Brabus pokazał miętowy opłatek. Szykuj dwa miliony plus podatek
Jeżeli myśleliście, że żadne połączenie kolorystyczne w wielkim, wulgarnym SUV-ie was już nie zaskoczy, Brabus jednak prosi o potrzymanie napoju.

W „Sensie Życia Według Monty Pythona” miętowy opłatek był swoistym… ukoronowaniem uczty, pozwalającym poczuć się lekko. Doceńcie, jak pięknie i subtelnie to ująłem. Tymczasem najnowszy Brabus 900 Mint nie jest piękny ani subtelny. Ale może wywołać podobne reakcje.

Powstał na bazie Lamborghini Urusa

Czasy, w których Brabus znęcał się tylko nad Mercedesami i Smartami, już odeszły. Podobnie zresztą jak te, w których Brabus tuningował raczej dość subtelnie.
OK - w przypadku tego modelu za kontrowersyjny efekt odpowiada głównie kolor. Jest miętowy i… nie pasuje do niczego, ale właśnie o to chodzi w tego typu tuningu. Najbardziej szokujące jest połączenie odcieni nadwozia i felg. Zwróciłeś uwagę? O to właśnie chodzi.

Samochód pokazano na wyjątkowej imprezie
To FAT Ice Race 2026 w austriackim Zell am See. W skrócie: milionerzy ślizgają się tam swoimi unikatowymi perełkami po śniegu. Jest dużo blichtru, najdroższych kurtek i przepięknych, instagramowych kadrów. Brabus z pewnością też załapał się na zdjęcia, ale prezentowana przez niego estetyka jest „nieco” inna.

Wóz powstał na bazie hybrydowej wersji Urusa. Pod jego maską pracuje gruntownie przeprogramowany 4,0-litrowy silnik V8 biturbo, opracowany specjalnie pod kątem współpracy z fabrycznym układem hybrydowym Lamborghini. Elektryczny motor o mocy 192 KM pozostał bez zmian, ale zastosowano nową kalibrację sterowania, wyższe ciśnienie doładowania i dedykowane mapy zapłonu. Efekt to 900 KM mocy systemowej oraz 1050 Nm momentu obrotowego.

Osiągi? 0-100 km/h w 3,2 s i elektronicznie ograniczona prędkość maksymalna 312 km/h. Tylko może niekoniecznie na zamarzniętym jeziorze. Brabus podkreśla, że pakiet aerodynamiczny nie jest wyłącznie stylistycznym dodatkiem. Nowy przedni zderzak generuje dodatkowy docisk na przedniej osi, poprawiając stabilność przy bardzo wysokich prędkościach. Z tyłu uwagę zwraca masywny dyfuzor, nie zabrakło też spojlera poprawiającego docisk. Felgi Brabus Monoblock Z „Platinum Edition” mają aż 24 cale (!), a opcjonalny moduł SportXtra pozwala obniżyć zawieszenie nawet o 20 mm, poprawiając reakcje auta i obniżając środek ciężkości.

Spójrzcie do środka
Tak - tam też jest miętowo. Całość obszyto na nowo skórą wysokiej jakości. Jak przystało na linię Masterpiece, czyli na najdroższe Brabusy, każdy egzemplarz jest dopracowywany ręcznie w tapicerni firmy. Charakterystyczne pikowanie „Ellipse” pokrywa nie tylko fotele, ale również podłogę kabiny i bagażnika. Do tego mamy karbonowe wstawki, aluminiowe pedały, podświetlane listwy progowe i detale, które przypominają, że to nie jest zwykły Urus. Tak, jakby kolor nie wystarczył.

Ile to kosztuje? 498 000 euro bez podatku, czyli 2,1 mln złotych. Można by powiedzieć, że to całkiem mało, jak na taką porcję ekskluzywności i osiągów. Albo zdecydowanie za dużo, jak na taki styl.






































