REKLAMA

Pojechałem starym Mercedesem na majówkę. To nie miało prawa dobrze się skończyć

Na tegoroczną majówkę wybrałem się moim 52-letnim Mercedesem z dieslem pod maską. Miałem do przejechania kilkaset kilometrów, więc spodziewałem się różnych awarii. Nie zawiodłem się.

Mercedes W115
REKLAMA

Podróżowanie starymi gratami to dla mnie nie pierwszyzna. Uprawiam ten proceder od jakiejś dekady, muszę jednak uczciwie przyznać, że kiedyś miałem więcej szczęścia niż rozumu. Dopiero z czasem nauczyłem się bowiem, że na taki wyjazd oprócz bagaży warto zapakować też komplet narzędzi i podstawowe części zamienne. Przyda się także jakiekolwiek pojęcie o mechanice.

To podejście opłaciło mi się w tym roku podczas majówki, na którą pojechałem 60-konnym Mercedesem W115 z 1974 roku. Przez ostatnie lata ten samochód pokonywał między corocznymi przeglądami raptem 300 km, dlatego miałem świadomość, że pierwsza od dawna dłuższa trasa może przynieść jakieś niespodzianki. Ale nie uprzedzajmy faktów, jak mawia Bogusław Wołoszański.

REKLAMA

Wyjazd z Warszawy w długi weekend to koszmar

Tegoroczna majówka była wyjątkowo krótka, więc żeby optymalnie ją wykorzystać i nie zużywać dni urlopowych, postanowiliśmy ruszyć na Warmię, gdzie mieliśmy wykupiony nocleg, w czwartek po pracy. Dodatkowo uznaliśmy, że z racji późnej pory i zapadającego zmroku bezpieczniej będzie pojechać ekspresówką niż drogami lokalnymi przez Pułtusk, Przasnysz i Szczytno. Zwłaszcza że Mercedes mimo ponad 5 dych na kołach bez wysiłku utrzymuje prędkość przelotową na poziomie licznikowych 100-110 km/h, więc nie jest takim znowu zawalidrogą.

Mercedes W115

Wyruszyliśmy po 18, licząc że o tej porze ruch będzie już trochę mniejszy, ale – spoiler alert – nie był. No kto by się spodziewał, że inni też wpadną na ten genialny pomysł. W efekcie na drogach wylotowych ze stolicy czekały spore korki, a przebicie się z Żerania do ostatnich świateł na krajowej „siódemce” w Czosnowie (ok. 20 km) zajęło nam prawie godzinę. Ponadto na samym wyjeździe z Warszawy i w Łomiankach na dwóch dużych skrzyżowaniach sygnalizatory były wyłączone, a ruchem kierowała policja. Czy dzięki temu ruch odbywał się płynniej? Nie jestem do końca przekonany.

Wcześniej nie było jednak wcale luźniej. Znajomi, którzy w przeciwieństwie do nas zdecydowali się poświęcić jeden dzień urlopu i pojechać swoimi klasykami na spokojnie bocznymi drogami, informowali, że już koło 13-14 w okolicach Zegrza wszystko stało.

Tymczasem nasza podróż przebiegła całkiem przyjemnie, nawet pomimo tych początkowych korków – cieszyłem się, że przynajmniej sprawdziłem, że auto nie ma tendencji do przegrzewania się, a hamulce nie blokują. Podczas jazdy trasą S7 wcale nie byliśmy najwolniejsi, natomiast gdy już po zachodzie słońca zjechaliśmy na boczne drogi, szczególnie na leśnym odcinku na dojeździe do pensjonatu, bardzo doceniłem zaskakująco dobrze świecące reflektory.

Mercedes W115

Takie są uroki jazdy starym samochodem

Następny dzień przyniósł ciekawą, dość nieoczywistą usterkę – zerwała się linka od „ssania”, a tak właściwie to od pokrętła wolnych obrotów (ręcznego gazu), za pomocą którego można podnieść obroty silnika przy odpalaniu na zimno, ułatwiając mu rozruch. Na szczęście ten sam efekt, choć mniej precyzyjnie, można uzyskać, wciskając po prostu lekko pedał gazu podczas kręcenia rozrusznikiem. Była to więc awaria z gatunku tych, które „nie wpływają na pracę silnika”.

Mercedes W115

Gorzej, że zaglądając pod maskę, spostrzegłem zapocenie w okolicach wtryskiwaczy oraz niewielki wyciek oleju spod korka wlewowego. W tym przypadku również uznałem, że nie ma z czego robić zagadnienia, w myśl zasady „jeździć, obserwować”. Choć może akurat tym razem w odwrotnej kolejności – najpierw poobserwowałem, a potem po prostu pojechaliśmy zwiedzać okolicę w ślad za resztą naszej grupy.

Mimo tych drobnych komplikacji, sama jazda Mercedesem W115 po warmińskich i mazurskich drogach była wyborna – niezależnie od rodzaju nawierzchni i jej stanu. Komfort resorowania jest tutaj bowiem mocno niedzisiejszy, dzięki czemu auto przepływa przez nierówności, a swoje trzy grosze w tym temacie dokładają też miękkie fotele.

Mercedes W115

Nie oznacza to jednak, że samochód prowadzi się jak wóz drabiniasty – co to to nie. Czasami można nawet zaskoczyć kierowców współczesnych aut, którzy muszą zwolnić na wyboistym łuku, a tymczasem stary Mercedes niewzruszony przejeżdża zakręt i jedzie dalej. Jedyne, czego nie jestem w stanie wybronić, to osiągi. Nie będę wam nawijał makaronu na uszy – 60 KM w ważącym ok. 1400 kg samochodzie w dzisiejszym ruchu nie pozwala na zbyt wiele i wymaga dokładniejszego planowania manewrów.

Na każdym postoju czułem się jak celebryta

Jeżdżenie Maluchami przyzwyczaiło mnie do tego, że ludzie oglądają się za nimi, a na każdym postoju ktoś zagadnie. Miałem jednak wrażenie, że ostatnio szał na klasyki lekko opadł i udawało mi się przejechać przez miasto bardziej niezauważonym niż kiedyś. Podróż Mercedesem wyprowadziła mnie z tego błędu.

Najbardziej typowe sytuacje to oczywiście rozmowy na stacji benzynowej. Raz ktoś zagadnął o silnik i spalanie (o tym ostatnim napiszę później parę słów), a innym razem o rocznik i wrażenia z jazdy po okolicznych drogach. Podczas wizyty w Olsztynie mogłem z kolei poczuć się niczym gwiazda filmowa osaczona przez paparazzi – na prawie każdym skrzyżowaniu mój samochód był obfotografowywany przez przechodniów ze wszystkich stron.

Mercedes W115

Ale najciekawsze były sytuacje, gdy przypadkowo spotkane osoby zaczynały dzielić się swoimi wspomnieniami związanymi z tym modelem. Jak np. stróż na parkingu we wspomnianym Olsztynie, od którego po uiszczeniu opłaty za postój dowiedziałem się, że jego znajomy z RFN miał dawno temu identycznego Mercedesa, a mój rozmówca jechał nim do ślubu.

Kiedy indziej natomiast przejeżdżając przez warmińską wieś, minęliśmy się z Audi 100 C3 (popularnym „cygarem”) na czarnych tablicach i nawet zaczęliśmy żałować, że nie udało mu się zrobić zdjęcia, ale już nie zawracaliśmy, tylko wróciliśmy na kwaterkę. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy po wyjściu z auta zamiast samochodów przyjaciół na drodze dojazdowej zobaczyliśmy… białe Audi, które widzieliśmy kilka minut wcześniej.

Mercedes W115

Okazało się, że jego właściciel specjalnie wykręcił i ruszył za nami, żeby porozmawiać o naszych klasykach. Dowiedzieliśmy się między innymi, że zajmuje się handlem samochodami, ale takiego W115 to w okolicy od wieków nie widział. Podobno czasami zdarzają się jeszcze nowsze W123 (czyli „beczki”) w codziennym użyciu, ale to bliżej wschodniej granicy.

Z tych wszystkich losowych spotkań najcieplej wspominam fakt, że ani razu żaden z rozmówców nie zapytał, czy Mercedes jest na sprzedaż. Widocznie mój wciąż stosunkowo młody wiek i żółte tablice rejestracyjne są wystarczająco jasnym sygnałem. Miła odmiana po tym, z czym spotkałem się niedawno w Internecie:

Ile to pali?

Chwilę temu obiecałem, że napiszę nieco więcej o zużyciu paliwa, dlatego teraz wracam do tematu. Korki na wylotówce z Warszawy i prawie 200 km przejechane z prędkością 100-110 km/h odcisnęło swoje wyraźne piętno na spalaniu, które wyniosło 9,78 l/100 km. Jazda po okolicy i powrót drogami lokalnymi, bez przekraczania przepisowych 90 km/h, przyniósł już zdecydowanie lepszy wynik – 6,91 l/100 km. Średnia ważona z nieco ponad 600 km wyszła 8,69 l/100 km.

Mercedes W115

Muszę przy tym zaznaczyć, że samochód nie jest jeszcze w szczytowej formie i dopiero stopniowo otrzymuje mechaniczne poprawki (np. tuż przed samą majówką dostał zregenerowane wtryskiwacze i nowe ustawienia pompy wtryskowej), a ja ze względu na długą zimę i wynikający z tego przymusowy postój tankowałem go do tej pory w sumie tylko trzy razy. Nie mam więc na razie zbyt dużego porównania, by stwierdzić, czy powyższe wyniki to norma i będą powtarzalne. Postaram się w przyszłości wrócić jeszcze do tej kwestii na łamach Autobloga.

Problemy na ostatniej prostej

Jak wcześniej wspomniałem, ze względu na wczesną porę i doskonałą pogodę uznaliśmy, że do Warszawy wrócimy bocznymi drogami, przez Szczytno, Przasnysz i Pułtusk, przy okazji szukając pozostałości po Mławskiej Kolei Dojazdowej. Podróż mijała nam pomyślnie, dopóki w okolicach Serocka nie zaczęły się korki. Wskazówka temperatury nadal stała w miejscu, ale odniosłem wrażenie, że wóz jakby mniej swobodnie się toczył. Hamował jednak nadal bez zarzutu.

Mercedes W115

Mniej przyjemnie zrobiło się na dosłownie dwa skrzyżowania od domu, kiedy to (na szczęście jechałem powoli i zacząłem zwalniać z dużym wyprzedzeniem) przy próbie naciśnięcia hamulca pedał wpadał aż do podłogi i dopiero w takim położeniu zaczynał cokolwiek hamować. Problemem okazał się tylny lewy zacisk, który najprawdopodobniej się zablokował – koło było wyraźnie cieplejsze od pozostałych i czuć było płynem hamulcowym.

Mercedes jest na tyle wysoko zawieszony, że nie musiałem korzystać z podnośnika, tylko od razu się pod niego wsunąłem i po ostukaniu młotkiem zacisk odpuścił. Dałem układowi chwilę, żeby przestygnął i po upewnieniu się, że wszystko działa jak należy, ostrożnie przetoczyłem się na docelowe miejsce parkingowe.

REKLAMA
Mercedes W115

Czy jestem zaskoczony, że ponad 50-letni samochód zaliczył kilka awarii podczas krótkiego, weekendowego wyjazdu? Oczywiście, że nie. Spodziewałem się tego, a teraz przynajmniej wiem, którymi podzespołami się zająć, żeby kolejna podróż odbyła się już bez podobnych przygód.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-05T16:33:27+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T15:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T11:41:20+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T09:38:50+02:00
Aktualizacja: 2026-05-04T20:09:38+02:00
Aktualizacja: 2026-05-04T18:18:48+02:00
Aktualizacja: 2026-05-04T16:38:19+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA