Tesla z problemami w krainie aut elektrycznych. Straciła prawie wszystkich klientów
Europejski bastion Tesli zaczął upadać. W Norwegii - która długo nie reagowała tak, jak reszta Europy na ekscesy Elona Muska - sprzedaż samochodów amerykańskiej marki gwałtownie spadła.

Kiedy Elon Musk, prezes m.in. Tesli, został pierwszoplanową postacią w administracji prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, stał się obiektem silnej krytyki m.in. za wspieranie kontrowersyjnego polityka i głoszenie dziwnych poglądów.
Cierpiały na tym jego biznesy, w tym Tesla, która notowała spore spadki sprzedaży, a ówcześni właściciele wstydzili się tego, od kogo kupili samochody. Ozdabiali je więc naklejkami "kupiłem to, zanim Elon oszalał". Jeden kraj jednak długo nie chciał podążać za tym trendem - do teraz.
W Norwegii już nie chcą Tesli
Zgodnie ze statystykami opublikowanymi przez norweską organizację OFV Statistikk, Tesla Model Y, czyli samochód długo utrzymujący fotel lidera na norweskim rynku, ze swoimi wynikami za styczeń 2026 r. został sklasyfikowany dopiero na szóstym miejscu. Sprzedano go w 62 egzemplarzach, co stanowi 2,8 proc. rynku.

Jeżeli zaś chodzi o całą markę, to jest niewiele lepiej. W styczniu 2026 r. sprzedano łącznie 83 Tesle, co oznacza spadek o 88 proc. w porównaniu ze styczniem 2025 r.
Ktoś traci, to ktoś musiał zyskać
Zanim pojawią się wątpliwości - w Norwegii popyt na samochody elektryczne ma się tak dobrze, jak miał, a może nawet coraz lepiej. Według OFV Statistikk w styczniu 2026 r. aż 94 proc. norweskiego rynku nowych samochodów stanowiły auta elektryczne. Pozostałe 6 proc. przypadło na diesle - 98 sztuk, oraz auta benzynowe, których sprzedano jedynie 7 egzemplarzy (słownie: siedem). Wynik aut na bezołowiówkę stanowi rekord - jeszcze nigdy w ciągu całego miesiąca nie sprzedano ich tak mało.
Ci którzy mieli kupić Teslę, zwyczajnie poszli do innych salonów. Liderem stycznia został Volkswagen ID.3, który znalazł 299 klientów, co dało mu udział w rynku na poziomie 13,8 proc. Druga była Toyota bZ4X, ze 184 zarejestrowanymi egzemplarzami, zaś podium zamyka druga Toyota - nowiutka Urban Cruiser, na którą skusiło się 98 Norwegów. Wyprzedzić Teslę udało się jeszcze Skodzie Elroq kupionej 78 razy, oraz chińskiemu Deepalowi S05, który znalazł 69 nabywców.

Sytuacja jest skomplikowana
Oczywiście Norwegia, choć kocha auta na prąd, jest dość mało istotnym rynkiem pod względem liczby sprzedawanych samochodów. Są większe rynki, gdzie Tesla notuje naprawdę ładne przyrosty - w Hiszpanii sprzedaż wzrosła o 70 proc., we Włoszech o 75 proc., a w Szwecji o 26 proc. Są i oczywiście spadki - we Francji o 42 proc., w Belgii o 31 proc., a w Holandii o 67 proc. Oznacza to tyle, że sytuacja w Norwegii jest bardzo zła, ale nie determinująca.
Nowe, tańsze wersje ewidentnie pomogły, a uszczuplenie gamy o modele S i X nie powinno być szczególnie zauważalne, gdyż te modele od dawna dołowały w statystykach sprzedaży. Jednak ostateczna decyzja o wypełnieniu mocy produkcyjnych robotami została przyjęta ze zdziwieniem - Elonowi pozostaje liczyć, że taki fikołek wyjdzie na dobre.
Więcej o Tesli przeczytasz tutaj:





































