Nowy Brabus z V12 niszczy szyszynkę. 77 osób przebiera nogami ze szczęścia
Niemiecki tuner stworzył najważniejszy samochód w całej swojej historii i wcale nie chodzi o jego 1000-konne V12. Brabus Bodo wygląda jak pojazd Batmana, na którego zakup pozwoli sobie tylko 77 nabywców.

Każdego dnia motoryzacja robi malutki krok w kierunku elektryfikacji, ale wciąż zdarzają się marki, które potwierdzają, że nadal da się tworzyć samochody, do których będziemy wzdychać latami. Brabus Bodo z potężnym V12 z pewnością się do nich zalicza, tym bardziej że niektórzy będą musieli poczekać na jego odbiór aż pięć lat – i to w najbardziej optymistycznym założeniu.













Oto zupełnie nowy Brabus Bodo
Założę się, że większość osób nawet nie zdaje sobie sprawy, kiedy rozpoczęła się historia Brabusa. Początek marki sięga 1977 roku, gdy niejaki Bodo Buschmann zdenerwował swojego ojca, przyjeżdżając pod jego salon Mercedesa nowym Porsche. Pod namową ojca młody chłopak przesiadł się do Klasy S W116, ale nie był do końca przekonany do jej ospałego charakteru. To skłoniło go do modyfikacji auta i poprawy jego osiągów, a nawet założenia warsztatu z kolegą ze studiów, Klausem Brackmannem. To właśnie od pierwszych trzech liter nazwisk obu panów wzięła się nazwa Brabus, którą fani motoryzacji kojarzą do dziś.
Brabus postanowił uczcić historię pisaną od dekad, dlatego stworzył dzieło równie wyjątkowe, co sam założyciel, któremu od lat marzyło się stworzenie szalonego coupe 2+2. Tak właśnie narodził się Bodo, supersamochód bazujący na modelu Aston Martin Vanquish, ale chyba sami przyznacie, że projektanci wprowadzili tyle zmian, że ewentualne podobieństwo widać chyba tylko przez linię szyb.
Całe nadwozie Brabusa Bodo wykonano z włókna węglowego, które dodatkowo obniża masę już i tak potężnego pojazdu. Maska jest tak długa, że mogłaby robić za lądowisko dla helikoptera, a pas przedni przypomina mi trochę połączenie Mercedesa-AMG SL i Rolls-Royce’a Spectre, głównie przez reflektory i grill. Boczna sylwetka jest najbardziej stonowana, a przez daleko poprowadzoną tylną część może kojarzyć się trochę z Bentleyem Continentalem. W połączeniu z 22-calowymi felgami wygląda to nieziemsko.
Tył wyróżnia się potężnym dyfuzorem z czterema końcówkami układu wydechowego umieszczonymi nad sobą, aktywną aerodynamiką i segmentowymi światłami LED. Chyba wszyscy zgodzimy się, że Bodo śmiało mógłby robić za auto Batmana, bo całość prezentuje się mrocznie, majestatycznie i jednocześnie zadziornie. No dobra, może poza podświetlanym logo Brabusa, które jest całkowicie niepotrzebne.









Macie, czego chcieliście
Wnętrze Brabusa Bodo ocieka karbonem i czarnymi skórzanymi tapicerkami o strukturze rybiej łuski. Widać też spore połacie alcantary, wstawki z logo tunera, a nawet haftowany podpis Bodo Buschmanna i sylwetkę auta. Szklany dach wpuści choć trochę światła do ciemnego wnętrza, ale chyba jeszcze ważniejsze jest to, że nowy model jest czteromiejscowy. Oczywiście osoby siedzące z tyłu nie będą miały tak wygodnie jak w pełnoprawnej limuzynie, ale myślę, że przez fakt, w jakim aucie się znajdują wcale nie będzie im to przeszkadzać.
Brabus to jednak nie tylko wygląd, ale i osiągi, dlatego zapewne również i wy jesteście tutaj, by posłuchać o tym, co znajduje się pod maską Bodo. Cały zestaw składa się z ręcznie zbudowanego 5,2-litrowego V12 z układem turbodoładowania Brabusa składającego się z dolotu ram-air, wydajnego intercoolera i dwóch specjalnie opracowanych turbosprężarek. W efekcie samochód generuje aż 1000 KM i 1200 Nm, czyli o 165 KM i 200 Nm więcej niż w seryjnym Vanquishu.
To całkiem imponujące cyferki, zwłaszcza że mówimy o aucie z napędem wyłącznie na tył, które według danych Brabusa i tak jest w stanie rozpędzić się do setki w zaledwie 3 sekundy. Po kolejnych 5,5 sekundach na liczniku ujrzycie już 200 km/h, a sprint do setki od zera zajmuje zaledwie 23,9 sekundy. Jeśli myślicie, że kosmiczne osiągi lepiej się czegoś złapcie, bo nie napisałem jeszcze, jaka jest prędkość maksymalna Bodo. Supersamochód coupe 2+2 przestanie przyspieszać dopiero przy 360 km/h i to zapewne przez elektroniczny kaganiec.
Trochę sobie poczekacie
Trzeb przyznać, że Brabus Bodo to zaskakująco ładnie narysowany samochód, z sercem, o którego przetrwanie modli się chyba każdy fan motoryzacji. Klienci tak wyjątkowych dzieł często są zmuszeni czekać na nie latami – i tak będzie również w przypadku zabawki limitowanej do 77 egzemplarzy, co jak się pewnie domyślacie, nawiązuje do roku powstania marki.
Tuner zapowiedział bowiem, że chce produkować od 10 do 15 pojazdów rocznie, co oznacza, że niektórzy nabywcy będą zmuszeni czekać na swój samochód nawet 5 lat, i to w najbardziej optymistycznym założeniu. Sporo, zwłaszcza że mowa o aucie kosztującym ponad 1 mln euro, co w luźnym przeliczeniu daje ponad 4,2 mln zł. Obawiam się, że żadna zrzutka tu nie wystarczy, bo klientów chętnych na zakup Bodo pewnie nie zabraknie.
Dowiedz się więcej o marce Brabus:



















