Japoński przebój nie będzie elektryczny. To początek złych informacji
Zacznijmy od czegoś, co brzmi dobrze: kolejna generacja kultowego roadstera z Hiroszimy, czyli Mazdy MX-5, nie będzie samochodem elektrycznym. Nie jestem pewien, czy jest się z czego cieszyć.

Z wypowiedzi przedstawicieli Mazdy Europe wynika jasno: następca obecnej MX-5, czyli generacji ND, otrzyma jakiś poziom elektryfikacji, choć Japończycy zrobią wszystko, by „nie zatracić lekkości i mechanicznej prostoty” - czyli tego, za co od lat kochamy ten wóz.
Obecna generacja ND jest na rynku od 2014 roku i - jak podkreślają przedstawiciele marki - pozostanie w ofercie jeszcze przez kilka lat. Mazda nie zamierza podejmować pochopnych decyzji. Prace nad następcą, oznaczonym jako NE, trwają, a prototyp już istnieje. Ostateczna koncepcja napędu nie została jednak zatwierdzona.

Elektryfikacja tak, ale…
Jo Stenuit, dyrektor designu Mazdy w Europie, uspokaja w rozmowie z duńskim AutoRAI: fundamenty MX-5 nie podlegają negocjacjom. Ma być lekko, przystępnie i przede wszystkim przyjemnie w prowadzeniu. A to - jak przyznaje - w ogromnym stopniu zależy od układu napędowego.
Choć sam deklaruje sympatię do klasycznych silników benzynowych, potwierdza, że kolejna MX-5 „będzie miała jakąś formę elektrycznego wsparcia”. Najłagodniejszym scenariuszem jest układ mild hybrid, ale to tylko punkt wyjścia. W grze mogą być bardziej zaawansowane rozwiązania, włącznie z hybrydą plug-in lub architekturą z range extenderem.
Z pewnością Mazda analizuje scenariusz umożliwiający krótkie, ciche przejazdy w trybie elektrycznym. Jednocześnie marka nie chce dopuścić do sytuacji, w której akumulatory zdominują konstrukcję auta.
Christian Schultze, odpowiedzialny za badania i zgodność technologiczną w Europie, otwarcie przyznaje, że w pełni elektryczna MX-5 byłaby ogromnym wyzwaniem inżynieryjnym. Akumulator potrafi stanowić nawet połowę masy pojazdu, co oznaczałoby konieczność całkowitej zmiany architektury samochodu. A to grozi utratą tego, co w MX-5 najważniejsze - wyważenia i bezpośrednich reakcji.

Kosztowne koło ratunkowe
Mazda widzi jeszcze jedną drogę - paliwa syntetyczne. Zdaniem Christiana Schultze to najprostszy sposób na redukcję emisji bez rewolucji konstrukcyjnej. Umożliwiłyby dalsze wykorzystanie klasycznego silnika spalinowego przy zachowaniu charakteru auta.
W połączeniu z lekką formą elektryfikacji - na przykład z miękkim wsparciem hybrydowym - syntetyczne paliwa mogłyby pozwolić MX-5 spełnić coraz ostrzejsze regulacje emisyjne.
W tle pojawia się także temat większego, 2,5-litrowego silnika z rodziny SkyActiv-Z, o którym wspominał wcześniej dyrektor techniczny Mazdy, Ryuichi Umeshita. Jednak również ten scenariusz budzi wątpliwości. Większa jednostka oznacza większą masę z przodu, a to bezpośrednio wpływa na balans i reakcje układu kierowniczego. W przypadku MX-5 każdy kilogram ma znaczenie.

Mazda nie spieszy się z rewolucją
Choć spekulacje wokół MX-5 NE przybierają na sile, generacja ND póki co nigdzie się nie wybiera. Mazda koncentruje się na jej dalszym rozwijaniu i utrzymaniu w ofercie tak długo, jak pozwolą na to przepisy.
Plan na teraz jest następujący: Mazda chce przygotować się technologicznie na różne scenariusze, ale nie podejmować decyzji, dopóki nie będą absolutnie konieczne. Tyle że opcja z paliwami syntetycznymi - choć kusząca, bo pozwoli zaprojektować MX-5 tak, jak gdyby nigdy nic i zachować pozory tego, że to auto „jak dawniej” - może sprawić, że jazda budżetowym roadsterem stanie się potwornie droga. Jak na razie, takie paliwa kosztują mnóstwo pieniędzy. I nic nie wskazuje na to, że to może się szybko zmienić. Elektryk byłby... tańszy.



















