Rewolucja na egzaminie na prawo jazdy. Znamy szczegóły projektu
Ministerstwo Infrastruktury chce zlikwidować obowiązkowy plac manewrowy na egzaminie na prawo jazdy kategorii B, zaktualizować bazę pytań i powołać nowe centrum egzaminowania. Brzmi dobrze, o ile nie będzie to kolejna nowelizacja, która wróci za rok.

Wszyscy dobrze pamiętamy plac z egzaminu na prawo jazdy. Cofanie po łuku, parkowanie równoległe, ruszanie na wzniesieniu – zestaw ćwiczeń, które wywoływały drżenie rąk nawet u osób, które od miesięcy jeździły po mieście z instruktorem. Pamiętam, jak niektórzy uczyli się na zasadzie „jak w tym rogu zobaczysz trzecią tyczkę, to 1,5 obrotu kierownicą”. Może i na egzaminie działało, ale w ruchu drogowym rzadko ktoś wyjdzie wystawić ci tyczkę. Ministerstwo Infrastruktury chyba wreszcie doszło do podobnych wniosków i opublikowało projekt ustawy UD402, który ma zakończyć ten rozdział i przemodelować cały system egzaminowania od podstaw.
Dajmy już sobie spokój
Najważniejsza zmiana to koniec obowiązkowego egzaminu na placu manewrowym dla kategorii B i B1. Zamiast sprawdzać, czy kursant potrafi idealnie wycofać w wyznaczony prostokąt przed WORD-em, egzaminator ma oceniać jego umiejętności w warunkach rzeczywistego ruchu drogowego – włącznie z manewrami. Plac zostaje w procesie szkolenia (instruktorzy mogą odetchnąć), ale nie liczy się już do egzaminu.
Co do sprawdzania płynów i świateł – miało to jakiś sens w świecie samochodów sprzed piętnastu lat. Dziś większość aut sama informuje kierowcę o każdej usterce odpowiednim „pozdrowieniem” na desce rozdzielczej, więc sprawdzanie tego ręcznie przed egzaminatorem jest w zasadzie tylko szopką.
Warto tu dodać, że Polska i Łotwa to ostatnie państwa członkowskie UE, w których plac manewrowy wciąż stanowi obowiązkowy element egzaminu państwowego – reszta Europy już dawno od tego odeszła. Kierunek zmian jest zatem zgodny z praktyką większości krajów Unii Europejskiej, w tym ze sprawdzonym modelem szwedzkiego Transportstyrelsen, gdzie egzamin praktyczny odbywa się wyłącznie w ruchu drogowym i koncentruje się na ocenie podejmowania decyzji, a nie odtwarzaniu wyuczonych figur.
Czy to pomoże? Zależy, jak zdefiniujemy problem. Dane z 2025 roku wskazują, że do egzaminu na kategorię B przystąpiło ok. 690 tysięcy osób. Wynik pozytywny z części praktycznej uzyskało 423 tysiące z nich, co daje zdawalność na poziomie ok. 61 proc. Ale, ale – nie tak szybko, to tylko średnia. Na przykład w Łodzi nie ma miękkiej gry – w tamtejszym WORD-zie egzamin praktyczny zaliczyło zaledwie 22,69 proc. osób. Mniej niż jedna na cztery.

Projekt wprost przyznaje, że zniesienie placu może przyczynić się do wyższej zdawalności – bez obniżenia poziomu przygotowania. Trudno nie odnieść jednak wrażenia, że właśnie lepsza zdawalność – a nie lepsi kierowcy – jest tutaj celem nadrzędnym.
Pytania bez odpowiedzi
Drugą dużą zmianą jest reforma części teoretycznej. Projekt zakłada ograniczenie liczby pytań egzaminacyjnych – bez podawania jeszcze konkretnej liczby – i powiązanie ich z rzeczywistymi zagrożeniami w ruchu oraz danymi o wypadkach. Koniec z pytaniami, które sprawdzają wyłącznie zdolność zapamiętania do egzaminu. A jest to realny i dobrze udokumentowany problem.
NIK w swoim raporcie z kontroli systemu szkolenia kierowców wprost wytknął, że polskie szkoły w praktyce przygotowują kursantów do zdania egzaminu, a nie do bezpiecznej jazdy. W zasadzie wszyscy to wiemy, ale jak przeczytamy takie wnioski na papierze z pieczątką z kontroli państwowej, to jednak ma to inną wagę niż narzekanie w internecie kogoś, kogo właśnie oblali.
Równie poważny jest problem z pytaniami, na które „poprawne” odpowiedzi są… de facto błędne, bo dotyczą przepisów, które zdążyły się już zmienić. Teraz ma powstać dynamiczna baza z cykliczną analizą jakości i regularną eliminacją przestarzałych pytań. System pilotażowy zakłada testowanie nowych pytań na egzaminach bez wpływu na wynik. Ten ostatni pomysł wywodzi się zresztą wprost ze szwedzkiego systemu, gdzie spośród 70 pytań testowych 5 to pytania pilotażowe, które nie wchodzą do puli wynikowej. Skandynawowie nie wymyślili tego wczoraj.
Trzecia zmiana jest najbardziej instytucjonalna i przez to najmniej medialna, choć wcale nie mniej istotna. Projekt znosi dotychczasową Komisję ds. weryfikacji i rekomendacji pytań egzaminacyjnych i zastępuje ją wyspecjalizowanym Centrum Egzaminowania. Obok niego ma powstać Rada Konsultacyjna skupiająca ekspertów z branży szkoleniowej i bezpieczeństwa ruchu drogowego. Dotychczasową Komisję projekt ocenia wprost jako „nieskuteczną” pod względem transparentności i rozliczalności. Surowa ocena, ale przynajmniej szczera.
Co się nie zmienia?
Plac manewrowy pozostaje jako element szkolenia – instruktorzy nadal mogą ćwiczyć na nim z kursantami. Znika tylko jako element egzaminu państwowego. To istotne rozróżnienie: nowelizacja nie mówi, że cofanie po łuku jest bezwartościowe, tylko że sprawdzanie tej umiejętności na egzaminie nie mierzy tego, co naprawdę ważne. Trudno z tym polemizować – całe zastępy przyszłych kierowców szły na kurs wyłącznie po to, żeby nauczyć się cofania w prostokąt, a później nie wróciły do tego manewru przez następną dekadę.
Projekt jeszcze nie trafił do Sejmu – jest na etapie prac legislacyjnych. Planowane przyjęcie przez Radę Ministrów to II kwartał 2026 roku, co oznacza, że na nowe zasady egzaminowania jeszcze poczekamy. O ile w międzyczasie nie zmieni się rząd albo priorytety resortu, bo wtedy „wszystko się może zdarzyć”. Historia polskiego prawa drogowego zna takie precedensy. Patrz: likwidacja kursów redukujących punkty karne, które wróciły rok po likwidacji, albo cały chaos z harmonogramem zmian punktowych 2022-2023. Na zapowiedzi można patrzeć z optymizmem, ale warto poprzedzić go słowem „ostrożny”.



















