Istnieje kilka dyżurnych tematów, gdzie ludzie zaczynają rzucać w siebie kamieniami. Pierwszy z brzegu wątek to polityka, gdzie nie trzeba długo czekać na awanturę. Inny przykład? Polska motoryzacja. Wystarczy rzucić hasło “Polonez” i poczekać kilka minut.

Przy czym nie trzeba tego mówić w żadnym konkretnym kontekście, ani nadawać wypowiedzi żadnego specyficznego tonu. Wystarczy po prostu powiedzieć albo napisać cokolwiek o Polonezie, a ludzie sami zaczną okładać się pięściami. Jak na zajęciach z WF-u w szkole podstawowej, gdzie nauczyciel rzuca piłkę i sam chowa się do kantorku. Ostatnio miałem doskonały przykład, kiedy na swoje alternatywne social media wrzuciłem zdjęcia pewnego Poloneza spotkanego w Tarnobrzegu.
Komentujący natychmiast podzielili się na dwa obozy i zaczęli rzucać w siebie surowymi jajkami
Jedni zaczęli pisać, jaki to Polonez jest wspaniały, drudzy stanęli w opozycji i zaczęli głosić, jaki jest beznadziejny, po czym od słowa do słowa zaczęły się wzajemne obelgi. Oczywiście, obydwa obozy traktowały swoją rację jako najmojszą i nie dopuszczały innego punktu widzenia.
Jak łatwo się domyśleć, wypowiedzi w większości przypadków były na poziomie 13-latków kłócących się na szkolnym korytarzu. Mniej więcej w stylu “twoja stara” versus “chyba twoja”. Niektórzy też przyjęli treść jako obraźliwą wobec wozu, co również spotkało się z przejawami słownej agresji, tym razem wymierzonej we mnie.
Lud odezwał się nie pytany w ogóle o zdanie
Najlepsze we wszystkim jest to, że post miał charakter ciekawostki, gdzie nawet słowem nie wspomniałem o moim stosunku do Poloneza. Jego wydźwięk był całkowicie neutralny, a na miejscu polskiego auta mogło być cokolwiek: Duży Fiat, Dacia 1300, Ford Anglia, Simca Aronde albo DeTomaso Mangusta. Ot, po prostu, stary grat, ciekawe smaczki, czarne blaszki - popatrzmy wszyscy. Wystarczyło jednak słowo “Polonez” i ludzie momentalnie przyjęli bojowe postawy, tracąc przy tym jakiekolwiek poczucie humoru, jeżeli w ogóle mieli je przedtem.
Fanatycy traktują Poloneza jak nietykalne bóstwo
Oczywiście, w sekcji komentarzy najbardziej aktywni byli jego zwolennicy. Polonez jest idealny, nie ma żadnych wad, a wszystkie jego ułomności konstrukcyjne to spisek zagranicznych koncernów.
Nikt o to nie pytał, ale niektórzy poczuli się w obowiązku stanąć w obronie legendy. Że Polonez to i tamto, a inni to z kolei terefera i tralala. Tak, jakby trzeba było na każdym kroku udowadniać, że ten pojazd wcale nie jest taki zły, a jego przeciwnikom się tylko wydaje. Widać tutaj silny syndrom “oblężonej twierdzy”.
Sam do Poloneza nic nie mam, nawet szacunku, ale potrafię być obiektywny
Miałem w życiu Poloneza, a sam jeździłem kilkunastoma. Były to zupełnie różne wozy: z innych lat produkcji, z odmiennymi silnikami, w różnym stanie utrzymania. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich było to, że każdy z nich był przestarzałym klamotem.
Niemniej, Polonez jest na pewno “jakiś” i po stokroć wolałbym jeździć Polonezem, niż np. nijakim Audi 80 albo Volkswagenem Golfem. Owszem, są to samochody obiektywnie lepsze, ale dla mnie zupełnie przezroczyste. Polonez jest ciekawszy pod kątem doznań z jazdy, bo przynajmniej coś się dzieje w trakcie.
Najwyższa pora wyjąć kij
Naprawdę, dystans do siebie i swojego otoczenia jest zdrowy - polecam spróbować. Polonez to nie religia ani własna matka, aby robić gównoburzę, bo ktoś gdzieś coś powiedział albo napisał.



















