REKLAMA

Tracę wiarę w ludzi. Miłość do gratów nie pomaga

Połączenie strony o dość wąskiej tematyce i nieprzewidywalnego algorytmu potrafi zamienić się w mieszankę wybuchową. Opis jest całkowicie zbędny.

Polonez Caro
REKLAMA

Przy okazji artykułu o zakupie starego Mercedesa pisałem, że od ponad 11 lat współtworzę fanpage Czarna Warszawa, na którym wraz z dwoma bardzo dobrymi kolegami publikujemy zdjęcia aut z czarnymi tablicami, zarówno z własnych zbiorów, jak i nadesłanych przez obserwujących. W ciągu przeszło dekady nasze zasoby zdjęciowe rozrosły się aż do kilkudziesięciu tysięcy, więc na brak materiałów jeszcze długo nie będziemy narzekać, mimo że od zakończenia wydawania czarnych blach minęło już 26 lat.

Zasady funkcjonowania strony są proste

Tak jak sugeruje jej nazwa, udostępniamy wyłącznie zdjęcia aut z tablicami z dwóch województw – warszawskiego z lat 1976-1998 oraz mazowieckiego z lat 1999-2000, czyli z numerami rejestracyjnymi zaczynającymi się od W. Samochodów z czarnymi blachami z innych części Polski, nawet jeśli zostały sfotografowane w Warszawie, nie publikujemy.

Uznaliśmy po prostu, że tego byłoby wtedy zdecydowanie za dużo. No i nie ma też potrzeby aż tak się rozdrabniać, ponieważ miłośnicy czarnych tablic są wszędzie i na Facebooku można znaleźć strony poświęcone blachom z niemal każdego dawnego lub obecnego miasta wojewódzkiego. Jest nawet Czarna Biała Podlaska, której admin jest autorem zdjęcia otwierającego artykuł.

Co niektórym może wydać się dziwne, naszej działalności w żaden sposób nie monetyzujemy i prowadzimy stronę z czystej pasji, dla rozrywki. Z tego względu, żeby fanpage nie ograniczał naszych prywatnych i zawodowych żyć, wracając po dłuższej przerwie, zdecydowaliśmy się publikować tylko jedno zdjęcie dziennie, ale z konsekwentną regularnością, codziennie wieczorową porą.

Owszem, moglibyśmy wrzucać zdjęcia hurtowo, jak leci, ale staramy się trzymać poziom – tak, żeby przy każdym samochodzie pojawił się opis dotyczący historii tego konkretnego egzemplarza albo chociaż jakiś element humorystyczny. Dalej pojawia się jeszcze informacja, kto przysłał zdjęcie oraz gdzie i kiedy zostały wydane widoczne na aucie numery rejestracyjne. Czasem jest to jedynie przybliżony rok, a czasem dokładna data dzienna.

Czytanie ze zrozumieniem to coraz większy problem

Są nim też nieprzewidywalne algorytmy Facebooka, które zasięg większości postów ograniczają do osób obserwujących stronę (wtedy każdy wie o co chodzi), ale niekiedy zamieniają nasze publikacje w viral, przez co zdjęcia wyświetlają się przypadkowym ludziom scrollującym aktualności podczas posiedzenia na tronie. I to od razu widać.

Jasne, zawsze cieszy fakt, że zdjęcie zdobywa 500 polubień zamiast standardowych 50. Ale potem zaglądam do sekcji komentarzy i za każdym razem coś we mnie umiera.

Źródłem największych nieporozumień jest zazwyczaj pojawiająca się w opisie data. Osoby niezaznajomione z charakterem strony, które post wyświetliły przypadkiem, nie zauważają, że odnosi się ona do wydania tablic rejestracyjnych, a nie zrobienia zdjęcia. W efekcie zaczynają się długie dyskusje i analizowanie każdego szczegółu na obrazku, żeby udowodnić swoją – komentującego – rację i pokazać, że to wcale nie 1996 rok, tylko 2015 rok, bo w tle widać auto produkowane od 2014 roku czy wyburzany budynek, który zniknął w 2016 roku. Ostatnio mieliśmy tego dwa bardzo jaskrawe przykłady.

Na pierwszy ogień zdjęcie Poloneza stojącego w komisie. W opisie pada dosłownie data zrobienia zdjęcia („w 2012 roku, gdy zostało wykonane to zdjęcie”), a na końcu informacja o numerach („WSY 8548 – Ząbki, 15 stycznia 1996”), jednak dla niektórych to nadal niezbyt czytelne.

Jedni zauważali, że przecież zdjęcie jest zrobione już na pewno w XXI wieku, a inni odkrywczo stwierdzali, że tablice WSY są z Ząbek obok Warszawy. Bardzo dziękuję za te informacje, szkoda, że nie było ich w oryginalnym opisie. A nie, czekajcie…

Drugi przypadek jest jeszcze grubszy. Ten post rozlał się dużo szerzej po Internecie, co widać po jego statystykach, ale mimo to nie przyniósł żadnej konkretnej odpowiedzi na pytanie postawione w opisie. Okazało się, że ten wóz strażacki to trochę taki kot Schrödingera – jednocześnie istnieje i nie istnieje. Część komentujących twierdzi, że nadal stacjonuje na lotnisku Chopina, a część, że dawno został sprzedany na przetargu albo trafił do Ukrainy.

Prawdziwe śledztwo rozkręciło się w temacie daty i miejsca zrobienia zdjęcia – bo oczywiście „WZM 473T – Włochy, 2000” jest zbyt enigmatyczne, żeby powiązać to z tematyką strony i numerami rejestracyjnymi. Internetowi detektywi szybko ustalili, że to nie Włochy, tylko ulica Puławska. Szokujące.

I zdecydowanie nie rok 2000, bo w tle jest Sprinter produkowany od 2008 roku (nieprawda, bo od 2006 roku). Inni z kolei próbowali datować zdjęcie na podstawie analizy stojących przy drodze słupów. Podziwiam dociekliwość.

Z jednej strony powinienem się cieszyć, że nie potrzebuję wykupować drogich kampanii reklamowych, żeby wypromować fanpage i pozyskać nowych obserwujących, bo dzięki zawiłościom algorytmu Facebooka dzieje się to samo za darmoszkę. Niemniej jednak, odpisywanie po raz 2137. na identyczny komentarz i wyjaśnianie czego dotyczy podana w opisie data bywa męczące.

A wystarczyłoby poświęcić pół sekundy i zwrócić uwagę, z jakiej strony pochodzi post, który zamierza się skomentować. Miło, że graty ciągle wzbudzają tyle emocji.

Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-01T19:06:40+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T16:25:36+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T15:37:38+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T13:28:06+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T12:10:51+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T11:26:26+02:00
Aktualizacja: 2026-06-01T08:38:46+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T15:07:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-31T08:55:00+02:00