Danusia skradła show Maxowi. Nawet brak koła jej nie przeszkodził
W miniony weekend odbył się 24-godzinny wyścig na słynnym, niemieckim torze Nurburgring. Mimo obecności gwiazdy F1 Maxa Verstappena, uwaga widzów była skupiona na załodze Olli's Garage, jadącej Dacią Logan pierwszej generacji z numerem 300. Mimo perypetii, udało jej się dojechać do mety.

Maxa Verstappena nie trzeba nikomu przedstawiać - nawet jeśli ktoś nie ogląda na bieżąco Formuły 1, to i tak powinien Holendra kojarzyć. To właśnie on z miejsca miał być główną gwiazdą podczas 24-godzinnego wyścigu na legendarnym Zielonym Piekle - torze Nurburgring. Jednak blask jego sławy został wkrótce przyćmiony przez prawdziwego bohatera ludu.
Dacia Logan kontra Max Verstappen
Już po rozpoczęciu wyścigu - głównie za sprawą komentarzy w mediach społecznościowych - ulubieńcem kibiców została Dacia Logan z numerem startowym 300, wystawiona przez zespół Olli's Garage, startujący w kategorii SP3T.
Przy czym nie mówimy tu nawet o aktualnym modelu, tylko o Loganie pierwszej generacji sprzed liftingu, czyli aucie z lat 2004-2006. Choć oczywiście nie był to standardowy sedan, który wczoraj wykonywał kursy na taksówce. Pod maską zamiast 1.4 z gazem albo wysokoprężnego 1.5 dCi znajdziemy silnik z Renault Megane RS - turbodoładowane 2.0, dodatkowo podkręcone do 280 KM.
Kiedy tylko kibice dostrzegli niebiesko-zielonego Logana pokonującego zakręty, od razu znaleźli w nim swojego ulubieńca. Związane z torem czy samym wyścigiem profile w mediach społecznościowych zostały zalane przez jej zdjęcia. Najbardziej ikonicznymi momentami całego wyścigu okrzyknięto jej spotkania ze wspomnianym "Supermaxem" - sam ten widok wygląda jak zderzenie dwóch równoległych wszechświatów. Ale to jest właśnie piękno wyścigów wytrzymałościowych. Czterokrotny mistrz Formuły 1 musiał mrugnąć "poganiaczami" kilka razy, żeby wyprzedzić auto, którym polscy dziadkowie jeżdżą na działkę.
Utrata koła i heroiczny finisz
Ostatecznie Dacia z czwórką kierowców w składzie Oliver Kriese, Christian Geilfus, Robert Neumann i Alexander Becker dojechała na metę na 107. miejscu - co na 161 załóg nie jest tragicznym wynikiem. Ale najważniejsze jest to, że w ogóle dojechała, gdyż po drodze nie obyło się bez nieprzyjemnych perypetii.
Najpierw doszło do awarii silnika, a następnie do kilku piruetów spowodowanych błędami kierowcy. Jednak najgorsze przyszło na zaledwie trzy godziny przed końcem wyścigu: Dacia rozbiła się i straciła lewe przednie koło. Jednak udało się ją odholować do strefy serwisowej, gdzie mechanicy pomogli jej wrócić z powrotem na tor.
Oficjalne konto wyścigu na Instagramie udostępniło klip przedstawiający triumfalnie powracającą na tor niebiesko-zieloną Dacię, która ukończyła wyścig pomimo długiej listy kar czasowych za wykroczenia, takie jak nielegalne zawracanie na torze i przekroczenie ograniczenia prędkości w strefie wolnego toru.
A zapytacie co u Maxa Verstappena? Ten wyścigu nie ukończył, gdyż jego zespół wycofał się z powodu usterki mechanicznej wału napędowego.
Przegrali wyścig, wygrali nasze serca
Tego powiedzenia (oczywiście w innej wersji) używa się często gdy na wielkich turniejach jakaś słabsza reprezentacja przegrywa minimalnie mecz z lepszą, jednak wcześniej grając z ogromną pasją i zaangażowaniem. Może odpadają z turnieju, ale dla kibiców to oni są zwycięzcami.
Stara, tania Dacia w stawce pełnej drogich, profesjonalnych samochodów wyścigowych przypomina, że jazda wolnym samochodem na wysokich obrotach jest o wiele przyjemniejsza niż jazda szybkim samochodem na niskich obrotach. A w rywalizacji czasem ważniejsze jest "serducho" niż miliony wydawane na najlepsze wyścigówki.
Ale jeszcze istotniejsza jest znowu kwestia kibiców. Z miejsca pokochali tego sedana, który połykał kolejne zakręty w Zielonym Piekle pomiędzy tuzami o 2-3 razy większej mocy i doświadczeniu, dojeżdżając do mety wyścigu na jednym z najbardziej wymagających torów na świecie. Przypomina to trochę reprezentację San Marino, której może zwykle nic nie wychodzi, ale każde towarzyskie zwycięstwo z Liechtensteinem czy Andorą rozchodzi się po internecie szybciej niż wyniki Barcelony w Lidze Mistrzów.
Nie pozostaje nam nic innego, niż życzyć grupie Olli's Garage - prowadzonej przez rodzinę i przyjaciół twórcy, Olivera Kriese - żeby startowali dalej swoim rumuńskim wozidłem. 107. miejsce nie ma tu znaczenia - bo tak naprawdę to oni wygrali ten wyścig.
Więcej o Daciach przeczytasz tutaj:



















