Orlen rozszerza zakaz dla chińskich aut. W Polsce też sprawdzą VIN
Niektórych zaskoczył fakt, że Orlen zakazał wjazdu chińskich samochodów na tereny czeskich rafinerii. Okazuje się, że w Polsce sprawy mają się dokładnie tak samo.

Nowe samochody często są wyposażone w kamery, czujniki, mikrofony i GPS. Dzięki nim użytkowanie auta jest wygodniejsze, ale zdaniem rządzących ryzyko wycieku zbieranych przez nie danych jest wyższe niż kiedykolwiek i może zagrażać bezpieczeństwo państwa. Największe obawy budzą pojazdy wyprodukowane w Chinach, które nie mogą już wjeżdżać na tereny wojskowe. Ostatnio podobny zakaz wprowadził czeski Orlen Unipetrol należący do Grupy Orlen i jak się okazuje, takie samo rozwiązanie działa nawet w płockiej siedzibie koncernu.

Chińskie samochody nie wjadą na tereny Orlenu w Polsce
Wygląda na to, że lista miejsc, na teren których nie można wjechać chińskimi samochodami stale rośnie. W połowie lutego zrobiło się głośno o komunikacie Sztabu Generalnego Wojska Polskiego mówiącym, że auta wyprodukowane w Chinach objęto zakazem wjazdu na tereny chronionych obiektów wojskowych przez możliwość niekontrolowanego pozyskiwania danych z ich systemów.
Poprzeczkę podniesiono, gdy okazało się, że od 11 marca czeska spółka Orlen Unipetrol, należąca do polskiej Grupy Orlen, zakazała wjazdu pojazdów wyprodukowanych w Chinach na teren rafinerii w Litivinowie, Kralupach, Pardubicach i Neratovicach. Podobnie jak w przypadku wojska, decyzja była podyktowana obawami o sposób wykorzystania danych zbieranych przez te pojazdy, które mogą potencjalnie zagrozić bezpieczeństwu infrastruktury krytycznej i państwa.
Właśnie dlatego Orlen Unipetrol zdecydował, że każdy pojazd – nim wjedzie na tereny wybranych czeskich rafinerii – musi mieć sprawdzony VIN. Jeśli numer identyfikacyjny pojazdu zaczyna się od litery L, oznacza to, że samochód został wyprodukowany w Chinach, czyli jego trasa zakończy się już przed bramą wjazdową.
Pewnie część z was stwierdzi, że to dobre i proste rozwiązanie, więc dla bezpieczeństwa warto zastosować je również w Polsce. I okazuje się, że Orlen też stosuje tu taką praktykę. Jak podają bowiem przedstawiciele Grupy Orlen w oświadczeniu przesłanym portalowi Interia, takie procedury są elementem wzmacniania standardów bezpieczeństwa i obowiązują nie tylko w Czechach, ale i w całej Grupie Orlen oraz wynikają z wewnętrznych regulacji spółki.
Analogiczne rozwiązania zostały wcześniej wdrożone w Płocku i kilku ważnych krajowych spółkach, a następnie będą systematycznie implementowane w kluczowych dla bezpieczeństwa aktywach – dodali przedstawiciele Grupy Orlen w komunikacie.
Kto następny?
Oczywiście logika podpowiada, że równie dobrze można by zakazać wjazdu pojazdów wyprodukowanych w innych krajach, które przecież też są wyposażone w kamery, czujniki, mikrofony, lokalizatory i inne systemy mogące zbierać i przesyłać dane w niekontrolowany sposób. Z drugiej strony, wtedy pracownicy zagrożonych obiektów musieliby korzystać z rowerów albo samochodów sprzed dekad – wiecie, tak dla pewności.
Kilka lat temu chińskie samochody miały zdecydowanie gorszą reputację, głównie przez jakość i słabsze zabezpieczenia, co faktycznie mogło powodować wątpliwości. Dzisiaj wygląda to jednak zupełnie inaczej. Ich popularność zauważalnie wzrosła, ponieważ często oferują rozwiązania zbliżone, a nawet lepsze od droższej i bardziej znanej konkurencji. Mimo to wiele osób wciąż uważa, że tylko one stanowią zagrożenie, a skoro kwestie bezpieczeństwa odgrywają obecnie tak duże znaczenie, lepiej dmuchać na zimne. Ciekawe, jakie miejsca znajdą się na liście zakazów wjazdu w przyszłości.
Więcej o chińskich samochodach przeczytasz tutaj:



















