Prezes Porsche przyznał: zepsuliśmy sprawę. Teraz trzeba czekać do 2028 r.
Niektóre samochody odnoszą sukcesy na rynku, inne są niewypałem. Były dyrektor generalny Porsche przyznał, że marka drugi raz nie zrezygnowałaby ze spalinowego Macana.

Od 1 stycznia nowym dyrektorem generalnym Porsche został Michael Leiters, który zastąpił Olivera Blume’a zasiadającego na tym stanowisku przez ostatnie dziesięć lat. W tym czasie Porsche wprowadziło wiele kluczowych modeli, odniosło wiele sukcesów, ale i porażek. Oliver Blume może się już skupić wyłącznie na pełnieniu funkcji dyrektora generalnego Grupy Volkswagena, a w wolnym czasie udzielił bardzo ciekawego wywiadu. Widocznie nie musi już gryźć się w język, bo w końcu przyznał szczerze, jaki był jeden z największych błędów Porsche w ostatnich latach.

Rezygnacja ze spalinowego Porsche Macan była błędem
Myśląc o najpopularniejszym Porsche, do głowy od razu przychodzi 911, jednak mimo idących za nią emocji to Cayenne, Panamera i Macan pomogły producentowi wyjść z kryzysu finansowego i zapewniły mu stabilność na kolejne lata. Wszystko szło dobrze, do czasu, gdy Porsche postanowiło zastąpić spalinowego Macana nową, całkowicie elektryczną generacją. Europa pożegnała „prawdziwego” Macana już w 2024 roku, ponieważ nie spełniał on wymogów cyberbezpieczeństwa GSR2. W połowie 2026 roku Porsche oficjalnie zakończy też produkcję na pozostałe rynki, gdzie samochód wciąż jest dostępny. Pytanie, czy to wszystko miało sens?
Elektryczny Macan budził mieszane uczucia już od momentu premiery na początku 2024 roku. Mimo dobrych osiągów i niezłej stylistyki fakt, że to tylko model na prąd, potrafił zniechęcić klientów do jego zakupu. Porsche zdążyło już zrozumieć, że podobnie jak wiele innych marek pospieszyło się z elektryfikacją swojej gamy i mogło podejść do tematu nieco inaczej. W ostatnim wywiadzie dla Frankfurter Allgemeine Zeitung potwierdził to były prezes Porsche, Oliver Blume.
Jako była „głowa Porsche” w rozmowie przyznał szczerze, że wycofanie spalinowego Macana było dużym błędem. Dodał, że w tamtym momencie dane rynkowe rysowały przyszłość samochodów spalinowych i elektrycznych zupełnie inaczej. Zdaniem Olivera Blume strategia Porsche wydawała się wtedy naprawdę dobra i gdyby ponownie musiał on podjąć decyzję dotyczącą losów Macana, byłaby ona w takich warunkach taka sama, jak wcześniej. Dopiero teraz – z perspektywy czasu – widać, jak błędne było wycofanie spalinowego Macana i zastąpienie go nową, elektryczną generacją.

To można jeszcze odkręcić – jest pomysł
Próbę zmiany strategii w Porsche widać już od ostatnich miesięcy, kiedy to oficjalnie ogłoszono, że nowa generacja Caymana i Boxstera, oprócz wariantów elektrycznych, będzie dostępna z silnikami spalinowymi. Zdecydowanie lepszym pomysłem jest więc uzupełnianie gamy o alternatywne rodzaje napędu niż całkowite z nich rezygnowanie. Z modelem Cayenne również to zadziałało, ponieważ Cayenne Electric nie wpłynął na pozycję spalinowego odpowiednika. Po prostu każdy kupi to, co lubi. A jak teraz „odkręcić” sytuację z Macanem?
Przerobienie platformy elektrycznego Macana na wersję spalinową nie byłoby opłacalne, dlatego Porsche postanowiło stworzyć zupełnie nowego spalinowego SUV-a, który będzie jego odpowiednikiem. Według wstępnych informacji zostanie zaprezentowany w 2028 roku i będzie nosić inną nazwę. Oliver Blume powiedział, że będzie to bardzo typowe Porsche różniące się od elektrycznego Macana. Samochód ma bazować na Audi Q5 najnowszej generacji, co oznaczałoby platformę PPC i napęd quattro ultra, choć z przewagą tylnej osi dla bardziej angażującego prowadzenia. Do zakładanego czasu premiery zostało jeszcze trochę czasu, dlatego Porsche powinno się wyrobić. Biorąc pod uwagę, że Audi SQ5 korzysta z 3-litrowego benzynowego V6 raczej możemy być spokojni o napęd spalinowego następcy Macana.
Więcej o Porsche przeczytasz tutaj:







































