Nowe auto po gradobiciu. 24 tys. zł to chyba za mało
U jednego dealerów znalazła się bardzo tania Kia Ceed z rocznika 2025, choć bez przebiegu. Ma jednak pewien feler, który znacznie obniża jej cenę - przeżyła gradobicie.

Kii Ceed chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. To jedno z popularniejszych aut kompaktowych w Polsce, uznawane za model, który wyniósł koreańskiego producenta na europejskie salony. Mimo popularności trudno jednoznacznie mówić o sympatii do tego auta - swojego czasu był to najpopularniejszy radiowóz patrolowy w naszym kraju. Jednak dla tej promocji niektórzy będą skłonni wyrzucić swoją dyskografię Slums Attack.
Obniżka o 24 tys. zł
U warszawskiego dealera Carserwis na sprzedaż stoi Kia Ceed 1.5 T-GDI w wersji wyposażenia M. Jako że Ceed jest modelem schodzącym, potencjalnych konfiguracji ostatnich egzemplarzy nie będzie za wiele - silnik jest jeden, skrzynie biegów dwie (w naszym egzemplarzu jest to 6-biegowy manual) oraz trzy wersje wyposażenia.
W tym przypadku jest to wersja M, w której znajdziemy m.in. elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne, tempomat z ogranicznikiem prędkości, system EcoDynamics (automatyczne wyłączanie silnika na postoju), kamerę cofania czy interfejs Apple CarPlay i Android Auto. Zgodnie z katalogiem oryginalna cena tak skonfigurowanego modelu to 108 900 zł. Ten jednak jest do "łyknięcia" za zaledwie 84 950 zł.

Ale skąd obniżka o aż 24 tys. zł? Nie mówimy przecież o aucie luksusowym, tylko niedrogim kompakcie, dla którego to prawie 1/4 ceny. Do tego jest to egzemplarz bez przebiegu i niezarejestrowany.
Haczykiem jest tutaj gradobicie - auto było wystawione na działanie tego szkodliwego opadu, po czym zostało naprawione metodą PDR (wyciągania wgnieceń z karoserii, bez potrzeby szpachlowania i malowania). Niektórym może przeszkadzać taka historia auta, ale czy właściwie jest się czego bać?
Auto po gradobiciu - czy warto?
Ten problem tyczy się głównie samochodów używanych - nowe auta mogą doświadczyć gradobicia głównie gdy stoją miesiącami na placu. Jednak mamy tu idealny przykład, że się to zdarza.
Jeżeli chodzi o znaczenie najbardziej dosłownie - czy "warto" - to od razu można odpowiedzieć, że tak. Auta po gradobiciu są dużo tańsze, nawet o kilkadziesiąt procent. Podzespoły też powinny działać jak trzeba - przecież z nieba lecą kulki lodu, a nie kule do kręgli.
Jedyne problemy znajdziemy na karoserii, gdyż będzie ona pełna wgnieceń czy też odprysków, a nawet pęknięć na powierzchniach szklanych (szyby, reflektory). Koszt doprowadzenia auta "do porządku" po gradobiciu wiąże się głównie z naprawami wizualnymi. Jeżeli ich koszt przewyższy potencjalne oszczędności (tj. względem ceny auta nieuszkodzonego), to można powiedzieć, że kupno auta po gradobiciu traci swój sens. Poza tym, kiedyś będziemy chcieli to auto sprzedać - a to może być znacznie utrudnione.
Uszkodzeniami transportowe - temat tabu
Podobnym tematem co gradobicia są uszkodzenia transportowe. Te jednak dotyczą już niemal wyłącznie aut nowych, a polegają na uszkodzeniach karoserii samochodu w trakcie jego transportu z fabryki do salonu.
Uszkodzenia transportowe mogą być różne: najczęściej są to rysy na lakierze bądź wgniecenia karoserii, choć mogą to być także uszkodzone lampy czy szyby, ślady kleju czy uszkodzenia wydechu (nota bene - gradobicie też się często zalicza do uszkodzeń komunikacyjnych). Tutaj straty często są ukrywane przez dealerów, co prowadzi do wzrostu popularności odbioru samochodu z rzeczoznawcą, o czym więcej pisaliśmy tutaj:
Najgorzej, kiedy wyjedziemy już takim uszkodzonym autem z salonu. Wówczas odpowiedzialność spada na nas, przez co dochodzenie swoich praw jest znacznie utrudnione. Dlatego kiedy wystąpią pewne podejrzenia, że coś z naszym autem może być nie tak (np. opóźnienia w terminie odbioru) warto czasem poradzić się kogoś mądrzejszego.
Więcej porad znajdziesz tutaj:



















