Oto nowy hot hatch Opla. Chciałbym wierzyć, że naprawdę jest hot
Opel pokazał nowej Corsie, jak smakują napoje energetyczne. W efekcie z prostego miejskiego auta zmieniła się w 281-konnego gościa z siłowni. Pytanie, czy w ogóle było warto.

Stworzenie nowego rasowego hot hatcha w 2026 roku to trudne zadanie, bo przez rosnącą popularność SUV-ów wielu producentów zwyczajnie rezygnuje z takiego rodzaju aut, przez co na rynku zostali już sami wyjadacze – a i nawet ich liczba pomału się kurczy. Tymczasem Opel chciał pokazać, że nie zapomniał, jak robi się emocjonujące samochody, dlatego jego sportowa submarka GSE wzięła się za Corsę. Mimo mocy sporej jak na te gabaryty, jest pewien haczyk.









Oto nowy Opel Corsa GSE
Przez siedem lat na rynku Corsie szóstej generacji znudziło się bycie kojarzonym z mamami dowożącymi swoje bąbelki do przedszkola. Przedstawiciel segmentu B chciał zostać kimś więcej, kimś, kto jeszcze bardziej zapadnie w pamięci kierowcy oraz przechodniów, którzy nie spojrzą na niego jak na kolejne nudne auto. Takim oto sposobem, pod koniec cyklu życia, producent należący do koncernu Stellantis postanowił pokazać miejskiemu wozidełku, jak intensywne potrafią być emocje. I tak narodziła się nowa Corsa GSE.
Z przodu w oczy rzuca się zderzak z większymi czarnymi wlotami pod reflektorami i dokładką w kolorze nadwozia. Z boku pojawiły się szersze nadkola, które dodają zacięcia, podobnie jak logo GSE na drzwiach, 18-calowe felgi i 4-tłoczkowe hamulce Alcon. Nie zabrakło też obniżonego zawieszenia ze specjalnie zaprojektowanymi osiami, stabilizatorami i amortyzatorami oraz ostrzejszego układu kierowniczego. Z tyłu zmieniło się najmniej, można zauważyć tu jedynie wyczernione pionowe obramowania odblasków.





W środku jest jeszcze lepiej
Skoro mowa o hot hatchu, dobrze byłoby, gdyby jego wnętrze jakkolwiek odróżniało się od zwykłej wersji auta – i rzeczywiście tak jest. Żółte pasy bezpieczeństwa oraz krata na kubełkowych fotelach ze znaczkami GSE i zintegrowanymi zagłówkami robią swoje, a oprócz tego kontrastowe przeszycia pojawiły się jeszcze na obiciach drzwi, na których również znajdziecie alcantarę, podobnie na kierownicy. Są nawet sportowe pedały z aluminium.
Nieduży 10-calowy dotykowy ekran pomoże śledzić dane o osiągach i przeciążeniach, a motywy stworzone specjalnie dla Corsy GSE wyświetlą się też na cyfrowych zegarach. Opel chwali się, że Corsa GSE oferuje podgrzewane fotele i kierownicę, kamerę cofania, bezkluczykowy dostęp i uruchamianie silnika oraz ładowarkę pokładową V2L.





Mogło być tak dobrze
To wszystko prowadzi nas do najważniejszej kwestii w przypadku hot hatcha, czyli jego możliwości. Założę się, że przez cały okres projektowania sportowego GSE spalinowa Corsa płakała przed halą i prosiła, żeby to właśnie ją wykorzystano, ale widocznie producent nie widział potencjału w 1,2-litrowej 100-konnej benzynowej jednostce. Użycie większego silnika też wydawało się bezsensowne, dlatego ostatecznie za bazę posłużyła Corsa Electric.
I nawet jeśli 281 KM i 345 Nm oraz przyspieszenie do setki w 5,5 sekundy mimo napędu na przód robią wrażenie na papierze – a raczej na ekranie – zastanawiam się, czy owe cyferki wygrają z faktem posiadania elektrycznego napędu. Wyobraźcie sobie, gdyby Opel zaprezentował Corsę niczym OPC z 2010 roku, które może i przyspieszało do 100 km/h o 1,7 sekundy wolniej, ale przynajmniej miało manualną skrzynię biegów i ważyło jakieś 400 kg mniej. Poza tym, nie musieliście przejmować się, kiedy wasz akumulator o pojemności 54 kWh postanowi się rozładować.
Nowa Corsa GSE próbuje być hot hatchem z krwi i kości, ale przez znikomą liczbę zmian wyszło to trochę nijako. Oczywiście dobrze byłoby poczuć na własnej skórze, jak prowadzi się ten sportowy maluch, ale elektryczne samochody tego typu raczej i tak są ślepym kierunkiem. Zamiast toru lub krętej drogi lepiej weźcie je na modny bulwar. Miejmy nadzieję, że cena zdoła odczarować pierwsze wrażenie. Zakładając, że Corsę e156 KM wyceniono na 143 300 zł, podwyżka o 20 000 zł za GSE wydaje się bardziej niż pewna.
Dowiedz się więcej o marce Opel:



















