Autobus zamówisz w aplikacji. Zgierz nową Doliną Krzemową
Miasto, które światu kojarzy się głównie z tym, że jest przyklejone do Łodzi jak zużyta guma do podeszwy, właśnie ogłosiło rewolucję transportową. Od 1 czerwca możesz zamówić busa przez aplikację. Aplikację, której jeszcze nie ma. Witamy w Zgierzu.

Zacznijmy od kontekstu, bo bez niego nie docenisz w pełni majestatyczności tego momentu. Zgierz to liczące około 55 tysięcy mieszkańców, jedno z najstarszych miast centralnej Polski, słynące z tradycji włókienniczych i z tego, że tramwaj z leżącej 10 km na południe Łodzi przestał tam dojeżdżać na jakieś 3 lata, po czym wrócił z rozkładem, który mieszkańcy nazwali „absurdem”.
To jedna strona medalu. Z drugiej Zgierz to taki Sosnowiec województwa łódzkiego. Albo Radom. Albo to miasto, po którym ciśnie się w Twoich stronach. Żartów jest na ten temat tyle, że mogłyby wypełnić cały ten tekst. Ale nie wypełnią, bo żadnych przyzwoitych nie znam.
Dobra, nieważne. Ważne, że teraz Zgierz ma aplikację!
Prawie.
Klikasz. Tuptasz. Jedziesz. – najsłodsze hasło w historii polskiej komunikacji miejskiej
Zanim przejdziemy do szczegółów, zatrzymajmy się przez chwilę przy tym genialnym haśle.
Tak. Oficjalny system transportu publicznego miasta Zgierz zakłada, że po zamówieniu busa będziecie tuptać. Jak dziecko w bucikach na rzepy. Jak kaczuszka. Jak senior idący po bułki. Albo jak jeż. Bo wiecie: Zgierz – Jeż.
Trochę takie rozwdojenie jaźni, bo z jednej strony miasto sugeruje, że nowość, że rewolucja, że wirtualizacja zbiorkomu, że nowemu systemowi bliżej do taksówki niż autobusu... Ale jednocześnie już sama nazwa ma przypominać, że to nie taksówka pod domem.
Według strony MUK Zgierz usługa skierowana jest do „małych tuptusiów”, „pracowitych tuptusiów” i „tuptusiów-seniorów”. Jeśli zastanawialiście się, kiedy urząd miejski zacznie brzmieć niczym rolka na TikToku, to macie odpowiedź.
Przy okazji: oficjalna strona MUK w stopce informuje, że „Wszystkie kolce zastrzeżone”. No bo, jak już wiecie, Zgierz – Jeż. Takie śmieszki, boki zrywać.
Ale o co tu w ogóle chodzi?
W Zgierzu – to nie wiadomo. Ale Tup Tup & Go to tzw. system DRT (Demand Responsive Transport), czyli transport na życzenie. Idea prosta jak konstrukcja cepa: nie ma stałych tras ani rozkładów jazdy. Otwierasz aplikację, wpisujesz skąd i dokąd, system wyznacza ci „wirtualny przystanek” w pobliżu i wysyła do ciebie 8-osobowego elektrycznego busa.
Brzmi jak Bolt, wygląda jak Bolt, tylko kosztuje jak bilet autobusowy. I nie jedzie do Łodzi. I nie działa w weekendy. I nie po 18:00. I kierowca nie przyjmuje gotówki (to tak w sam raz dla tych tuptusiów-seniorów). Ale za to jest w 100% eko i ma foteliki dla dzieci. Priorytetyzacja ustalona.
Operator wygrał przetarg dzięki czterem latom doświadczenia w obsłudze DRT w Gliwicach. W sumie jest to podejrzanie rozsądne jak na Zgierzan.
Mapa wirtualnych przystanków, czyli gdzie nic nie jeździ
Zanim system oficjalnie ruszył, mieszkańcy Zgierza zostali poproszeni o wskazanie lokalizacji, w których chcieliby mieć wirtualne przystanki. Odpowiedzieli z entuzjazmem godnym ludzi, którzy od lat uprawiają doklejkę do samochodu sąsiada, bo „nic tam nie jeździ”.
Na liście pojawiły się między innymi:
- Malinka (tak, jest takie miejsce w Zgierzu, całkiem zresztą popularne ze względu na czyste kąpielisko),
- Rudunki i PKP Rudunki (podwójne Rudunki, bo jedne to za mało),
- Przedwiośnie (brzmi jak nazwa powieści Żeromskiego, bo nią jest),
- okolice Strefy Ekonomicznej w Lućmierzu (gdzie pracownicy dotąd dostawali się teleportem),
- ul. Przygraniczna, ul. Murarska, ul. Nadrzeczna.

Mieszkańcy pytają też o połączenia z Łodzią w godzinach nocnych, kiedy nie kursują tramwaje, autobusy i pociągi. Miasto odpowiada uprzejmie, że Tup Tup & Go jeździ wyłącznie po Zgierzu i wyłącznie od 7:00 do 18:00, od poniedziałku do piątku.
Nocna komunikacja z Łodzią? Przecież macie Bolta. Albo nogi. A w ogóle to po co do Łodzi? Przecież nie rymuje się z jeżem.
Jak to ma działać – instrukcja krok po kroku
Procedura zamawiania przejazdu jest banalnie prosta, pod warunkiem że masz:
- Smartfona, bo aplikacja ma pojawić się „wkrótce” w Google Play i App Store. Jeszcze jej nie ma, ale będzie „wkrótce”. Spokojnie.
- Kartę lub BLIK-a, bo gotówki kierowca nie przyjmuje. Jesteś w Zgierzu, tu jest światowo i nowocześnie.
- Nogi, bo do wirtualnego przystanku trzeba dojść. Samodzielnie. Pieszo. Czyli ten „transport na życzenie” i tak zaczyna się od życzenia, żebyś miał nogi zaprawione w tuptaniu.
- Punktualność, bo jak spóźnisz się na odbiór, bus odjedzie bez ciebie. „Nasz bus musi dbać o czas wszystkich pasażerów” – brzmi jak komunikat z Lufthansy, tylko że to 8-osobowy elektryk w mieście wielkości parkingu pod marketem.
- Po zamówieniu system pokaże ci czas przyjazdu, czas podróży i cenę. Brzmi znajomo? Bo to dokładnie jak Uber, ale nazywa się „tuptusiem” i jedzie do Rudunek.
Zgierska Migawka – lokalna karta miejska, po polsku nazywana „miesięcznym” – na razie nie jest honorowana w nowym systemie. Może w kolejnym etapie pilotażu, planowanym na wrzesień 2026 roku. Krótko mówiąc: masz kartę, którą płaciłeś za komunikację miejską, i ta karta nie działa w nowej komunikacji miejskiej. To tak na wypadek, gdybyście zapomnieli, o jakim mieście mowa.
Ale tak serio – to całkiem dobry pomysł
Dobra, dość ironii. Bo żarty żartami, ale DRT w miastach wielkości Zgierza to naprawdę sensowne rozwiązanie. A miano jednego z pierwszych polskich miast, które to testuje na poważnie, to zawsze jakiś tam fejm.
Klasyczne linie autobusowe są nieopłacalne tam, gdzie pasażerów jest mało. Ludzie z osiedli bez komunikacji albo kupują auto, albo zostawiają emerytowaną mamę na lodzie. DRT może to zmienić – bus jedzie tam, gdzie ktoś go zamówił, i zabiera po drodze innych jadących w tym samym kierunku.
Pilotaż ma trwać do sześciu miesięcy. Operator ma cztery lata doświadczenia w Gliwicach. Elektryczne busy mają klimatyzację, foteliki dla dzieci i – co najważniejsze – gwarantowane miejsca siedzące. Żadnego łokcia sąsiada między żebrami o 7:45.
Jeśli się sprawdzi, we wrześniu dojdą kursy wieczorne, może weekendowe, może Migawka. A jeśli nie – cóż, Zgierz i tak przeżył 800 lat bez DRT. Przeżyje jeszcze trochę.



















