Nie będzie to lekarstwo na wasze tęsknoty za Skodą Citigo-e. Skoda Epiq w ogóle nie chce taka być — chce być szalona.

Jeszcze słychać echo wzdychania za małym, elektrycznym samochodem Skody. Model Citigo-e był dla wielu ideałem, kwintesencją elektrycznego auta, bo idealnie sprawdzał się w mieście.
Potrafił nagle wracać do cennika i rozbudzać nadzieję, ale ostatecznie zakończył swój rynkowy żywot, a wraz z nim kończyły się nadzieje, że właśnie tak będzie wyglądała przyszłość elektrycznych samochodów.

Najmniejsze auto elektryczne Skody
Obecnie najpopularniejsze są duże elektryczne SUV-y, ale nowa fala nadchodzi — fala tanich elektrycznych samochodów, które nie wstydzą się tego, że są miejskie. Inne marki koncernu Volkswagen już pokazały swoje wariacje na ten temat, oparte na platformie MEB+. Teraz pora na Skodę Epiq i jej próbę wyjścia poza tradycyjne ramy, w które rozwinięta sprzedaż flotowa wtłoczyła tę markę.
Jeśli chcecie poczytać o wymiarach i wyposażeniu tego samochodu, to zapraszam do tekstu Piotra.
Tym samym odpuszczę sobie pisanie o liczbach — zostaną mi same wrażenia po premierze tego pojazdu.

Och, to jest epickie
Doceniam próby zaprezentowania Skody jako marki dla osób młodych. Nie wiem, czy to się uda, przynajmniej w naszym kraju, ale szanujmy wysiłek wychodzenia poza własną szufladę. Premierze pojazdu towarzyszył okrzyk zachwytu, który chyba możemy przetłumaczyć jako: „Och, to jest epickie”. Jak spostrzegawczo zauważamy, koresponduje on z nazwą modelu.
Samochód występował w otoczeniu zainscenizowanych kawiarenek i sklepików. Można było napić się espresso w pobliżu prezentowanych aut albo kąpać się w basenie z piłeczkami. Widziałem też Skodę opisaną jako samochód karaoke.

Wszystko ma nam się kojarzyć z lekkim podejściem do życia i miłymi sposobami spędzania czasu, podczas których auto ma być naszym wiernym towarzyszem. Nie wiem, czy Skoda Epiq zostanie czyimkolwiek kompanem do picia kawy w przerwach od jeszcze lepszej zabawy — czego oczywiście serdecznie jej życzę — ale wiem za to, że pozostała Skodą.
W żadnym innym aucie Skody
Najpierw ważne pytanie: czy napis Epiq, (4 zdjęcia wyżej) w którym litera „E” jest umieszczona krzywo, będzie równie krzywy na samochodzie? Odpowiedź brzmi: nie. Na aucie pojawia się normalny, skodowy napis. Ale skoro już jesteśmy przy napisach, pojawia się też nowość.

Skoda Epiq ma napis „Skoda” na słupku C. Żadne inne auto tej marki takiego rozwiązania nie ma. Nowością jest też sygnatura tylnych świateł układająca się w literę T. To już dwie rzeczy wyróżniające Epiqa, a jako trzecią mogę dorzucić kształt otworów w dolnej części przedniego zderzaka.

Zapamiętajcie to, bo poza tym Skoda wygląda jak Skoda — i nie nazwałbym tego wadą.
Najmniejszy elektryczny model Skody
To obecnie najtańszy elektryczny model Skody, mimo że nie znamy jeszcze ceny. Znamy za to cenę bazującej na tej samej platformie MEB+ Cupry Raval, która nadludzkim wysiłkiem zeszła poniżej 100 tys. zł. Podobnie zrobił Volkswagen w przypadku ID.Polo, choć wyglądało to już jak prawdziwy szpagat.

Skoda Epiq musi kosztować poniżej 100 tys. zł. Koniec, kropka. Dotyczyć to będzie oczywiście wyłącznie wersji z najmniejszymi akumulatorami, które zresztą głównie po to powstają.
Możemy też od razu pobawić się w zgadywanie, które z tych trzech aut zyska największą popularność. Ja chciałbym, żeby był to Epiq — jako dowód dominacji użyteczności nad designem.
Skoda pozostaje Skodą
Ustaliliśmy już, że pamiętacie elektryczną Skodę Citigo. Wspaniałe auto, kwintesencję miejskiego samochodu, ale już go nie produkują. Mimo wielu ciepłych słów, które można wygłosić pod jego adresem, bagażnika to ono nie miało. A Skoda Epiq ma — i to takich rozmiarów, że znak firmowy tej marki nie zniknął.
To obecnie najmniejsze auto elektryczne Skody. Nie mogę napisać, że najmniejsze w ogóle, bo na przeszkodzie stoi Fabia. Ten powrót do koncepcji miejskich elektryków ma jednak bagażnik zupełnie niemiejski — aż 475 l pojemności. Nie wiem, czy nie zmieściłaby się tam cała Citigo.







Frunk, czyli przedni bagażnik, występuje jako opcja i ma 25 litrów pojemności.
Fizyczne przyciski i szczupłe nogi
Uważny obserwator dostrzeże, że pod ekranem znajdują się fizyczne przyciski. Są rzeczywiście, ale nie jest tak, że pozwalają obsłużyć dokładnie te funkcje, które byśmy chcieli. Wciśnięcie przycisku jedynie przenosi do ustawień klimatyzacji na ekranie — nie da się ich zmieniać wyłącznie za pomocą przycisków.

Bagażnik jest potężny, ale to raczej auto do przemieszczania się ze znajomymi o szczupłych nogach. W drugim rzędzie nie ma przesadnie dużo miejsca, choć nie można też powiedzieć, że korzystanie z niego jest uciążliwe. Da się zająć normalną pozycję — bez kulenia się i wygibasów — ale właśnie tutaj najbardziej czuć, że to miejski samochód. USB-C z tyłu mogliby jednak tym szczupłonogim znajomym dać. A nie dali.

Siedzimy w Skodzie
Wariantów wnętrza będzie kilka, a te prezentowane raczej dalekie były od skojarzeń z miejskim pojazdem. Mam jednak pewne wątpliwości, czy to akurat Skodzie uda się tym autem podbić serca młodszych klientów - inne marki koncernu też mają takie ambicje. Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że siedzi się w Skodzie.
Cupra w modelu Raval zastosowała projektory w desce rozdzielczej, które wyświetlają obraz na boczkach drzwi. Trudno orzec, po co, ale są i można się nimi pobawić przez jakieś pięć minut. Volkswagen ma swoje retro-nawiązania w postaci cyfrowych zegarów czy spłaszczonej kierownicy.
Skoda Epiq ma za to skrobaczkę schowaną w klapie bagażnika. Od razu czujesz się jak w Skodzie i nie jest to zarzut. Kierownica ma zwyczajny kształt, wszystko jest poprawne, a we wnętrzu nie ma żadnych wodotrysków.







Jeden easter egg w postaci obrazka z kolarzami na tylnej szybie nie zmienia wiele. Na szczęście auta z pierwszej edycji próbują nadrabiać zewnętrznymi zestawieniami kolorystycznymi, które mają rozweselać ten samochód.

Od Epiq do Peaq
Proponuję zapamiętać nazwę Epiq, bo częściowo niedługo do nas wróci. Wkrótce zadebiutuje model z przeciwnego końca oferty — elektryczne auto siedmiomiejscowe. Będzie się nazywało Peaq. Literka „E”, charakterystyczna dla elektrycznych aut Skody, gdzieś zniknie, ale przynajmniej „Q” na końcu pozostaje.









Tym sposobem elektryczna gama Skody rozrośnie się do rozmiarów, w których nie będzie już dziur. Najmniejsze auto właśnie zobaczyliśmy. Środka bronią Elroq i Enyaq, a na szczycie stanie siedmioosobowy Peaq. Aż boję się pomyśleć, jak duże będzie to auto, skoro najmniejszy model jest całkiem spory.



















