Stellantis przedstawił nową strategię. Czwórka ulubieńców, reszta ma kieszonkowe
Antonio Filosa pokazał wreszcie nowy plan Stellantisa – 60 nowych modeli, 50 do odświeżenia, 69 mld dolarów inwestycji i jasny podział marek na te ważne i te mniej ważne.

Po miesiącach plotek, domniemywań i pojedynczych konkretów Stellantis wyłożył karty na stół. Dziś podczas Investor Day 2026 w Auburn Hills Antonio Filosa zaprezentował długo wyczekiwany plan strategiczny, który zastępuje „Dare Forward 2030” autorstwa jego poprzednika, Carlosa Tavaresa.
Niebiescy va banque!
Liczby robią wrażenie. W ramach planu nazwanego „FaSTLAne 2030” do końca dekady ma powstać ponad 60 zupełnie nowych samochodów, a kolejne 50 istniejących już modeli ma zostać odświeżonych. Mieszanka napędów wygląda znajomo: 29 elektryków, 15 hybryd plug-in albo z range-extenderem, 24 zwykłe hybrydy i aż 39 modeli z silnikiem spalinowym pod maską.
Czyli znajomy obrazek ostatnich miesięcy – to, co jeszcze dwa lata temu miało być całkowicie elektryczną gamą w Europie do 2030 roku, odjechało w siną dal. Zapowiedzi zewsząd te same, zmieniają się tylko marki, konferencje i usta, z których padają.

Budżet całości to 69 mld dolarów. Z czego, uwaga, 41 mld (czyli 60 proc.) ma trafić do Stanów Zjednoczonych. Jeśli ktoś żywił nadzieję, że Stellantis przypomni sobie o europejskich korzeniach, teraz został pozbawiony wszelkich złudzeń.
Czworo ulubionych dzieci i reszta rodzeństwa
Filosa potwierdził też to, o czym spekulowano już od jakiegoś czasu – cztery marki dostają status globalny: Jeep, Ram, Peugeot i Fiat. Pozostałe? Chrysler, Dodge, Citroen, Opel i Alfa Romeo zostały oficjalnie zdegradowane do roli „marek regionalnych”. Niby wszyscy wiedzieli, ale teraz jest to już formalnie na papierze.
W praktyce oznacza to, że mniej kochane dzieci będą żyć z resztek – płyty podłogowe i technologia mają pochodzić od czołowej czwórki. Opel będzie więc w gruncie rzeczy Peugeotem na rynek niemiecki, a Citroen – Peugeotem w wersji budżetowej. Pierwsze konsekwencje już są: niemiecki ośrodek inżynieryjny Opla w Rüsselsheim pożegna 650 pracowników, bo skoro Peugeot będzie projektował, to inżynierowie z Niemiec robią się zwyczajnie zbyteczni.
Osobny status dostało Maserati – „marka czysto luksusowa”, dwa nowe modele klasy średniej i pełna mapa drogowa zapowiedziana na grudzień. Czyli jeszcze co najmniej przez pół roku będziemy się zastanawiać, czy Trójząb nie trafi przypadkiem do Chińczyków.
Europa spada z rowerka
Ciekawie jest też z perspektywy europejskiej. Stellantis przyznaje, że w Europie zredukuje moce produkcyjne o 80 000 sztuk, ale jednocześnie wykorzystanie zakładów ma wzrosnąć z 60% do 80% w 2030 roku. Mniej linii produkcyjnych, za to więcej zmian w tych, które przetrwają.

Polski kontekst jest dobitny. Fabryka w Tychach od marca zlikwidowała trzecią zmianę i pożegnała 740 osób w ramach programu dobrowolnych odejść. Stellantis produkuje tam Fiata 600, Jeepa Avengera i Alfę Romeo Junior – a skoro Alfa właśnie spadła do drugiej ligi, pytanie o losy Juniora staje się dość zasadne. Zakład w Gliwicach na razie ma się dobrze – robi dostawczaki dla pięciu marek (plus Toyoty), a wkrótce dorzuci dwa elektryczne busy Iveco.
Tymczasem we Włoszech od 2028 roku ma ruszyć produkcja małego elektryka za jakieś 15 000 euro, opracowywanego ze „starannie dobranymi partnerami”. W kontekście świeżutkiego joint venture z Dongfengiem i wcześniejszej współpracy z Leapmotorem poszlaki nie są szczególnie trudne do dostrzeżenia.
Szybsze tempo i więcej tego samego
Z technicznej strony najciekawsza jest deklaracja skrócenia cyklu rozwoju nowego modelu z 40 do 24 miesięcy. To tempo iście chińskie i tu nasuwają się pytania: czy europejskie biura projektowe za nim nadążą? Chociaż może bardziej zasadne byłoby pytanie: czy europejskie biura projektowe będą jeszcze w ogóle potrzebne?
Całość ma być oparta na nowej platformie STLA One, na której da się ułożyć i spalinówkę, i hybrydę, i pełnego elektryka. Tłumacząc z marketingowego na polski: teraz już wszystko będzie identyczne, a do podniecania zostaną nam może inne reflektory i może inna tapicerka. Na samą architekturę – platformy, napędy i technologię – pójdzie 27 mld dolarów, czyli 40% wszystkich nakładów na R&D przewidzianych na najbliższe 5 lat. Reszta budżetu rozejdzie się na fabryki, marketing i wprowadzenie tej całej armii modeli na rynek.
Plan Filosy to w gruncie rzeczy uczciwe podsumowanie i oficjalne potwierdzenie tego, co od dłuższego czasu było jasne – Stellantis nie utrzyma 14 marek na jednakowo wysokim poziomie. Teraz zostało powiedziane wprost: czwórka rządzi, reszta dostaje budżet kieszonkowy. To niekoniecznie złe podejście. Przyjemną odmianą jest natomiast to, że w końcu przestajemy udawać, że jest inaczej.



















