REKLAMA

To nie żart ani mini-Lamborghini. To Nissan i nowy Juke na prąd

Nissan pokazał trzecią generację Juke'a. Charakterny crossover po raz pierwszy w historii modelu będzie napędzany wyłącznie silnikiem elektrycznym. Zniknęła rura wydechowa, ale kontrowersji pewnie nie zabraknie.

To nie żart ani mini-Lamborghini. To Nissan i nowy Juke na prąd
REKLAMA

Premiera odbyła się podczas eventu Nissan Vision w japońskiej siedzibie koncernu. Nowy Juke został oparty na dobrze znanej platformie CMF-EV (albo AmpR Medium) – tej samej, z której korzystają trzecia generacja Leafa i większa Ariya. Zakładem produkcyjnym, który złoży to cudo do kupy, ma być angielski Sunderland, gdzie już trwają pierwsze fazy prób. Do klientów samochód trafi wiosną 2027 roku.

Wybór fabryki specjalnie nie zaskakuje. Skoro nowy Leaf i nadchodzący Juke dzielą tę samą platformę, to mogą podzielić się też halą montażową. A że „przy okazji” przyniesie to wielomilionowe oszczędności na kosztach rozwoju? No cóż, przy obecnej sytuacji finansowej Nissan na pewno nie będzie narzekał.

REKLAMA

Auto dla mnie

No, nie tak do końca, bo do elektryków jeszcze nie dorosłem, więc będę trzymał kciuki, żeby w ślad za nim powstała też wersja spalinowa albo chociaż hybryda. Chociaż zanim będzie mnie na niego stać, to i to może się zmienić. Jeśli zaś chodzi o wygląd… no lubię to, no. Zawsze podobała mi się bryła Juke’ów z tym opadającym ku tyłowi dachem, z napompowaną sylwetką. W pierwszej generacji irytowały mnie w zasadzie tylko głupio dołożone światła i grill, które wyglądały jak odpad produkcyjny z innego modelu. Zostały nawet bohaterem jednego z naszych rodzinnych żartów (Juke – Joke, kumasz?), że oto Nissan stworzył malucha, który „chce być taki groźny, ma tyle otwoooruff”. Tutaj ich nie ma i całe szczęście.

Nowy Juke czerpie inspirację z Hyper Punk, modelu pokazanego na targach Japan Mobility Show 2023. Cięte toporem powierzchnie nadwozia, kanciaste reflektory i podświetlane logo Nissana z przodu (w Belgii będzie drożej) niewątpliwie mają wyróżniać go na ulicy i sprawiać, że trudno go będzie pomylić z czymkolwiek innym. Udało się. Tył zamyka tzw. kamm tail – ostre ścięcie krawędzi klapy poprawiające aerodynamikę. Takie ostre cięcia kojarzą mi się z Lamborghini i nie powiem, żeby przeszkadzało mi takie skojarzenie. Nawet kolor mi pasuje.

A pod spodem?

Nissan nie podał jeszcze pełnych danych technicznych, ale skoro platforma jest wspólna z nowym Leafem, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że do wyboru będą dwie wersje akumulatora: 52 kWh i 75 kWh. W Leafie mniejszy wariant sparowany jest z silnikiem o mocy 130 kW (174 KM), a większy dysponuje mocą 160 kW (214 KM). Oba pakiety baterii są chłodzone cieczą, co oznacza, że problem z przegrzewaniem ogniw, który nękał poprzednie generacje Leafa, raczej się nie powtórzy. Guy Reid, szef inżynierii Nissana w Europie, potwierdził, że Juke dostanie te same chłodzone pakiety, choć mogą być nieco mniejsze.

Leaf w wersji z 75 kWh oferuje w Stanach zasięg do ok. 490 km według EPA, a w Europie deklarowane jest ponad 600 km WLTP. Juke, jako auto nieco mniej opływowe i zaprojektowane z myślą o stylu, a nie rekordach aerodynamiki, prawdopodobnie nie dobije to tych liczb. Ale kilkaset kilometrów na jednym ładowaniu powinno być w zasięgu – dosłownie i w przenośni.

Ciekawe jest to, że Juke EV dołączy do Leafa jako drugi model Nissana z technologią Vehicle-to-Grid, co oznacza możliwość oddawania energii z akumulatora do sieci elektroenergetycznej. Brzmi to jak rodem wycięte z prezentacji korporacyjnej, ale w praktyce zaparkowany Juke może zarabiać na prądzie, kiedy wy oglądacie serial. Nie mam pojęcia, czy i na ile to działa, ale chyba warto spróbować.

Nissan idzie w prąd, ale bez specjalnego pośpiechu

Od premiery w 2010 roku Nissan sprzedał w Europie 1,5 mln egzemplarzy Juke’a. Pierwsza generacja zadziwiała wyglądem – jedni uważali go za odważny, inni za ohydny, ja za zabawny. Druga odsłona nieco złagodziła kontrowersje, stawiając na wnętrze i cyfrowe gadżety. Trzecia stawia na prąd i geometrię, która znowu zmusza do zajęcia stanowiska. Juke nie ma być „kolejnym takim samym” autem. Od początku jest „jakiś”. I ja to szanuję.

Nowy Juke wpisuje się w szerszą elektryczną ofensywę Nissana na Starym Kontynencie. Oprócz niego na europejskich drogach ma się pojawić nowa Micra na prąd, odświeżona Ariya i elektryczny dostawczak Townstar. Japończycy zapowiadają też bliżej nieokreślone auto segmentu A. To w sumie sześć modeli czysto elektrycznych w europejskiej ofercie. Massimiliano Messina, szef regionu AMIEO, deklaruje, że Europa jest centralnym punktem strategii elektryfikacji koncernu. Do takich deklaracji podchodzę z rezerwą, bo słyszałem je już od wielu producentów, a z realizacją bywało różnie.

Na szczęście silnik spalinowy nie odchodzi na emeryturę. Nissan zamierza utrzymać dotychczasową generację z silnikami benzynowymi i hybrydowymi równolegle ze wersją elektryczną. Więc mogę po cichu liczyć na spalinówkę w nowych szatach. Alexandre Armada, odpowiedzialny w Nissanie za segment małych aut w Europie, przyznał wprost, że zróżnicowane tempo elektryfikacji w poszczególnych krajach wymusza elastyczność. Ford, który w Europie odważnie postawił wszystko na prąd i potem musiał korygować kurs, jest tu powszechnie cytowanym przykładem tego, jak się nie robi rewolucji.

Jak zareaguje rynek?

Lista konkurentów, z którymi Juke EV zmierzy się wiosną 2027 roku, jest pokaźna: Ford Puma Gen-E, Kia EV3, Renault 4 EV, Hyundai Kona Electric, Jeep Avenger EV, Peugeot e-2008. Segment małych crossoverów na prąd robi się tak zatłoczony, że wkrótce trzeba będzie tworzyć osobne rankingi, żeby się w nim połapać. Kiedy pierwsza generacja Juke’a debiutowała, miała dwóch bezpośrednich rywali. Teraz jest ich już kilku i wciąż dochodzą nowi.

REKLAMA

Cennik poznamy bliżej premiery. Nowy Leaf w Europie zaczyna się od kwoty poniżej 37 tys. euro – Juke powinien być zbliżony, a w optymistycznym scenariuszu nawet odrobinę tańszy. Mniejszy format i mniej wyrafinowane wnętrze zostawiają trochę pola do manewru, choć w branży motoryzacyjnej „powinien być tańszy” i „jest tańszy” to dwa zupełnie różne stwierdzenia.

Dla mnie to zapowiedź udana. Nissan idzie w prąd, ale zachowuje najbardziej rozpoznawalną cechę Juke’a – czyli zdolność do wywoływania skrajnych emocji samym wyglądem. Platforma sprawdzona w Leafie i produkcja w Wielkiej Brytanii brzmią rozsądnie. Teraz trzeba tylko poczekać na ceny, realny zasięg i odpowiedź na pytanie, czy nabywcy kompaktowych crossoverów wolą kanciasty futuryzm, czy jednak coś łagodniejszego. Sukces poprzednich wcieleń Juke’a sugeruje, że spory procent klientów wybiera to, o czym inni mówią „to wygląda dziwnie”. I może właśnie na tym polega plan.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-14T10:29:03+02:00
Aktualizacja: 2026-04-13T12:15:56+02:00
Aktualizacja: 2026-04-12T19:30:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA