Silnik elektryczny padł po 165 tys. km. Mechaników zaskoczyła złośliwość producenta
To, że jakiś podzespół uległ awarii po pewnym czasie, nie jest specjalnie dziwne. Dziwne, choć raczej oburzające jest to, że zrobiono go tak, aby uniemożliwić naprawę. Myślałem, że to w Unii Europejskiej zabronione.

Firma EV Clinic dzieląca się historiami napraw aut klientów na swoim koncie na X daje wyjątkowo interesujący wgląd w przyszłość, która nas czeka, gdy w stu procentach przesiądziemy się na samochody elektryczne. Wielokrotnie podkreślałem już, jak fałszywe jest przeświadczenie, że w samochodach na prąd nie ma się co psuć – ma, i to jeszcze jak; w sposób, którego nie jesteśmy jeszcze świadomi i którego dopiero będziemy musieli się nauczyć.
Ta Skoda Enyaq przejechała 165 tys. km do awarii silnika
Usterka polegała na przelaniu się oleju z komory dyferencjału przy silniku do przekładni. Zapewne winne było łożysko wału, które uległo deformacji i przestało być szczelne. Prawdopodobnie stało się tak dlatego, że olej smarujący łożyska wału stracił swoje właściwości po tak dużym przebiegu. W silniku elektrycznym znajduje się ok. 1 litra oleju i jak podkreśla EV Clinic – nikt tego oleju nigdy nie wymienia. Klientów wzywa się na przeglądy aut elektrycznych, podczas których zlewa się łatwe do wymiany płyny, jak hamulcowy i chłodniczy – najczęściej niepotrzebnie, bo cóż złego dzieje się z płynem chłodniczym po roku? Pomija się natomiast wymianę oleju w silniku, ponieważ jest to skomplikowane i nie ma na to procedury. Trudno sobie jednak wyobrazić, żeby ten olej był wieczny. Po 165 tys. km jego własności smarne mogą być już słabe, więc przegrzane łożysko się zdeformowało i przestało „łożyskować”. Do tego miejsca można być jeszcze tylko lekko oburzonym lub pomyśleć o wymianie oleju w silniku elektrycznym, jeśli akurat takie auto posiadamy.
Łożysko można wymienić, prawda?

Wydawałoby się, że łożyska to takie części, które są znormalizowane dla łatwiejszej wymiany. W razie awarii kupujesz nowe, pasujące na wymiar. Wprasowujesz je na miejsce i ono znowu działa. W tym momencie jednak ujawnia się makiaweliczny charakter korporacji, która te specjalne, trudne w wymianie łożyska produkuje w wyjątkowo nietypowym wymiarze. W dodatku nie są one dostępne jako zestaw naprawczy od tej samej firmy, która wytwarza je na pierwszy montaż. Można nazwać to złośliwością, można nazwać to złamaniem unijnej dyrektywy o prawie do naprawy (right to repair), co kto lubi – nie należy jednak sądzić, że tak robi tylko VAG, Stellantis albo Ford. Tak robią wszyscy. W końcu jest to silnik Siemens-Valeo spotykany w rozmaitych zastosowaniach.
Oczywiście wkrótce ktoś wyprodukuje zestaw naprawczy łożysk do tego silnika
Rynek tego zażąda, nikt nie będzie przecież z własnej woli płacił ponad 20 tys. zł za wymianę silnika elektrycznego czy przekładni. Być może zwiększy się również świadomość w kwestii konieczności zmiany oleju. Na razie mamy typową sytuację dla nowych samochodów: po 2-3 latach pojawiają się pierwsze poważne usterki i wtedy wychodzi na jaw zarówno konstrukcja utrudniająca naprawy, jak i brak części zamiennych. Za 10-15 lat, gdy te pojazdy będą już tanimi autami z trzeciej czy czwartej ręki, takie naprawy wykona pewnie dowolny lokalny warsztat, a zestaw naprawczy łożysk będzie czekał dostępny od ręki w hurtowni.
Jaka jest trwałość silników elektrycznych w samochodach?
Odpowiedź na to pytanie brzmi oczywiście „to zależy”. Wczesne Tesle Model S miały silniki tak nietrwałe, że wymieniano je najczęściej jeszcze w okresie gwarancji. Powodem był przeciekający płyn chłodzący, który wlewał się do komory silnika przez źle wykonane uszczelki. Większość silników elektrycznych jest jednak trwała, bo to proste i znane od dziesiątek lat urządzenie. Głównym ich wrogiem jest wysoka temperatura, więc w pierwszej kolejności trzeba dbać o poziom płynu w układzie chłodzenia (o ile taki istnieje, bo np. Nissan Leaf I generacji go nie ma). Można uznać, że awaria silnika elektrycznego w Skodzie Enyaq po 165 tys. km to jednorazowa wpadka i nie da się na tej podstawie stwierdzić, czy silniki Siemensa są usterkowe. Da się natomiast stwierdzić zbyteczną trudność w dobraniu łożysk i brak procedury wymiany oleju, co powinno zostać poprawione dla korzyści użytkowników, nie powodując kosztów po stronie producenta.