Akumulatorowi potrzebny jest czas. Kierowcy za bardzo się spieszą
Siarczyste mrozy stanowią prawdziwe wyzwanie dla akumulatora i łatwo popełnić kosztowny błąd. Nie zaczynaj ładować akumulatora zbyt szybko.

Muszę się do czegoś przyznać – w końcu i mnie dopadła klątwa graciarza. Do tej pory mogłem się pochwalić tym, że moje graty (a mam ich kilka) odpalają zawsze i wszędzie, niezależnie od panujących warunków. W ten poniedziałkowy, mroźny poranek musiałem jednak uznać wyższość sił natury.
20 stopni na minusie pokonało akumulator w moim aucie
Przekręciłem kluczyk, rozrusznik zaczął niechętnie kręcić i… cisza. Silnik zamilkł, kontrolki na desce rozdzielczej zgasły. Nie pozostało nic innego, jak przyznać się do porażki, a następnie pokornie dokopać się do narzędzi w bagażniku i znaleźć właściwy klucz, który oczywiście był na samym dnie skrzynki.
Dalej było z górki. Podniosłem maskę, odkręciłem klemy i zaniosłem akumulator do domu. Już miałem podłączyć prostownik i zacząć ładowanie, ale po spojrzeniu na baterię zawahałem się, bo cała obudowa pokryta była szronem.

Co zrobić z zamarzniętym akumulatorem?
W tej sytuacji na szczęście pozwoliłem wygrać zdrowemu rozsądkowi (zwłaszcza, że miałem w zapasie jeszcze drugi wóz – zalety graciarstwa) i wstrzymałem się z podpięciem prostownika. Ładowanie takiego zmrożonego akumulatora może przynieść więcej szkody niż pożytku, bowiem ryzykujemy trwałym uszkodzeniem baterii, a w skrajnym przypadku nawet jej wybuchem.

Zamiast więc się spieszyć, należy pozwolić akumulatorowi odtajać – przenieść do ciepłego pomieszczenia i dać mu czas, żeby osiągnął temperaturę pokojową. Ważne, aby wzrost temperatury następował stopniowo, bez gwałtownych skoków, które też mogą zaszkodzić baterii.

Po kilku godzinach w cieple, akumulator powinien być gotowy do naładowania, ale warto skontrolować go jeszcze termometrem. Pamiętajmy również, że dla zdrowia baterii wskazane jest powolne ładowanie niskim prądem.






































