Oto najtańsze auta premium. Bierzesz znaczek, buziaczek w wiaderko
Ile kosztują najtańsze samochody marek premium w Polsce w 2026 roku? I przede wszystkim - na jak wiele rzeczy musimy przymknąć oko, jeśli koniecznie chcemy premium, a nie chcemy dopłacać? Odpowiedzi brzmią: nie tak sporo i sporo.

Aczkolwiek o zejściu poniżej 100 tys. zł - przynajmniej katalogowo - nie ma nawet co marzyć.
Audi - 124 700 zł

Tyle, przynajmniej teoretycznie, trzeba zapłacić za najmniejszy obecnie model w gamie niemieckiego producenta, czyli A3. W standardzie dostaniemy 4-cylindrowy, 1,5-litrowy silnik benzynowy, manualną, 6-biegową przekładnię i zapierające dech w piersiach 116 KM.
Wyposażenie? Bez dopłaty dostaniemy jednostrefową klimatyzację automatyczną, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka, podłokietnik z przodu, cyfrowe zegary, 6 głośników, pakiet systemów bezpieczeństwa, ogranicznik prędkości i 16-calowe felgi aluminiowe.
Niestety aktualnie nie da się zamówić takiego egzemplarza do konfiguracji - a przynajmniej tak informuje oficjalny konfigurator na stronie Audi. Może i dobrze, bo w takim układzie jesteśmy zmuszeni do zakupu auta z placu, co pozwoli nam zejść z ceną do... 112 086 zł.
Mercedes - 154 600 zł

Tak, tyle obecnie kosztuje najtańszy Mercedes, czyli klasa A w wersji 180. To oznaczenie niesie ze sobą obecność czterocylindrowej jednostki benzynowej o pojemności 1,33 l, generującej 136 KM. W bonusie dostajemy jeszcze 14 KM z układy hybrydowego, a całość pozwala rozpędzić się do setki w 9,2 s.
Na plus - przekładnia jest tylko i wyłącznie automatyczna i o innej nie ma nawet mowy.
Wbrew oczywistym obawom podstawowe wyposażenie takiego Mercedesa wcale nie jest przesadnie smutne. Mamy tutaj 17-calowe felgi, automatyczną klimatyzację, komfortowe fotele przednie z regulacją lędźwiową, LED-owe reflektory asystentem świateł drogowych i jeszcze kilka bonusowych opcji.
Zła wiadomość - nie wygląda na to, żeby takie warianty zapychały place i dało się je kupić porażająco taniej. Dobra wiadomość - sporo jest mocniejszych A 200, które można kupić za... 154 202 zł. Czyli o ponad 25 tys. zł taniej niż wynika z ceny cennikowej.
BMW - 131 500 zł

Na tle Mercedesa BMW przyjemnie zaskakuje ceną za przedstawiciela kompaktowej serii 1, ale jest haczyk. Tym haczykiem jest fakt, że mowa o wersji silnikowej (1)16, która wydobywa z siebie i swoich 3 cylindrów 122 KM i na sprint do setki potrzebuje 9,8 s. Może i nie jest to przepaść w porównaniu do klasy A, ale ileż można dawać temu prestiżowi czekać.
Jeśli to komuś nie przeszkadza - dobrą wiadomością jest ponownie to, że automatyczna, dwusprzęgłowa skrzynia biegów jest już wliczona w cenę.
Podobnie wliczone w cenę są m.in. 17-calowe felgi aluminiowe, asystent parkowania z kamerą cofania, podgrzewane przednie fotele, automatyczna klimatyzacja i kilka systemów wspomagających bezpieczeństwo jazdy.
Niestety nie wygląda na to, żeby BMW chwaliło się, że wyprodukowane już auta można kupić dużo, dużo taniej. Z drugiej strony - jeśli nie wybrzydzamy, to za cenę podobną do tej z konfiguratora możemy znaleźć "Jedynkę" na 18-calowych felgach i z kilkoma dodatkami, których w standardzie nie ma.
Volvo - 176 900 zł

W Szwecji nie ma miękkiej gry - za najtańszy model, czyli X40, trzeba cennikowo zapłacić równe 176 900 zł.
Za te pieniądze dostaniemy auto z napędem na przednią oś i napęd B3 Mild Hybrid, czyli 163 KM i 8,6 s do setki.
W standardzie dostaniemy m.in. LED-owe reflektory, adaptacyjny tempomat, kamerę parkowania, systemy bezpieczeństwa, dwustrefową klimatyzację, system poprawy jakości powietrza, 7-stopniową, dwusprzęgłową przekładnię automatyczną i relingi dachowe.
Lexus - 156 400 zł

Ale tylko pod warunkiem, że chcemy bardzo żółte auto. W przeciwnym razie cena Lexusa LBX idzie w górę o kilka ładnych tysięcy złotych i przeważnie ląduje w okolicach 160 tys. Przynajmniej jeśli mówimy o autach z najnowszego roku modelowego.
Oczywiście, jak to w przypadku Lexusa bywa, możemy liczyć na hybrydowy napęd, bazujący tutaj na 1,5-litrowym, trzycylindrowym silniku benzynowym, dostarczający nam 136 KM. Sprint do setki w 9,2 s - jak widać - nie odstaje przesadnie od konkurencji z kategorii "najtańsze premium", a do kompletu dostajemy jeszcze bezstopniowe e-CVT.
Do tego Lexus dorzuca jeszcze bez dopłaty 17-calowe felgi aluminiowe, LED-owe reflektory z automatycznymi światłami drogowymi, dwustrefową klimatyzację automatyczną i adaptacyjny tempomat. Kusi trochę dodatkowy pakiet Comfort, w którym znajdziemy m.in. podgrzewane fotele przednie i elektryczną regulację podparcia lędźwiowego w fotelu kierowcy (6 tys. zł dopłaty), no ale miało być jak najtaniej.
Jeśli przy tym ma być absolutnie jak najtaniej, to warto jednak poszukać oferty na modele z rocznika 2025 - tam cena zaczyna się od 133 800 zł.
Alfa Romeo - 133 800 zł

Najstarsi górale wprawdzie pamiętają, że za tyle - albo nawet mniej - można było kupić pachnącą nowością Giulię, ale to już nie te czasy. Teraz cennik włoskiej marki otwiera miejski crossover, czyli Junior.
Pod maską - jak łatwo się domyślić - drzemie 1.2 Hybrid o mocy 145 KM, łączony z eDCT6, który pozwala autu rozpędzić się do setki w 8,9 s. Z podstawowym Volvo może i nie wygramy, ale z BMW można się już spod świateł ścigać bez kompleksów.
Nie-aż-takie-napawające-kompleksami jest też wyposażenie. W standardzie mamy m.in. opcję wyboru trybów jazdy, automatyczną klimatyzację (niestety jednostrefową), tempomat, czujniki parkowania z tyłu, elektrycznie regulowane lusterka zewnętrzne, LED-owe reflektory i automatyczne światła drogowe, pakiet systemów bezpieczeństwa, 4 głośniki i 10,25-calowy ekran systemu multimedialnego.



















