REKLAMA

Pojechali po starego Poloneza. Powstrzymało ich okno

Pewna właścicielka niemal 35-letniego Poloneza musi ewidentnie być fanką telewizyjnych programów z licytacją w ciemno. Przekonali się o tym moi dwaj dobrzy koledzy.

Polonez MR89

Zdania na temat kondycji współczesnej telewizji są mocno podzielone, ale nie ulega wątpliwości, że jednym z formatów, które cieszą się zainteresowaniem widzów, jest ten z aukcjami w ciemno. Zawodowi handlarze licytują wszystko – od porzuconych bagaży czy palet ze zwrotami konsumenckimi po całe boksy magazynowe. Niedawno na popularnym portalu ogłoszeniowym został wystawiony Polonez z warszawskiego Bemowa, którego właścicielka najwyraźniej lubi oglądać tego typu produkcje telewizyjne.

Nieznany grat to prawie oksymoron

Dlatego, gdy tylko w sieci pojawiło się ogłoszenie ze wspomnianym autem, od razu uruchomiliśmy ze znajomymi gorącą linię. Niecodziennie trafia się bowiem taki „prawdziwek”. Początkowo sądziliśmy, że wóz był całkowicie nieznany i dopiero po długim postoju wyjechał z garażu, ale szybko okazało się, że w ostatnich latach został już parokrotnie „upolowany” na mieście przez miłośników czarnych tablic i jego wcześniejsze zdjęcia można było odnaleźć na grupie poświęconej tej tematyce.

Sam anons również był bardzo rasowy. Stanowił tzw. ogłoszenie grzecznościowe, czyli opublikowane przez zapewne sąsiada na prośbę właścicielki, którą dodatkowo było widać nieśmiało wyglądającą zza winkla na jednym ze zdjęć samochodu.

Polonez MR89

Nasze podejrzenia wzbudziły tylko dwie, ale dość istotne kwestie. Pierwszą był rocznik – w ogłoszeniu podano, że to 1992, tymczasem auto ze zdjęć ewidentnie było tzw. Przejściówką, czyli Polonezem MR89, który już w 1991 roku został zastąpiony przez wizualnie dużo nowocześniejsze Caro. Rozwiązanie zagadki przyniosła weryfikacja podanego w ofercie numeru nadwozia.

Mianowicie VIN opisywanego egzemplarza zawiera „00” w miejscu dziesiątego i jedenastego znaku, co oznacza, że to „składak”, czyli samochód zmontowany poza fabryką. Cóż, takie były realia lat 90., a dziś tego rodzaju adnotację w dowodzie rejestracyjnym można w sumie uznać za atut, bo dzięki temu historia tego Poloneza wydaje się nawet ciekawsza.

Drugą naszą wątpliwość wywołała cena. Z jednej strony, całkiem realna, ale z drugiej, trochę nietypowa, wynosząca 5600 zł bez negocjacji. Nie 6000 ani nie 5500, tylko właśnie 5600. Internet Anno Domini 2026 zdążył nas przyzwyczaić, że często takie podejrzanie rozsądne oferty bywają wykorzystywane przez oszustów wyłudzających pieniądze „metodą na zaliczkę”. W tym przypadku wszystko wydawało się jednak do siebie pasować.

Polonez MR89

Prawdziwym problemem okazało się coś innego

Późna pora, o której toczyła się nasza dyskusja o Polonezie sprawiła, że nie wypadało już niepokoić właścicielki telefonami, ale i bez tego wspólnymi siłami udało nam się ustalić, gdzie najprawdopodobniej można spotkać ten samochód.

Wbrew temu, co przypuszczaliśmy, następnego dnia ogłoszenie nadal było dostępne (o tym dlaczego, dowiecie się już za moment), więc korzystając z okazji, że akurat byłem w okolicy, odwiedziłem niepozorną uliczkę na Bemowie, gdzie na samym jej końcu faktycznie stał zaparkowany on – Polonez.

Z racji jednak, że czasu nie miałem za wiele i graciarsko jestem już w moim życiu usatysfakcjonowany, nie dzwoniłem pod numer z ogłoszenia ani do drzwi, a jedynie potwierdziłem namiary moim dwóm bardzo dobrym kolegom, którzy przejawiali poważne zainteresowanie tym wehikułem i którzy niedługo po mnie pojechali go obejrzeć. A przynajmniej taki mieli zamiar.

Na miejscu spotkali właścicielkę Poloneza, która porozmawiała z nim… przez okno. Bynajmniej nie auta, tylko domu, a moi znajomi stali w tym czasie przed furtką. Jej przekroczenie i obejrzenie auta było niemożliwe, bo co prawda wóz nie został jeszcze sprzedany, ale trwała licytacja.

Okazało się, że w obliczu dużego zainteresowania, podana w ogłoszeniu kwota nie była ceną ostateczną, lecz wyjściową do dalszych negocjacji. Toczących się oczywiście wyłącznie w górę. Niestety (albo na szczęście) moi koledzy nie mają w sobie żyłki hazardzisty, więc nie dostąpili zaszczytu obejrzenia Poloneza z bliska – warunkiem tego było bowiem złożenie oferty w ciemno, rzecz jasna wyższej od tej będącej aktualnie na prowadzeniu.

Ostatecznie więc, po krótkiej i podobno całkiem miłej pogawędce, znajomi się pożegnali i wrócili do domów.

Polonez MR89

Polonez wciąż czeka na nowego właściciela

A przynajmniej to sugeruje fakt, że ogłoszenie nadal jest widoczne. Przyznam, że trochę nie rozumiem postawy właścicielki – zamiast od razu sprzedać auto pierwszemu chętnemu, który przyjedzie i nie będzie się targował, postanowiła zrobić z tego licytację. Oczywiście jej własność, jej prawo, ale osobiście, będąc w roli sprzedającego, wolałbym jak najszybciej mieć transakcję z głowy.

No chyba że starsza pani faktycznie chce jeszcze przez chwilę poczuć się jak aukcjoner w telewizyjnym show na licytacji opuszczonych magazynów gdzieś w Kalifornii.

Przeczytaj także nasz tryptyk o Polonezie:

Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-20T18:10:34+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T16:49:59+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T12:07:13+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T11:48:30+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T19:46:16+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T18:27:05+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T15:51:02+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T14:49:14+02:00