Podatek od samochodów spalinowych: decyzja. Rząd był uparty
Krajowy Plan Odbudowy zakładał wprowadzenie podatku od samochodów spalinowych. Było to niezbędne do uzyskania kilku miliardów euro wsparcia, które miało pobudzić polską gospodarkę. Wszyscy wiedzieliśmy, że trzeba go wprowadzić, a rząd właśnie podjął zaskakującą decyzję.

Podatek od samochodów spalinowych był jednym z tzw. kamieni milowych, które warunkowały otrzymanie przez Polskę środków z unijnego funduszu wsparcia. Cel był szczytny. Dodatkowe obciążenie nakładane na kierowców i właścicieli samochodów spalinowych miało zmusić ich do zmiany środka transportu na samochody elektryczne. To jednocześnie pobudziłoby gospodarkę europejską, głównie we Francji i Niemczech, więc wszyscy byliby zadowoleni. To znaczy wszyscy poza kierowcami samochodów spalinowych, których podatek zmuszałby do ponoszenia dodatkowych kosztów.
Prace nad uniknięciem podatku trwały
Przez kilkanaście miesięcy debatowano w jaki sposób wprowadzić ten podatek, jak ustalić jego wysokość, żeby jednocześnie nie spowodował nędzy w kraju i co najgorsze - przegrania wyborów, bo nie ma co się oszukiwać - kierowcy to liczna grupa społeczna, która wylałaby swoją frustrację na rząd, który wprowadza taki podatek. Partie polityczne przerzucały się odpowiedzialnością. Podatek został wpisany do KPO przez rząd Mariusza Morawieckiego, ale to rząd Donalda Tuska wprowadziłby go w życie. Powiedzieć, że to gorący kartofel, to nic nie powiedzieć. Obecny rząd próbował jednocześnie negocjować w Unii Europejskiej odstąpienie od tego pomysłu. Znamy efekt.

Podatek od samochodów spalinowych. Jest decyzja rządu
Jan Szyszko, wiceminister funduszy i polityki regionalnej, poinformował, że udało się wynegocjować nie tylko usunięcie podatku od samochodów spalinowych, ale również inne ustępstwa. Z KPO wykreślono podatek od samochodów spalinowych, opłatę przy rejestracji samochodu spalinowego oraz dodatkową opłatę od firm, które posiadają we flocie co najmniej 2 samochody spalinowe.

To sukces, ale po cichu liczyliśmy na to, bo rząd Donalda Tuska doskonale wiedział, że gdyby wprowadził ten podatek, to w wyborach za rok nie byłoby czego zbierać z jego partii. Wiele można politykom wybaczyć, okradanie dzieci, wyłudzanie kilometrówek, łamanie prawa, ostentacyjne niepłacenie mandatów, ale opłaty za samochód spalinowy byłyby nie do przyjęcia. Kierowcy odetchnęli z ulgą, ale coś czuję pod skórą, że to jeszcze nie koniec tego tematu, bo Unia Europejska tak łatwo nie zrezygnuje z przejścia na samochody elektryczne.



















