Pojechałem na zlot włoskiej motoryzacji. To nie Ferrari były najciekawsze

W ubiegłą niedzielę pofatygowałem się na imprezę Forza Italia. Bardzo lubię jej klimat, gdzie właściciel wypolerowanego Ferrari rozprawia na różne tematy z właścicielem poklejonej taśmą starej Pandy. Jak zawsze, oglądałem się za autami innymi niż wszyscy.

Pojechałem na zlot włoskiej motoryzacji. To nie Ferrari były najciekawsze

Impreza tradycyjnie odbyła się na terenie urokliwego pałacu w Rozalinie. W tym roku pogoda niestety nie dopisała, ale i tak na miejscu wdzięczyło się spokojnie trzycyfrowa liczba aut produkcji włoskiej. O ile przyjechało mnóstwo obiektywnie wspaniałych samochodów, o tyle dużo mniej aut zaspokoiło mój specyficzny motoryzacyjny gust, aniżeli miało to miejsce w latach poprzednich.

Przyjechałem prawdziwym włoskim samochodem. Żodyn się nie poznał. Żodyn.

Plusem było to, że przyjechało więcej Fiatów Tempra niż Lamborghini. Minusem zaś, że odnotowałem tylko jedną klasyczną Pandę i np. ani jednego pierwszego Fiata Uno. Jestem oburzony. Ogólnie, jeżeli chodzi o modele starsze, to najwięcej odnotowałem Fiatów Punto i Cinquecento. Jak co roku, impreza była także i tym razem zdominowana przez nowoczesne auta, które emocjonalnie zupełnie mnie nie poruszają.

Zaliczam się do tej specyficznej grupy ludzi o dziwnych zainteresowaniach - kiedy tłum patrzy z zachwytem w jedną stronę, ja w tym samym czasie z podobnym zachwytem patrzę w drugą. Ma to swoje praktyczne zalety, ponieważ kiedy właściciel Lamborghini Aventador robił pokaz muskulatury wozu i pobiegli za nim wszyscy uczestnicy, ja mogłem w spokoju porobić zdjęcia starego Fiata Punto.

W związku z powyższym, mam swój ranking wozów, które z różnych powodów najbardziej zwróciły moją uwagę

Ranking jest całkowicie subiektywny, dlatego w ogóle nie interesują mnie opinie, jak mógł mnie w ogóle zaciekawić taki przezroczysty samochód. Kolejność pozycji w rankingu jest całkowicie przypadkowa - nie liczyłem, na który pojazd gapiłem się najdłużej, a na który najkrócej.

DeTomaso Pantera. A niech będzie coś obiektywnie ciekawego, czyli włoskie wzornictwo wypełnione amerykańskim silnikiem Forda. Kiedy byłem małym dzieckiem i mój umysł nie został jeszcze należycie skrzywiony graciarstwem, z jakiegoś powodu DeTomaso Pantera był jednym z moich ulubionych supersamochodów. Nie mogę się pochwalić tym, że miałem jego model na półce albo plakat na całą ścianę, ale zawsze zwracał moją uwagę w każdym katalogu Samochody Świata. Dodatkową zaletą w moich oczach było to, że żaden z moich kolegów go nie kojarzył, dlatego mogłem zaszpanować w towarzystwie. Na dzisiaj zaś jest to wóz bardzo rzadko widywany na imprezach, dlatego marka DeTomaso w zalewie Ferrari ewidentnie się wyróżnia.
Alfa Romeo 75. Do momentu wprowadzenia nowej Giulii, była to ostatnia tylnonapędowa Alfa Romeo. Mam trudną do wytłumaczenia słabość do tego modelu, a przez jego niewielką popularność na drogach zawsze jestem zaczarowany każdym spotkanym egzemplarzem. Być może wynika to z pewnej łobuzerskiej otoczki, związanej z dość niespotykanym na tę klasę auta technicznym wyrafinowaniem (silniki V6 i skrzynia z tyłu) i bardziej "sewentisowym" wyglądem.
Alfa Romeo SZ. Tego pojazdu nie trzeba zbyt długo komentować, ponieważ właściwie broni się sam. Jeden z 1036 wyprodukowanych egzemplarzy Alfy SZ, w jedynej dostępnej konfiguracji kolorystycznej. Podobnie, jak DeTomaso Pantera, samochód ten (wraz z roadsterem RZ) za gówniarza ściągał moją uwagę w motoryzacyjnej prasie.
Maserati Quattroporte. Czwarta generacja szybkiego sedana Quattroporte, subiektywnie najmniej udana, dlatego zwracająca moją uwagę. Quattroporte zasłynęło jako archetyp czterodrzwiowego coupe, czyli niby sedana, ale ze znacznie wysmukloną linią nadwozia. Tymczasem, wóz tej generacji wygląda jak, za przeproszeniem, Fiat Tempra z dodatkowym pakietem stylistycznym. To najmniejsze Quattroporte w linii życia tego modelu.
Fiat 2300 Familiare. Samochody w wersji kombi zawsze mi się podobały ze względu na swoją wielofunkcyjność. Mogły służyć jednocześnie za zwykły dupowóz, samochód dostawczy do wożenia gruzu, kilkuosobowy mikrobus, a także miejsce do spania po rozłożeniu tylnych siedzeń. Im mniej pospolite jest takie kombi, tym lepiej - jeździłbym wszędzie, gdzie tylko się da.
Lancia Zeta. Wspaniały włoski samochód, a w tle jakieś Ferrari. W Polsce wóz ten znany jest głównie pod nazwą Fiat Ulysse, rzadziej pojawiał się na drogach jako Peugeot 806 lub Citroen Evasion. Lancia Zeta z całej czwórki była najrzadziej spotykana i przyznam, że dopóki nie zobaczyłem jej ostatnio w Rozalinie, zdążyłem już zapomnieć o istnieniu takiego pojazdu. Znacznie częściej widuje się jej następczynię, czyli model Phedra.
fot. Samochodowy Grabarz
Fiat Brava. Borze iglasty, jaki to jest zwykły wóz, to ja nawet nie. Aczkolwiek, zupełnie nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem takiego na drodze, przy tym w tak ładnej kondycji. Takie pospolite auta mają zawsze najgorzej, bo najpierw jest ich wszędzie dużo, a później nikt nie zauważa, kiedy nagle ich już nie ma.
Autobianchi A112. Autko na pierwszym planie samo w sobie jest wspaniałe, ale w specyfikacji “całe w chromie” wygląda chyba najlepiej, jak tylko jest w stanie wyglądać. Model A112 w Polsce kojarzony jest głównie z późniejszych egzemplarzy pochodzących z lat 80. - ten został wyprodukowany w 1971 roku, dlatego mocno się wyróżnia na tle pozostałych.

Nie będzie tutaj żadnych Ferrari ani Lamborghini

Bo nie.

Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-17T20:59:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T13:22:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T09:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-16T17:07:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-16T11:19:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-16T10:07:00+02:00