w 4,8 s. Pojemność akumulatora? 90 kWh, co ma pozwolić na przejechanie do 470 km na jednym ładowaniu.
Uzupełnianie energii może odbywać się z wykorzystaniem domowego gniazdka (11 km zasięgu na godzinę), jednofazowej ładowarki 7,4 kW (35 km na godzinę) albo szybkich ładowarek - 50 kW (270 km na godzinę) i docelowo 100 kW (100 km w 15 minut).
Elektryczny SUV Jaguara jest przy tym odrobinę krótszy (4,68 kontra 4,7 m), ale za to oferuje wyraźnie większy bagażnik (a raczej bagażniki) o pojemności 656 l.
Cena? Od 356 600 zł, przy czym kto wie, jak będzie się ona prezentować na tle Forda. W końcu I-Pace oferuje tylko jedną wersję silnikową, natomiast w gamie Mach-E będzie ich zatrzęsienie.
Tesla Model Y
Ok, może i Model Y wypala oczy skuteczniej niż elektryczny Mustang, ale - przynajmniej na papierze - nie ma się przesadnie czego wstydzić.
Do wyboru są trzy wersje - Performance, Long Range AWD i Long Range RWD.
Pierwsza przyspiesza do 100 km/h w 3,7 s, ma napęd na obie osie, maksymalną prędkość 241 km/h.
Odmiana AWD z długim zasięgiem przyspiesza do 100 km/h w 5,1 s, ale za to bez konieczności uzupełniania energii przejedzie do 505 km, rozpędzając się przy tym maksymalnie do 217 km/h.
Wersja z napędem na jedną oś to z kolei 540 km zasięgu, ale aż 5,8 s do 100 km/h i tylko 209 km/h prędkości maksymalnej.
I tak - Model Y Performance będzie spod świateł szybszy od absolutnie każdej wersji elektrycznego Mustanga. Z drugiej strony - Mustang Mach-E przejedzie prawdopodobnie o kilkadziesiąt kilometrów dalej, w swoich najbardziej pojemnych odmianach.
Model Y wygrywa natomiast bezdyskusyjnie siecią szybkich i superszybkich ładowarek, które pozwalają uzupełnić nawet 270 km zasięgu w zaledwie 15 minut. Równie duże wrażenie robi opcja przewozu 7 osób, której w Mach-E nie znajdziemy.
Cena? W Europie bez dodatków zapłacimy za Model Y (bez uwzględnienia dopłat) od 57 000 euro / 244 000 zł (Long Range RWD), przez 61 000 euro / 261 000 zł (Long Range AWD), po 70 000 euro / 300 000 zł (Performance).
Problem? Tesla Model Y do pierwszych klientów (i to nie w Europie) trafi gdzieś w 2020 roku. I w 2021. I w sumie cholera wie, kiedy faktycznie ktoś będzie nią jeździł.
Audi e-tron
Samochód o tyle ciekawy, że wygląda jak normalny duży SUV, a nie jak np. dmuchana kaczka do wanny (Model Y). Niestety nie jest bezpośrednim konkurentem Mach-E co najmniej z dwóch powodów.
Pierwszym są wymiary zewnętrzne - Audi e-tron ma długość aż 4,9 m przy rozstawie osi 2,93 m (bagażnik: 660 l), co plasuje go co najmniej segment wyżej. W ślad za tym idzie chociażby zasięg - maksymalny deklarowany przez producenta wynosi 410 km, co raczej nie dziwi w samochodzie, który ma masę aż 2565 kg. Audi nie będzie też demonem szybkości, osiągając 100 km/h w 6,6 s - szybciej niż niektóre wersje Mach-E, ale wolniej niż np. mniejszy E-Pace, Tesla Model Y czy Mach-E GT.
Co natomiast cieszy to fakt, że spory e-tron startuje z tego samego poziomu cenowego, co I-Pace. Biorąc jednak pod uwagę konieczność doposażenia o co najmniej kilka dodatków, spodziewajmy się w salonie zapłacić (a przynajmniej mieć na fakturze) ok. 420-500 tys. zł. W takich zresztą kwotach wystawionych jest większość egzemplarzy stockowych.
E-tron ma mieć także plus w postaci szybkich ładowarek Ionity, których w przyszłym roku na terenie Europy ma być ponad 400 i które mają zaoferować moc ładowania do 150 kW.
Mercedes EQC
Drugi z SUV-ów niemieckiej wielkiej trójki, przy czym w tym wypadku - wyraźnie mniejszy, bo mierzący sobie zaledwie 4,76 m. Mniejszy będzie też bagażnik - zmieścimy w nim tylko 500 l bagażu.
Tak samo jednak jak Audi, tak i Mercedes dostępny jest wyłącznie w jednej wersji napędowej, oferując napęd na obie osie, przyspieszenie do 100 km/h w 5,1 s, 408 KM mocy i zasięg ok. 410 km (akumulatory 80 kWh). Maksymalnie rozpędzimy się przy tym do 180 km/h.
EQC również ma móc korzystać z ładowarek Ionity, przy czym maksymalna moc ładowania wynosić będzie 110 kW. Przy takiej ładowarce uzupełnienie akumulatora od 0 do 100 proc. zajmie 1:22 godziny, przy ładowaniu z ładowarki 7,4 kW - 12:13 godziny, natomiast przy ładowaniu z domowego gniazdka... 46 godzin i 40 minut.
Cena? 328 300 zł, ale pamiętajmy, że to Mercedes - bez dołożenia kilkunastu, a najlepiej kilkudziesięciu tysięcy nie ma sensu wyjeżdżać z salonu.
Hyundai Kona
A co! Tak, prestiż i premium umiarkowane. Tak, rozmiar o wiele mniejszy (4,18 m). Tak, bagażnik dużo mniejszy (332 l). Tak, osiągi zdecydowanie nie te (9,7 lub 7,6 s do setki w zależności od konfiguracji), ale...
Po pierwsze - zasięg. Kona w odmianie 64 kWh może przejechać bez ładowania do 449 km (289 km w wersji 39,2 kWh), kosztując śmieszne 189 900 zł. Albo 206 900 zł w wersji full opcja. I też jest SUV-em czy tam crossoverem, też jest elektryczny, lokalnie bezemisyjny, pozbawiony zbędnych hałasów czy wibracji od układu napędowego.
Jasne, bardzo wątpliwe, żeby ktoś zastanawiał się, czy kupić elektryczną Konę czy dopasionego Mach-E albo e-trona, ale zawsze to miło, że takie zabawki są nie tylko na górnych półkach cenowych.
To jak wypada Mustang Mach-E?
Wizualnie każdy musi sobie oczywiście odpowiedzieć sam - dla mnie nie jest ani odrobinę brzydszy niż prawdziwy Mustang.
W kwestii osiągów natomiast - przynajmniej w teorii - jest zaskakująco dobrze. Przede wszystkim mnogość wersji napędowych daje nadzieję na to, że kupujący będą mogli dobrać moc i zasięg do swoich potrzeb (oraz zasobności portfela).
Jedno i drugie wypada przy tym na tle rynkowych rywali całkiem nieźle - szczególnie maksymalny zasięg na poziomie 600 km jest lepszy niż to, co oferuje nawet Tesla Model Y w wariancie długozasięgowym. Bazowe 420-450 km też zapowiada się przyjemnie (choć psuje to trochę wyraźnie tańsza Kona). Pytanie tylko, czy te szacunki przełożą się na realne wyniki.
Trochę natomiast szkoda, że Mustang Mach-E w kwestii np. przyspieszenia 0-100 km/h jest po prostu dobry - gdzieś na poziomie Jaguara I-Pace, który jest już przecież chwilę na rynku, a za wyczynową wersją Tesli Model Y. Ok, tej drugiej nie ma na rynku i jeszcze chwilę nie będzie, ale tak samo nie ma Mach-E, a i Tesla potrafi w tej kwestii dotrzymać obietnic...