Nie ma takiego zarabiania na paliwie. Rząd wymyślił 75 proc. podatku
Rząd zaprezentował projekt podatku od nadzwyczajnych zysków dla producentów i importerów paliw. Stawka to 75 proc., a w komitetowi kolejkowemu do kasy przewodniczy Orlen.

Podczas gdy kierowcy wciąż tankują pod czujnym okiem KAS pilnującej maksymalnych cen z pakietu CPN, rząd szykuje kolejny element tej fiskalnej układanki. Ministerstwo Finansów i Gospodarki opublikowało 19 maja projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków z tytułu wytwarzania i obrotu paliwami ciekłymi – w branży i mediach szybko okrzyknięty po angielsku windfall tax.
Powód jego powstania jest, przynajmniej formalnie, prosty. Eskalacja konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie doprowadziła do zamknięcia kluczowego korytarza tranzytowego dla ropy – Cieśniny Ormuz – przez co cena baryłki Brent regularnie skacze powyżej 100 dolarów. W odpowiedzi państwo uruchomiło pakiet CPN – obniżkę VAT z 23 do 8 proc., akcyzę zredukowaną do unijnego minimum i codzienne ceny maksymalne przy dystrybutorach. To wszystko kosztuje budżet ok. 1,6 mld zł miesięcznie. Ktoś musi za to zapłacić. Według rządu mają to być ci, którym cała ta sytuacja przyniosła krocie.
Co konkretnie przewiduje projekt?
Mechanizm rafineryjny jest złośliwy w swojej prostocie: kiedy ropa drożeje gwałtownie, rafinerie przerabiają zapasy zakupione wcześniej po niższych cenach i sprzedają gotowe paliwo po aktualnych, wywindowanych stawkach. Marże rosną skokowo – modelowa marża rafineryjna Orlenu w lutym 2026 r. wzrosła do 10,5 dolara za baryłkę z 8,8 dolara w styczniu. Złota passa kończy się wraz z końcem starych zapasów, kiedy trzeba kupować droższy surowiec. Do tego czasu – Eldorado.
Podatek ma objąć przedsiębiorców prowadzących od 1 marca do 31 grudnia 2026 r. na terytorium Polski „działalność w zakresie wytwarzania paliw ciekłych lub ich importu”. Za podstawę opodatkowania służyć będzie nadwyżka przychodów ze sprzedaży paliw ponad poziom, jaki wynikałby z marży z 2025 r. powiększonej o 20 proc. – tzw. marża referencyjna. Wszystko, co powyżej tej granicy, to zdaniem rządu zysk nadzwyczajny.
Stawka planowanego podatku wynosi 75 proc. Pobór ma być oparty na samoobliczeniu, co oznacza, że firmy same będą wyliczać miesięczne zaliczki i składać roczną deklarację. Ministerstwo Finansów planuje przyjęcie projektu w II kwartale 2026 r.

Idea nie jest nowa ani polska: Wielka Brytania nałożyła analogiczny podatek na sektor naftowy w 2022 r., Hiszpania i Włochy poszły podobną drogą w bankowości i energetyce.
Według szacunków Orlen może zapłacić windfall tax w wysokości ok. 6 mld zł. Unimot, który nie posiada własnej rafinerii, wychodzi taniej: prognozy mówią o 60–200 mln zł. Teoretyczna górna granica wpływów z całego sektora to 14,4 mld zł – tyle, ile budżet traci na obniżkach VAT i akcyzy przez cały objęty ustawą okres. Minister Andrzej Domański mówił wcześniej o ponad 4 mld zł wpływów.
Formuła podatku jest na razie nieprecyzyjna i ostateczne kwoty mogą się znacznie różnić od szacunków. Ale kiedy słyszysz „może to być nawet 14 mld zł”, to trudno zachować spokój – czy to przy dystrybutorze, czy w zarządzie Orlenu.
Branża z obowiązkowym lamentem
Nikogo nie zszokuje fakt, że sektor paliwowy nie jest zachwycony. FuelsEurope – europejska organizacja branżowa zrzeszająca m.in. BP, Shell, ExxonMobil, TotalEnergies i właśnie Orlen – napisała do Komisji Europejskiej, że windfall tax stanowi podwójne opodatkowanie sektora i wysyła niepokojący sygnał inwestycyjny. Autorzy listu tłumaczą, że marże rafineryjne co do zasady mają charakter cykliczny i podlegają wahaniom niezależnym od operatorów. Innymi słowy: dziś jest dobrze, jutro może być bardzo źle – i nikt im wtedy strat nie wyrówna.
Rzecz w tym, że rząd ma swój kontrargument: koszty osłon ponoszą wszyscy podatnicy, a korzyści z kryzysu ciągną tylko wybrane spółki. To – jak wskazuje uzasadnienie projektu – narusza konstytucyjną zasadę powszechności i równości opodatkowania wynikającą z art. 84 Konstytucji RP.
CPN to dopiero połowa historii
Kierowcy zdążyli się już zapoznać z pakietem CPN – ceny przy dystrybutorach są co prawda wciąż o ponad 60 gr/l wyższe niż rok temu, ale Polska pozostaje jednym z najtańszych rynków paliw w Unii (1,506 euro za litr benzyny 95 na początku maja wobec unijnej średniej 1,809 euro). Windfall tax ma być tym, co pozwoli finansować ten program bez rosnącej dziury w budżecie.
Projekt czeka teraz na rządowy proces legislacyjny. Jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach, a szczegółów – jak przyznają sami analitycy – na razie brakuje.



















