Defender z Temu na sprzedaż w Polsce. Musiał zmienić nazwę przez Apple'a
W polskich ogłoszeniach można znaleźć bardzo dziwne samochody - coraz częściej do tego grona można zaliczyć chińskie auta, których nie sprzedaje się oficjalnie w Europie. Wśród nich znalazł się ciekawie stylizowany SUV iCar V23.

Koncern Chery ma swoim portfolio naprawdę wiele marek. Znamy już Omodę, Jaecoo, Exlantixa, czekamy także na Lepasa. Jest jednak tego sporo więcej i kilka następnych czeka w kolejce na swoją szansę w Europie. Wśród nich jest marka o nazwie iCar, oferująca m.in. model V23.
iCar czy iCaur?
iCar to marka, która w swojej krótkiej historii ma już na koncie problemy natury prawnej. Nazwa ta od razu może się skojarzyć z producentem elektroniki Apple, oferującym iPhone'y, iPady, itd. Miała ona kiedyś plany opracowania także samochodu, naturalnie nazwanego iCar, co po kilku lat głównie plotek i dywagacji ostatecznie upadło. Jednak prawa do nazwy pozostały, przez co na rynkach eksportowych chiński iCar będzie nosić nazwę iCaur. Mnie nie pytajcie, dlaczego tak - to nie ja wymyśliłem taką nazwę.
Jednak w Chinach to dalej "iCar". Najpopularniejszym modelem jest SUV V23 z napędem na cztery koła. Może się pochwalić muskularną, klasycznie stylizowaną sylwetką w stylu Land Rovera Defendera czy Mercedesa-Benza klasy G (choć najbliżej mu do chińskiego klasyka - Beijinga BJ212).
Jednak wrażenie może mylić oko, gdyż mówimy tu o aucie... segmentu B - ma on bowiem tylko 4220 mm długości. Z drugiej strony, ma aż 1915 mm szerokości i 1845 mm wysokości, a także waży ponad 2 tony - jest jak taki dobrze wykarmiony przedszkolak.





Stylistyka wnętrza ma w sobie nieco terenowego, twardego charakteru z masą długich prostych i prostokątów z zaokrąglonymi rogami. W jego centrum znalazł się oczywiście wielki, dotykowy ekran do obsługi multimediów - w V23 ma on 15,4 cala.

Do napędu iCara V23 służą dwa silniki o łącznej mocy 211 KM. Na uwagę zasługuje akumulator o sporej pojemności wynoszącej 81,7 kWh, pozwalający przejechać maksymalnie do 501 km.
Cena szczególnie nie porywa
Wyposażenie jest - jak przystało na chińskie auto - bogate. Znajdziemy m.in. funkcje autonomii poziomu drugiego, systemy Car Play i Android Auto czy kamerę 360.

Jego importem do Polski zajęła się firma QEV, która oferuje go za 125 tys. zł. Jak na chińskie auto nie jest to kwota przesadnie niska, nawet jak za model elektryczny - zwłaszcza że w ojczyźnie modele w podobnej konfiguracji kosztuje 139 800 juanów, czyli 74,3 tys. zł. Wiadomo, do tego dochodzą koszty transportu, itd. Ale jeżeli ktoś szuka czegoś taniego, co zwykli przechodnie pomylą z Defenderem, to chyba lepiej trafić nie można.
Więcej o chińskich samochodach przeczytasz tutaj:



















