Nowe auto z LPG. To jest tak tanie, że zaraz zaczną dodawać je do chipsów
Na rynku nie ma już tanich, rozsądnych aut, którymi można tanio jeździć? Błąd, oczywiście, że są. Najwyżej ich nie chcecie.

60 tysięcy złotych - co można za to kupić? Większość pewnie odpowie, że raczej nie nowe auto. Rzeczywistość jest jednak taka, że absolutnie, jak najbardziej można za taką kwotę wyjechać nie tylko kompletnie nowym samochodem, z aktualnego rocznika, ale jeszcze będziemy jeździć tanio, bo na stacji będzie nas bardziej interesować cena LPG niż czegokolwiek innego.
To teraz, żeby nie było już więcej teoretyzowania, praktyka.
Nowe auto z LPG za 60 tys. zł. Proszę bardzo:

Czyli poliftingowa Dacia Sandero, z bieżącego rocznika modelowego. Skrzynia manualna, ale to raczej nikogo nie zdziwi, bardziej miło-dziwiący jest fakt, że ma 6 przełożeń, co w tej cenie wcale nie jest standardem.
Silnik? Upragnione 120 KM, od razu z fabryczną instalacją LPG. Ani ta moc, ani tym bardziej instalacja gazowa nie są raczej czymś, czego wymagalibyśmy w tej cenie, a tutaj proszę - wszystko jest.
Można nawet napisać, że jest jakieś wyposażenie, choć zdecydowanie skromne. Klimatyzacja? Manualna. Felgi? Stalowe 16 cali. Tempomat? Zwykły, ale jest. LED-y? W światłach mijania. Do tego elektrycznie sterowane lusterka z podgrzewaniem, składana i dzielona kanapa, podłokietnik, wymagane minimum systemów bezpieczeństwa i proszę bardzo - mamy to.
Jedyny haczyk jest taki, że cena z ogłoszenia dotyczy określonych form finansowania, ale to nie problem, bo Sandero w takiej cenie - ewentualnie o kilka tysięcy drożej - jest całkiem sporo. Czyli ktoś chce i próbuje to sprzedać, więc można trochę powybrzydzać.
A jak chcę powybrzydzać?
O dziwo bez przekraczania granicy 70 tys. zł możemy sobie faktycznie poszukać czegoś innego.
Jeśli nie podoba nam się zwykłe Sandero, to przy odpowiednim finansowaniu za 66 900 zł (!) możemy mieć Sandero Stepway, które już trochę wchodzi w wizualny świat crossoverów. Za podobne pieniądze można mieć też - o dziwo - Joggera, czyli już naprawdę kawał praktycznego auta.

Oczywiście możemy też uzać, że chcemy kupić auto za gotówkę. Ale nawet wtedy Jogger będzie nas kosztował 75 900 zł, co biorąc pod uwagę jego ładowność, jest całkiem dobrą ceną po przeliczeniu na kupowane metry sześcienne.
Ale ja naprawdę nie chcę Dacii
Niedobrze, ale jest i na to rozwiązanie, choć z tego samego koncernu. Od okolic 70 tys. zaczyna się bowiem zdecydowanie bardziej atrakcyjne wizualnie od Sandero Renault Clio.

Również i w tym przypadku szału wyposażeniowego nie uświadczymy, ale klimatyzacja manualna jest, 16-calowe felgi stalowe są, dzielona i składana kanapa jest, a do tego nawet dostaniemy "pełne" LED-y, 7-calowy ekran systemu multimedialnego i kilka innych dodatków, które pewnie będą nam obojętne, bo bardziej będzie nas interesować to, że tanio kupiliśmy i tanio jeździmy.
Ale ja nie chcę ani Dacii, ani Renault
To jest problem, bo jeśli ma być nowe, z LPG i tanie, to w dużym skrócie lista ofert wygląda mniej więcej tak - z dodatkiem w postaci Sandero i Sandero Stepway:

Poza tym, gdzieś w okolicach 76 tys. zł zaczyna się pojawiać powoli Dacia Duster, ale raczej nieśmiało. Okolice 80 tys. zł to już natomiast moment, gdzie w Dusterach można powoli przebierać, a do tego pojawia się crossoverowa konkurencja w postaci Renault Captura (ok, to dalej ten sam koncern).
I niestety, jeśli nie chcemy za bardzo zbliżać się do 100 tys. zł, to na tym trochę kończy się nasz wybór. Zresztą do tej granicy występują głównie różne warianty wcześniej wspomnianych modeli, dopiero później do gry wchodzą nieliczni chińscy producenci.
Jeśli więc ktoś chce kupić tanio i jeździć tanio - już chyba nie ma wątpliwości, gdzie się kierować z poszukiwaniami. Tym bardziej, że 60-kilka tysięcy złotych za nowy samochód brzmi w 2026 roku zaskakująco dobrze - i to nawet pomijając LPG.



















